-Dzieńdobrek skarbie, pora wstawać.
Czułe szeptanie do mojego ucha budzi lepiej i skuteczniej niż mój budzik do którego żywię szczerą nienawiść, mimo że moje oczy były nadal zamknięte Zayn delikatnie wsadził w moją dłoń kubek z gorącom kawą.
-Nie pijam kawy. -Oznajmiłam mu, po czym otworzyłam delikatnie oczy, siedział koło mnie w samych bokserkach i uśmiechał się do mnie szeroko. -Fajnie wyglądasz .
Pierwszy raz spałam w tym domu , było tu rankiem dość zimno, rozejrzałam się po pokoju Zayna, nigdy nie bywałam tu dłużej jak na kilka godzin kiedy mój chłopak musiał coś zabrać , było tu dość schludnie. Nie zaskoczyło mnie nawet kiedy na szafce nocnej zauważyłam nasze zdjęcie, wyglądaliśmy tak słodko, jesteśmy już ze sobą od ponad roku,mimo to że ja mam 17 lat a mój chłopak 22, wiek to tylko liczba.
-Ty też.
Dopiero teraz na siebie spojrzałam, miałam na sobie samą bielizne, na dodatek czarną i koszule Zayna, mimo że nie raz widzieliśmy sie z ukochanym nago, nie nawidziłam kiedy widział mój brzuch., miałam na jego punkcie nie samowite kompleksy. Zarumieniłam sie na co Zayn odpowiedział zoczystym pocałunkiem na moich ustach.
*godzina później*
-Zayn ale to chyba nie tędy jedzie sie do mojego domu, no chyba że sama nie pamiętam jak sie jedzie do.
Powiedziałam po czym dalej opychałam się gorącym tostem z masą Nutelli, musiałam się nieźle na siłować żeby przemycić moje śniadanie do samochodu Zayna. Bettie, bo tak się nazywa jego ukochany samochodzik, jest jego najdroższym skarbem zaraz po mnie, ale sądzę że gdyby tylko Nutella ubrudziła tapicerkę, długo by się do mnie nie odzywał a potem wypominał to przez długie miesiące. Tak też stało się kiedy wylałam cole na Bettie, już myślałam że ze mną zerwie.
-No tak, ale chce cie gdzieś jeszcze zabrać.
Na samo to zdanie zaczęłam się krztusić ,a może to też dlatego że wepchnęłam całego tosta do buzi, Zayn podał mi chusteczkę żebym spokojnie mogła wypluć zawartość mojej buzi, po czym on wyrzucił to za okno. Malik bardzo rzadko mnie gdzieś zabierał, a jeśli już to robił , to zazwyczaj był to spacer po parku, wyjście do Starbucks, lub do lodziarni.
-Wow! Kim jesteś i co zrobiłeś z moim chłopakiem!?
-Jestem zakochanym w tobie kosmitom, dostrzegłem twoją urode z Marsa i postanowiłem sie porwać.-Pocałował mnie w szyje zostawiając gęsiom skórke i mokry ślad.-I zabieram cie do galeri sztuk pięknych.
-Niech zgadne wystawiono tam kolejny obraz twojej mamy?
-Nie... Poprostu chce cie tam zabrać.
-No to ci powiem że sobie niezły dzień wybrałeś.
-No co? Nie cieszysz sie?
-Nie no ciesze... Ale jestem tylko w twojej koszuli.
-Jest wystarczająco długa nie przejmuj sie.
Resztę drugi przesiedziałam po turecku na przednim siedzeniu Bettie i wpatrywałam się w okno, mówiąc że jestem tylko w jego koszuli miałam to na myśli prawie w 100 %, miałam na sobie także oczywiście bieliznę , ale nie posiadałam butów, nie wiem jakim cudem ja wogóle znalazłam się wczoraj w jego mieszkaniu bez butów. Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Musiałam poczekać aż Zayn otworzy mi drzwi, może i mogłam sobie je otworzyć sama ale Zayn lubił czuć się bohatersko, kiedy wreszcie to zrobił wyczłapałam się z jego samochodu. Zabrałam z głowy Malika jego czapke z daszkiem i wygodnie ułożyłam na swojej głowie, ten chwycił mnie rękom w tali i weszliśmy do budynku w którym znajdowała się galeria sztuki, muszę przyznać że nie które obrazy naprawdę były ciekawe i zmuszałam Zayna do zostania przy nich chodź chwile dłużej a nie które były tak wyjątkowo nudne że ledwo na nie spojrzałam i od razu szłam dalej.
-Wiesz co ja skocze do automatu po coś do picia, pewnie po tym doście chce ci sie pić.
-Ty to jesteś kochany.-Pocałowałam go .-Tylko wracaj szybko.
-A ty sie nie oddalaj,m stój przy tym obrazie.
-Jasne jasne...
Zayn na szczęście tego nie usłyszał, nie było go już koło mnie, stałam wpatrując się w przepiękny obraz, przedstawiał wysoką blondynkę ze średniej długości włosami, była obrana w suknie ślubną zabrudzoną krwią, siedziała na ziemi, a na jej kolanach trzymała głowę dość potężnego czarno włosego mężczyzny,miał na sobie ślubny garnitur a na nim kilka raz postrzałowych. Kiedy dokładnie się przyjzałam w lewym dolnym rogu dostrzegłam Patricia Malik. Cholera! Ten obraz namalowała mama Zayna, wiedziałam, dopiero teraz kiedy dobrze się przyjrzałam dojrzałam kolczyki w ucho mężczyzny takie jak zawsze nosił mój chłopak,a na obojczyku dziewczyny spostrzegłam blizn, automatycznie spojrzałam na swój obojczyk. To moja blizna, mama Zayna namalowała jego i mnie! Poczułam na moich biodrach duże dłonie, ale nie wyczułam zapachu mięty zmieszanej z zapachem tytoniu, bo właśnie ten zapach jest charakterystyczny dla miłości mojego życia.
-Masz dla mnie to picie?-Rozpoczęłam.
-Nie, ale jeśli tak bardzo chce ci się pić mogę ci je kupić.
Do mojego ucha szeptał zupełnie obcy głos, chodź chyba wcześniej go słyszałam, ale nie mam pewności. Na moich udach były obce dłonie, które kierowały się powoli pod koszule w której byłam. Wydałam z siebie jęk przerażenia kiedy mężczyzna z jeszcze większą siłą niż to robi Zayn przygwoździł mnie do swojego ciała, stałam sztywno jak słup, nie wiedziałam co się dzieje kim był ten człowiek.Jego ręce powoli kierowały się w stronę mojego biustu a łzy z coraz większą siłą napływały do moich oczu.
-Zostaw moją dziewczynę Robins!
Już po chwili zostałam wręcz wyszarpnięta z rąk oprawcy i zasłonięta ciałem Zayna, był jak moja osobista tarcza lub ochroniarz. W tym momencie już nie był tym słodkim Zaynem z którym się wygłupiałam, teraz był Zaynem który gotowy jest zabić w obronie swojej kobiety,wszystkie jego mięśnie były naprężone, jędnom rękę trzymał na moim boku za sobą drugą na kieszeni z pistoletem.
-Spokojnie Malik, moi ludzie są tu wszędzie, a ty? Jesteś tu sam ze swoją śliczną dziewczyną, szkoda żeby taka piękna dziewczyna musiała zginąć, więc lepiej się pohamuj...
-Czego chcesz?!
-Kasy Malik, kasy. Pamiętaj jedna zasada pożyczania pieniędzy:Zawsze oddawaj je na czas, a ty miałeś to zrobić dwa dni temu, wiec pamiętaj albo kasa albo ta ślicznotka stanie się moją własność.
Puścił do mnie oczko i wyszedł. Po prostu wyszedł, a ja stałam za Zaynem ze łzami w oczach, kiedy tylko odszedł wystarczająco daleko od galerii , nie patrząc na mojego chłopaka, wybuchnęłam płaczem i wybiegłam z budynku , kierowałam się w stronę samochodu, ale jak na zawołanie lunął deszcz, już po kilku sekundach byłam cała mokra, Zayn przyszedł po chwili, otworzył samochód i ruszyliśmy w stronę mojego domu, wiedział że lepiej się teraz nie odzywać.
-Pakujesz się i o 19 widzę ciebie i Shanazz u nas pod domem z ciuchami, spakuj dużo rzeczy nie wiem na ile dni do nas przyjedziecie, musisz być bezpieczna, za wszelką cenę zrozumiałaś?
Zayn spojrzał na mnie na co ja grzecznie pokiwałam w zgodzie, kiedy zatrzymaliśmy się pod moją willą, pocałowałam Zayna i wyszłam z samochodu trzaskając drzwiami chciałam jak najszybciej być w domu. Lecz kiedy odwróciłam się do tyłu coś zwróciło moją uwagę, po drugiej stronie stał mężczyzna którego chyba znałam.
-Zack...? Zack!-Mężczyzna odwrócił się, wiedziałam że to mój starszy brat którego nie widziałam 10 lat. Lecz on zamiast do mnie podbiec wyciągnął pistolet i zaczął we mnie mierzyć.
-Zaaack!
Mój krzyk rozniósł się po całej okolicy, podejrzewam że obudziłam wszystkich mieszkańców, zacisnęłam oczy, lecz kiedy je otworzyłam Zacka nie było, był tylko moim wyobrażeniem. Tylko wyobrażeniem....
*Perspektywa Shanazz*
-Jak to wyjeżdżamy? -Zdziwiona związałam włosy w kucyka i usiadłam obok blondynki, która pakowała swoje rzeczy do walizki coś było nie tak jej ręce drżały a ona była przerażona.
-P, prostu musimy. -Wyjąkała wyrzucając moje rzeczy z szafy pakując je do torby, zdziwiona zaistniałą sytuacją złapałam ją za nadgarstki, płakała. -Melody, co się stało? - Dziewczyna spoglądnęła na mnie swoimi niebieskimi oczami.
-Przepraszam za wszystko. -Wyjąkała zamykając torbę i podając mi ją, spojrzała na zegarek po czym założyła swoje Conversy. Wzięłam głęboki oddech i zeszłam z nią na dół, zaszła do rodziców powiedzieć że jedziemy na obóz na czas nieokreślony wyszłyśmy z domu za trzydzieści piętnasta. Melo wyprowadziła nas za miasto, nie wiem czy ona zwariowała czy być może się czegoś naćpała. Ale coś nie wydaje mi się żeby to był tylko Obóz, ręce się jej trzęsły przez całą drogę do nieznanego miejsca. Aż w końcu doszłyśmy do dużego domu postawionego na poboczu miasta, wokół niego rosły drzewa a sam widok przyprawiał mnie o dreszcze. Dziewczyna śmiało wzięła mnie za rękę prowadząc do domu, nawet nie zawahała się przed wejściem. Po prostu weszła do środka wciąż trzymając mnie za rękę, odłożyła torbę rozglądając się. Pomieszczenie nie było skromne, bogato zdobiony salon, z beżowymi ścianami i brązowymi panelami Melody kazała zdjąć mi buty, więc posłusznie zsunęłam swoje trampki stając boso na zimnej podłodze. Odwróciłam się kiedy zobaczyłam bruneta który stoi naprzeciwko mnie, uśmiechnął się podając mi rękę -Jestem Zayn, a ty ślicznotko? -Zapytał.
-Shanazz. -Sucho odparłam ściskając jego dłoń, ten chłopak był przy mnie ogromny miał postawione na lakier włosy a zapach papierosów i mięty można było wyczuć od razu.
-To mój chłopak. -Melo rzuciła gdy brunet się ode mnie oddalił.
-Słucham? -Wypuściłam powietrze które w sobie trzymałam a chłopak złapał moją przyjaciółkę za rękę. -Słabo mi. -Odparłam zamykając oczy, ciarki przeszły przez moje ciało a świat zawirował.
-Chodź zaprowadzę cię do pokoju gościnnego, odświeżysz się a potem ci wszystko wytłumaczymy. -Chłopak złapał moją torbę a ja pokiwałam głową, weszłam po schodach na górę i otworzyłam brązowe drzwi które były wejściem do pokoju dla gości.
-Czekamy na ciebie na dole. -Uśmiechnął się, pokiwałam głową chwytając bluzkę na ramiączkach i czarne legginsy po czym weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic narzucając na siebie wybrane rzeczy, związałam włosy w kucyk i wyszłam z pokoju kierując się ku zejściu do salonu. Poczułam mocne szarpnięcie, uderzyłam plecami w ścianę po czym ktoś zasłonił mi dłonią usta otworzyłam oczy i zauważyłam te zielone oczy.
-Nie krzycz. -Wydyszał, zsuwając moja ramiączko przybliżył swoje usta do mojej szyi po czym zaczął ssać wybrane przez siebie miejsce, zaczęłam się szarpać próbowałam się wyrwać z jego uścisku niestety. Moja mała i słaba postura na to nie pozwalała. Był zbyt silny, miejsce które brunet ssał zaczęło mnie boleć, lekko przygryzł je na koniec przysuwając czoło do mojego. Jego zielone oczy spojrzały na mnie, a ja wystraszona złapałam się za bolące miejsce.
-Jesteś moja ... -Wyszeptał zsuwając gumkę z moich włosów, -Lepiej żeby tego dzisiaj nie widzieli. -Uśmiechnął się zadziornie odsuwając się ode mnie i schodząc na dół, szybko się poprawiłam a w mojej głowie rozbrzmiały jego słowa, jesteś moja.
*4 godziny później, Harry, wpis z pamiętnika*
Teraz jest moja. Tylko moja. I jeżeli ktoś ją dotknie lub skrzywdzi nie będzie żywy, nie ważne czy będzie to Malik czy ta suka, Melody. Shanazz jest moja. Teraz jest już naznaczona.
I mamy 3 rozdział :) Podoba się wam? Przepraszamy że taki krótki wpis z pamiętnika Harrego, ale chyba nie musimy się rozpisywać haha! A więc założyłyśmy dziewczyną Twittera, Ask'a, oraz Facebooka. Także możecie je śledzić na tych portalach bez problemu :)
Kontakt z Shanazz:
Twitter: @Shana_Davies
Kontakt z Melody:
Twitter: @MelodyMcCurtnay
uhuhuhuh <3 Zarrrrrrrrrąbisteeeeeeeeee ! <3 Czekam na next ! ;*
OdpowiedzUsuńDzięki <3 Właśnie jesteśmy w trakcie pisania
Usuń<3333333333333 dalej
OdpowiedzUsuń<3 Sądze że rozdział pojawi sie już dziś
UsuńBoski <3 poproszę następną część :**
OdpowiedzUsuń