piątek, 8 listopada 2013

Długa przerwa

Cześć wszystkim. Nie pisałyśmy długo, i o tym doskonale wiemy. Niestety zawiesiłyśmy bloga ale mam nadzieję że w ciągu najbliższych dni, tygodni lub miesięcy zaczniemy go kontynuować. Jestem zaskoczona że mimo naszej nieobecności ktoś tu zaglądał. Na prawdę, jesteście dla nas ważni.

Tutaj macie link do mojego bloga którego prowadzę sama:

KLIK



Kochamy was i na prawdę chcemy skończyć TEGO bloga, a więc pa. xx

Macie tutaj mojego PRYWATNEGO twittera @itsfrozenx :)
Nie wiem jak Gela dawno z nią nie gadałam, ale na pewno SKOŃCZYMY tego bloga Xxoxo

niedziela, 8 września 2013

Seven

-Zack spokojnie , dam sobie sama rade, babcia ma do mnie wyjść na stacje... Tak rozumiem. Tak będe na siebie uważała. Tak tak kocham cie braciszku. No papa.
Rozłączyłam sie po czym schowałam telefon do kieszeni, już szóstą godzine spędziłam w pociągu moja babcia mieszka na obrzeżach Paryża gdzie trudno jest sie dostać, ostatnie wydarzenia zmusiły mnie do zerwania z Zaynem, zakończenia przyjaźni z Shanazz ,Niallem i Louisem. Zakończenie starego życia i rozpoczęcie nowego, razem z moją babcią na którą mówiłam matula i z cioteczką Dorothy, w sumie nie jest to moja ciotka a przyjaciółka matuli. Gdy wreszcie pociąg sie zatrzymał za moim oknem widziałam widoki jak ze snu, wszędzie rozległe pola, zielono, piękne błękitne bez chmurne niebo, na stacji stała tylko jedna osoba, malutka staruszka z laseczką, na nosie okularki, siwe włosy upiete w koczek . ubrana w niebieską sukienke i piękne perły na szyji. To była właśnie matula,wziełam dwie torby które miałam ze sobą i wyszłam z pociągu żegnając sie z dwiema kobietami które siedziały ze mną w przedziale.
-Matula!-Krzyknełam , po czym moje torby upadły na ziemie, podbiegłam do starszej kobiety i mocno ją przytuliłam.-Tak bardzo sie stenskniłam!
-Ja za tobą też moje dziecko.-Głos matuli był bez życia, jakby mówienie nie sprawiało jej dawnej radości, Kiedyś potrafiła mówić i mówić godzinami , najczęściej puki nie zesnełam z powodu puźnej godziny. Uwielbiałam jej słuchać.
-Coś sie dzieje matulu? Jesteś jakaś inna, dobrze sie czujesz?
-Starość moje dziecko, ciebie też to kiedyś dopadnie , ale narazie ciesz sie swoją młodosćią.-Pogłaskała mnie po policzku , skóra na jej rękach była pomarszczona ale mimo to wciąż gładka.-Gdzie twoje torby? No tak zawsze żucałaś rzeczy byle gdzie ważniejsze były dla ciebie, miłość rodzina i Leeroy. Zgadnij kto na ciebie czeka?
-Nie możliwe! Leeroy jeszcze żyje?!
Leeroy był szczeniakiem którego dostałam od babci na 13 urodziny rasy Shih Tzu. Kochałam go ponad życie ale kiedy urodził sie William  i okazało sie że jest uczulony na psią sierść musiałam go gdzieś oddać, naszczęście matula zgodziła sie go przygarnąć, byłam pewna że go komuś oddała albo uśpiła ale jednak.
-Oczywiście moja mała.-Matula uśmiechneła sie do mnie życzliwie.-A teraz bierz córciu swoje torby i idziemy do domu.
-Babciu ale dasz rade iść aż do domu?Przecież to aż kilometr.
-Jeszcze mam siłe żeby dojśc do własnego domu, szybciutko szybciutko bo Leeroy sam siedzi zapłacze sie psiak.
Szybko podbiegłam złapałam torby, obracając sie wpadłam na silną męskom postać.
-Bardzo pana przepraszam...-Powiedziałam speszona, ale kiedy podniosłam głowe do góry ujżałam Sive , mojego przyjaciela z dzieciństwa. - O mój Boże! Siva ! To ty?! Jestem Melody ! Przyjaźniliśmy sie jako małe dzieci! Pamiętasz mnie?!
-Przepraszam  musiała mnie pani z  kimś pomylić. -Powiedział mężczyzna poczym odszedł w swoją strone.
Na moich policzkach pojawiły sie rumieńce wstydu, złapałam za torbyi ruszyłam w strone babci., przez 2 godziny szłyśmy na wzgórze gdzie stał samotnie biały domek, ogrodzony również białym płotkiem , wokół terenu rosło 500 róż, zawsze gdy ginoł jeden członek rodziny babcia sadziła 100 róż, najpierw zginoł dziadek, na jego cześć babcia posadziła aż 200 róż, kolejna była siostrzyczka mojej mamy która miała zaledwie 3 latka,puźniej brat babci a na końcu jej tata . Po drugiej stronie był staw a wokół niego 1000 letnie drzewa które uwielbiałam, kiedyś chciano je ściąć więc ja i moja siostra cioteczna Lizy przywiązałyśmy sie do nich. Później babcia dała nam w nagrode tort czekoladowy który jadłyśmy przez 2 tygodnie jako śniadanie , obiad i kolacje.
-O mój Boże! Pięknaś ty! Jakże ty wyrosła!-Cioteczka Dorothy w przeciwieństwie do matuli nie potrafiła powiedzieć ani słowa  po angielsku, dlatego wiedziałam że będe musiała cąły mój pobyt tutaj mówić po francuzku.-Wchódź szybko i opowiadaj co dzieje sie w Angli! Jak rodzie? Jak William? Co Zackiem?
-Cioteczko Dorothy nie uwieżysz, Zack sie odnalazł, z Williamem i rodzicami wszystko w pożądku, nie wie cioteczka może kiedy Liza przyjedzie?
-Minełaś sie z nią, wczoraj od nas wyjechała, ale nie bój sie przyjedzieza dwa miesiące, nie uwieżysz! Jest przy nadzieji! Twoja babcia prababcią zostanie!
Przechodząc przez prób zostałam wytulona przez cioteczke, musiałam zjeść po kawałku każdego ciasta jakie upiekły, na kolanach cały czas trzymałam Leeroya nie miałam zamiaru go puścić, rozmawiałam z babcią i cioteczką do północy, puźniej musiało dojść do tego czego obawiałam sie cały dzień.
-Ja musze iść na chwile do toalety, zaraz wracam.-Zwróciłam sie do obu kobiet siedzących po moich obu stronach.
Pierwszy raz dzisiejszego wieczoru zdjełam pieska z moich kolan podając go cioteczce Dorothy, ruszyłam do pokoju który znajdował sie na strychu, było tam mimo pozowór bardzo ciepło, na łóżku leżało kilka walizek . Otworzyłam najmniejszą z nich,na samym dole leżało małe tekturowe pudełeczko, a w nim test ciążowy, poszłam do łazienki i postempowałam zgodnie z instrukcją mimo iż znałam ją już na pamięć. Nagle 5 minut czekania wlekło sie jak wieczność, w tym czasie zaczełam sie wypakowywać, zdążyłam wypakować już wszystko, mimo to nadal musiałam czekać jeszcze dwie minuty , chodziłam od pokoju do łazienki i tak w kółko aż wreszcie minutnik w moim telefonie zadzwonił. Bałam sie jak niewiem, mały prostokątny przedmiot, którego bałam sie bardziej niż pijanego Zayna, a ten był w tedy naprawde nie bezpieczny , jeszcze na dodatek zawsze miał przy sobie broń.  Kurwa! Kobieto nie myśl o nim! On jest rzeszłością! To co zaraz sie stanie jest przyszłością!
-Raz kozie śmierć...-Szepnełam.
Podeszłam do umywalki i chwyciłam test ciążowy, zacisnełam mocno oczy, policzyłam w myślach do 10 i je otworzyłam. Nie możliwe... Kurwa nie no poprostu nie możliwe!! Chwyciłam za opakowanie , japierdole.. Jestem w ciąży. Usunełam sie na ziemie , siedziałam z otwartą szeroką buzią i co chwile szybko mrugając oczami z niedowierzenia, schowałam twarz w dłoniach i zaczełam głośno płakać, żuciłam testem o ściane. Siedziałam w takiej pozycji i płakałam około godzine, babcia i cioteczka chyba stwierdziły że śpie więc do mnie nie przychodziły. W końcu wstałam i poszłam do pokoju, podeszłam do lusterka które rozciągało sie na całej długości ściany, kiedyś była to sala mojej babci do baletu.Podciągnełam koszulke do góry, masowałam sie rękom po brzuchu, patrzyłam na niego bokiem i przodem.
-Hej maluszku.-Mówiłam przez łzy.-Nie wiem czy jesteś chłopce czy dziewczynką.. Ale musisz wiedzieć że bardzo cie kocham, nie wiem jakiej jesteś płci ale wiem jedno. Urodze cie i będe najlepszą mamusią na świecie, będe cie kochała, będe sie tobą zajmowała, będziemy chodzili, na lody, na spacery i będe ci dawała dużo miłości. Jeszcze nie wiem co z twoim tatą,.. W sumie nawet nie jestem pewna kto nim jest ale bądź pewny że kocham cie ponad życie.
Uśmiechnełam sie sama do swojego odbicia w lustrze, pogłaskałam sie po brzuchu i obciągnełam koszulke, szybko zaczełam szukać swojej torebki , wyjełam z niej telefon, wystukałam numer Harryego i pierwszy raz bez wachania do niego zadzwoniłam.  Odebrał dopiero za 3 razem prawdopodobnie spał.
-Harry jestem w ciąży musisz mi pomóc....
************
I jak wam sie podoba?Liczymy na komentarze /Gela x.

środa, 21 sierpnia 2013

Witam wszystkich! :) Zaczynamy się z Gelą zastanawiać czy ktoś to jeszcze czyta, jest coraz mniej komentarzy. I niestety jeżeli będzie tak dalej, będziemy musiały zawiesić bloga. Dziękujemy x

środa, 14 sierpnia 2013

Six

-No laleczko gdzie twój bohater?-Powiedział Robinson po czym ciągnął mnie za włosy a ja wstrząsnęłam.
-O tak maleńka krzycz...
W ramach protestu zacisnęłam usta w linie. Nic nie widziałam ale mogę przysiądź że w tym momencie na twarzy Robinsona malowała się złość.
-Nie chcesz krzyczeć pierdolona suko?!-Usłyszałam dźwięk opadających spodni, już po chwili zostałam wywalona z wózka na ziemie i rozbierana przez dwie pary rąk,-to zabawimy się inaczej!!!
 Moje oczy nagle za szczypały, materiał został z nich ściągnięty , Robinson stał nade mną całkiem nagi, zaczęłam wzrokiem szukać Zacka, stał odwrócony tyłem z zaciśniętymi pięściami.
-Jeden krzyk by wystarczył ale nie dla mnie, to nawet lepiej. -
Usiadł na mnie nogi rozkładając po moich obu stronach, już miał we mnie wejść  kiedy z jego ust poleciała krew a on padł na mnie . W jego głowie znajdowała się dziura. Zaczęłam piszczeć jak tylko głośno potrafiłam, próbowałam go ze mnie zrzucić ale był dla mnie za ciężki. Wokół mnie słychać było strzelaninę i wołanie Zayna.
-już dobrze malutka jestem tu...-rozpoznałam głos Zacka.
-Zack zabierz mnie z tąd prosze...
Buchnełam płaczem, nie byłam w stanie nawet sam wstać, byłam naga i na dodatek w krwi,jedyne co chciałam to umrzeć,złapać za pistolet  który leżał na ziemi i strzelić sobie między oczy. Bałam sie spojrzeć na Zayna, bałam sie że Niall i Louis będom sie o wszystko obwiniać, bałam sie że Liam będzie mnie traktował jak trędowatą, bałam sie że Shana sie ode mnie odwróci.  Chciałam być cały czas z Zackiem i wyjechać do Irlandii do naszej babci. Mój brat wzioł mnie na ręce i zaczoł biec przed siebie jak najszybciej może, tak bardzo chciało mi sie płakać. Nagle jak spod ziemi wyrusł przed nami Zayn cały zakrwawiony, jego tważ , koszulka i dłonie pokryte były czerwoną cieczą, przez jego całe czoło przechodziła otwarta rana, w rękach trzymał pistolet skierowany prosto między oczy Zacka.
-Zostaw moją dziewczyne albo odstrzele ci łeb!-Zayn wrzasnoł na Zacka.
-Spokojnie stary!-Zaczoł Zack a ja sie w niego wtuliłam. -Nazywam sie Zachary Mc Curtnay jestem starszym bratem Melody!
-Oddawaj mi ją!
-Nie..-Wyszeptałam cicho, sama nie wiem czemu bałam sie Zayna,-Nie chce do ciebie chce zostać u Zacka...
Wiedziałam że to go zabolało ale naprawde bardzo sie go bałam, Zayn opuścił pistolet pokazując gestem dłoni żebyśmy przeszli, ale najpierw zdjoł kurtke która jakimś cudem była czysta i mnie nią okrył poczym złożył na moim czole pocałunek na co zareagowałam cichym piskiem,zauważył że sie go boje. Zack biegł ze mną dalej słyszłam że ktoś za nami biegnie , krzyczeli że mnie zgwałcą a potem  będom powoli mordowali, moje serce waliło jak opentane dotarliśmy na teren domu, nie wiedzieliśmy co zrobić gdzie sie schować.
-Wżuć mnie do wody a ty schowaj sie na którymś drzewie.-Wybełkotałam.
-Co ?! Co ty mówisz Melody, bredzisz! Utopisz sie!
-Zack zaufaj mi! Potrawie wytrzymać pod wodą do 6 minut dam rade!
-Jesteś pewna?-W oddali słyszłam że są tuż za nami.
-Tak! Zrób to!
Zack podszedł do wody i delikatnie mnie do niej wrzucił ,niestety nie przewidziałam tego że ze skręconą kostką nie dam rady wypłynąć na brzeg i już po chwili obraz przede mną stał sie czarny...

*perspektywa Shanazz*
-Smakuje ci? -Harreh wyrwał mnie z zamyśleń, gdy właśnie kończyłam jeść swój deser.
-Jest smaczne. -Uśmiechnęłam się na co on pokiwał głową na znak zadowolenia.
-Jest już późno, chodź jedziemy do domu. -Chłopak pomógł mi podnieść się z krzesła po czym ruszyliśmy marszem do samochodu. W moja twarz uderzyło zimne powietrze, Harry widząc to zaśmiał się. Po czym zaczął szukać kluczyków od auta, przez chwile ogarnęła mnie dziwna myśl by stąd uciec spojrzałam na kamienna drogę prowadząca do centrum Londynu.
-Chyba nie masz zamiaru mi znów uciec. - Jakby czytał mi w myślach, szybko odwróciłam się w jego stronę po czym wypuscilam powietrze które w sobie trzymałam.
-Wciąż rozważam ta opcje. -wzruszyłam ramionami wdrapujac się na siedzenie pasażera, po czym obserwowałam jak brunet robi to samo. Odgarnal swoje loki z czoła i odpalił auto, był cholernie przystojny. A jego zielone oczy i brązowe loki tylko to podkreślały. Moje myśli przerwał dzwonek telefonu, szybko zaczęłam szperać w torebce po czym odblokowalam zielona słuchawkę.
-Tak Zayn? -Zapytałam wiedząc ze  mogę usłyszeć wszystko.
-właśnie dotarliśmy do domu, przywieźliśmy ze sobą niesppodziewanego gościa. -Słyszałam jak jego glos przepełnia złość, zmruzylam oczy po czym odgarnelam włosy z twarzy biorąc głęboki wdech.
-Będziemy za  5minut. -Pewnie odpowiedziałam  po czym zakończyłam nasza rozmowę. Harry pytająco na mnie spojrzał po czym się odezwał, -Co się dzieje? - Ponownie odgranelam włosy. -Shanazz. -Surowo chrzaknal.
-Mamy gościa. -Jeknelam poczym spojrzałam na niego, znaczącym wzrokiem. Brunett tylko pokiwał głową po czym wrócił do patrzenia się w drogę przed nami.

*30minut później, pokój Shanazz*
-Straciłem ja. -Zayn kolejny raz zwalił rzeczy z mojej komody, szkło leżało wszędzie a pod drzwiami stal Harry na wypadek gdyby brunet zachowywał sir niepokojąco.
-Nie prawda. -Zaprzeczylam próbując go uspokoić, jego oczy były wypełnione bólem. Cierpial. -Ona musi dojść do siebie, Melody cię kocha Zayn. -Probowalam załagodzić cala sytuacje.
-Dlaczego zawsze jesteś taka pozytywna. -Warknął, przybliżając swoja twarz do mojej. Moja klatka piersiowa unosila się w gore i dol w szybkim tepie. -Jesteś taka dobra. -jeknal po czym ucałował mój policzek. -A to za bycie dobra przyjaciolka. -Uśmiechnął się po czym wyszedł z pokoju. Moje poliki zalały rumieńce, a ja zastanawiałam się chwile nad zaistniala sytuacja.
-Wyjdzie z tego, gorzej ze mną. -Harry wyrwał mnie z zamysłem podchodząc bliżej mnie.
-Słucham? -Zdezorientowana wreszcie się odezwalam.
-Zmieniasz mnie Shanazz. -Harry lekko przygwozdzil mnie do ramy łóżka. -A jedyna osoba kktora ostatnio mogła to zrobić to.. -przerwał.
-To kto? -Z zaciekawieniem spojrzałam w jego zielone tęczówki.
-nikt. -warknął łapczywie łapiąc moje nadgarstki, syknelam by okazać swoje niezadowolenie. Harry lewa ręką odgarnal moje włosy z ramienia, po czym spojrzał z grymasem na pokaznego siniaka widniacego na mojej szyi. Lekko przycisnal swoje usta do siniaka oddając przy tym uroczy ciepły pocałunek, -przepraszam. -Wyszeptał po czym zlaczyl nasze palce.
-Nie ma za co. -jeknelam uśmiechając się.
-Zadalem ci bol. -syknal. -Ale gdyby nie to, nie przekonalabym sie do ciebie. -Poglaskalam go po czole wewnetrzna strona kciuka odgarniajac przy tym jego niesforne loki.
-Chyba cię kocham. -Wyszeptał kładąc głowę w zagłębienie mojej szyi.
-Ja ciebie chyba też. -zasmialam się bawiąc się jego lokami, staliśmy chwile w uścisku. Momentalnie pisnelam gdy Harry spuscil swoja dłoń i scisnal mój pośladek. -Harry. -Surowo rzeklam na co on dalej stal nieruchomo. -Harry, muszę wsiąść prysznic. -Westchnelam na co on poluznil swój uścisk dając mi przy tym miejsce do przejścia. Delikatnie zajęłam jego ręce ze swojej talii po czym ruszyłam w stronę łazienki, porozrzucane szkło nie ułatwiało mi tego no ale cóż.
-Będę czekał na dole. -Zielono oki poinformował mnie po czym zniknął za framugą drzwi.

*perspektywa Harrego*
-Jesteście cali? -Zwróciłem sie do wszystkich którzy siedzieli w salonie, Melody leżała bezwladnie na łóżku wciąż trzymając za rękę Zacka.
-Jest spoko stary, Robins załatwiony a jego kolesie nie będą nam przeszkadzac. - Liam westchnal.
-Myślę ze najwyższą pora zebys opuścił nasz dom. -Warknalem w stronę Zacka, zaciskając pies i by nic mu nie zrobić.
-Nie. -Melody wybelkotala.
-Zamknij się. -Syknalem w jej stronę. -Sluszales? -powtorzelam na co Zack posłusznie wyszedł z domu a ja zaraz za nim, gdy znaleźliśmy się poza domem przygwozdzilem go do muru który ogradzal nasz dom.
-Nie waz się przylazic tu kolejny raz, juz raz skrzywdziłeś Melody a ja nie chce żeby to się powtórzyło. -Warknalem.
-Chce ja chronić. -Wybelkotal.
-W takim razie zapraszam za tydzien. A teraz wypierdalaj gnoju. -Odsunalem się od niego po czym pozwoliłem mu odejść, dokładnie wiem jak skrzywdził Melody gdy była mala. Nie chce by ten chuj znów skrzywdził ta dziwke.
Powoli udałem się do domu, w salonie Zayn rozmawiał z Melody wiec udałem się do pokoju Shanazz.
-Shan? -Dziewczyna wychyliła glowe zza drzwi łazienki uśmiechając się do mnie. -Uważaj na szkło. -Surowo ostrzeglem udając się na jej łóżko, dziewczyna po chwili leżała kolo mnie.
-Ładnie pachne? -Wyrwała mnie zzamyslen
-Nowe perfumy? -Ucalowalem ja w czolo. -Szampon gluptasie. -Zasmiala się przykrywając się kołdra. Szybko zdjąłem spodnie i skarpetki, po czym przeciagnalem przez szyję swoja nowa koszulkę i położyłem się obok brunetki.
-Dobranoc księżniczko. -objalem ja w talii po czym zamknąłem swoje oczy. Zanim się zorientowałem, juz byłem pogrążony w głębokim snie.

środa, 7 sierpnia 2013

Podziękowania

Dziękuje wam z całego mojego serduszka! Dziękuje w imieniu moim i Natali <3  Wyświetlenia na naszym blogu przekroczyły 1000! Jejku nawet nie moge sobie wyobrazić że ktoś czyta to co pisze, aż chce mi sie krzyczeć i skakać ze szczęścia! Jesteście kochane/ni ;*  Bardzo dziękujemy za wszystkie komentarze , nawet nie wiecie jak ja je kocham, czytam je po kilka razy, więc moje serduszko jeszcze bardziej by urosło gdyby było ich więcej ale to nic i tak was kocham <3  Nie bójcie sie blog jest nadal pisany poprostu my mamy takie crazy life i ja np. teraz weszłam na laptopa pierwszy raz od tygodnia, dlatego nie złoście sie na nas skarby kiedy żadko dodajemy rozdziały, pomysłów nam nie brakuje przynajmniej mi ;) Obiecuje że w najbliższych 10 rozdziałach będzie troche ckliwie i was myśle że zaskocze . Więc jeszcze raz DZIĘ-KU-JE-MY!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Five

*Perspektywa Melody*

Gdy się ocknęłam, nie mogłam otworzyć nawet oczu, jakiś materiał został na nich mocno zaciśnięty, a ręce skrępowane były sznurem, czułam niesamowity ból w kroczu i już wiedziałam co ze mną robili kiedy byłam nie przytomna. Od razu zachciało mi się płakać, nie mogłam ruszyć nogami, najwyraźniej były do czegoś przywiązane.
-Nie bój się , potrzymają cie tu od 3 dni do tygodnia. -Po pomieszczeniu rozniósł się cichutki kobiecy głos, kręciłam głową w poszukiwaniu osoby która do mnie przemawiała, jakby to mogło sprawić że ją zobaczę. Na moim karku poczułam delikatne drobniutkie dłonie, zostałam przeniesiona z pozycji leżącej do siedzącej.
-Pij, musisz dużo pić, będziesz silniejsza. -Do moich ust została przyłożona metalowa miska, wypiłam wszystko, chodź nawet nie wiedziałam co to.-Jesteś śliczna , dlatego ci to zrobili.-Po jej głosie od razu wiedziałam ,wiedziałam że moje przypuszczenia się sprawdziły zostałam zgwałcona.-Zwykle właśnie taki los spotyka tu blondynki, resztę wykorzystują jako służące,ale będzie dobrze, mogę zobaczyć na twoje ramie?
Pokiwałam głową na tak, bałam się w ogóle odezwać , co chwile kręciłam głową próbując coś dojrzeć, każdy najmniejszy dźwięk sprawiał że się okręcałam, dziewczyna spojrzała na ramie, po czym wydała z siebie syk jakby zauważyła najokropniejszą ranę na świecie.
-Nie bój się, ja się tobą zaopiekuje puki to jesteś, mam na imię Amanda, siedzę tu już rok, ale nie martw się wierze że z tobą będzie inaczej, pamiętaj nie okazuj emocji,to ich jeszcze bardziej rozjusza.
Po pomieszczeniu  rozniosło się głośne trzaśnięcie drzwiami, Amanda szybko się ode mnie odsunęła, jakbym parzyła, nie mogłam jej zobaczyć ale wiedziałam że musi być młoda i piękna, wiedziałam o niej tylko tyle że siedzi tu rok, ma delikatny głos,drobne dłonie i ma na imię Amanda, a mimo to czułam między nami niesamowitą więź ,nie chciałam żeby się ode mnie oddaliła. Gdy tylko to zrobiła zaczęła jej szukać, kręcąc głową we wszystkie kierunki. Ktoś szedł w moją stronę , były to chyba trzy osoby, mój słuch wyostrzył się do tego poziomu że słyszałam każdy pojedynczy najcichszy dźwięk, w końcu teraz słuch zastępował mi i wzrok.
-Widzę że się śpiąca królewna wyspała. -Wszędzie rozpoznam ten głos. Robins. -Byłaś niezła.
Po tych słowach położył ręce na moim prawym kolanie i jechał coraz bardziej w górę, chciałam się wyrywać , płakać , krzyczeć, ale w tym momencie po mojej głowie rozeszły się słowa Amandy ,,Nie okazuj emocji, to ich jeszcze bardziej rozjusza", zostałam nie wzruszona jak kamień, chyba podziałało bo szybko się ode mnie odsunął, niestety się myliłam, teraz jego ręce znalazły się na moim ramieniu, nie wiedziałam co ma zamiar zrobić , dowiedziałam się dopiero kiedy nie miłosiernie zabolało mnie ramie, mimo to nadal nie krzyczałam. Najwidoczniej miałam jakąś ranę na  ramieniu a ten chuj przyłożył do niej sól, wiedziałam że już dłużej nie wytrzymam i zaraz zacznę krzyczeć.
-Zostawcie ją! Ona wam nic nie zrobiła! -Teraz głos Amandy był ostry.
-Zamknij się szmato! Mam już się dosyć!
Wszędzie poznam ten dźwięk, to dźwięk odblokowywania pistoletu, usłyszałam cichutkie chlipanie Amandy, o Boże przenajświętszy oni chcą ją zabić! Chcą zabić dziewczynę która tylko mnie broniła.
-Żegnaj się z życiem suko.
-Nie! -Odezwałam się wreszcie, mój głos brzmiał dla mnie obco, wcześniej był delikatny, lekko piskliwy, teraz był mocny ochrypnięty, jak bym wcześniej krzyczała 2 godziny bez ustanku. -Zrobię co chcecie ale zostawcie ją! -
-No proszę, wreszcie się odezwałaś, opowiesz nam wszystko w drodze, Theo bierz ją. -
Już po Theo rozwiązał moje ręce i nogi jednak przepaska na oczach nadal została, następnie wziął mnie na ręce, chwile potem byliśmy już na dworze, posadzono mnie na wózek inwalidzki i pchano w nieznanym mi kierunku.
-A więc zadam ci kilka pytań, pierwsze jak masz na imię?
-Éléonore.-Postanowiłam  podawać wszystkie informacje mojej babci.
-No widzisz jak chcesz to potrafisz mówić, widzę że Francuzka, jak masz na nazwisko?
-Levittoux...-Wiedziałam że z nazwiskiem Mc Curtnay mógłby sobie skojarzyć mojego ojca i matkę, więc podałam nazwisko mojej babci z czasów kiedy jeszcze mieszkała we Francji.
-Jesteśmy  na miejscu, daje im 5 minut, jak nie jest nasza. Zack zostań z nią my pójdziemy się rozejrzeć. -Robins wydał polecenie.
-Dobrze szefie. -Ten głos ...To Zack! Mój brat Zack!
Moja głowa robiła kółka jak oszalała, tak bardzo chciałam go zobaczyć, kilka osób rozbiegło się w różnych kierunkach, czułam obecność tylko jednej osoby. Zacka.
-Więc. Od tej pory jesteś naszą babcią? Éléonore? -zapytał.
-Zack...to naprawde jesteś ty? -Z niedowierzaniem odezwałam się.
-Zgadza sie księżniczko. -oznajmił.
-Zostawiłeś mnie. Zostawiłeś mnie w tedy samą! Miałam zaledwie 7 lat! Pomyślałeś o tym że ktoś mógł mnie w tedy zabić!? -Uniosłam głos.
-A czy ty pomyślałaś chociaż raz o tym że zostawiłem cie w tedy żeby cie chronić?! -Krzyknął.
-jak to? -zdziwiona zmarszczyłam czoło.
-Dostałem ultimatum, albo do nich dołączę albo zabiją moją małą siostrzyczkę! Nie chciałem żeby cokolwiek ci się w tedy stało, jesteś jedyną osobą na świecie którą kocham. To nie było dla mnie łatwe, miałem zaledwie 17 lat. Musiałem odejść z rodzinnego domu zostawiając w nim moją jedyną siostrę, między nami jest 10 lat różnicy Melody ale mimo to byłaś moją najlepszą przyjaciółką. Kocham cie siostrzyczko. -Zack mocno mnie przytulił a ja już wszystko sobie przypomniałam,już wiem skąd znam Theo, był najlepszym przyjacielem Zacka.

*retrospekcja, oczami Zacka*

Godzina 23:34, wszyscy już śpią, prawie że na palcach wyszedłem z mojego pokoju, skierowałem sie w stronę pokoju mojej 7 letniej siostry Melody, na moim lewym ramieniu wisiał plecak, tak słodko spała... Boże co ja najlepszego zrobiłem, gdybym  nie wplątał się w narkotyki , moja siostra byłaby bezpieczna, ale nie dziś , kazali mi ją przynieść, nie wiem po co, boje się. Jest nadzwyczaj mała i delikatna niż reszta dzieci, boje się że ją zabiją, delikatnie wziąłem ją na ręce, na co ona przez sen zareagowała jękiem niezadowolenia. Opatuliłem ją porządnie kocykiem i jak najszybciej mogłem wybiegłem z domu w kierunku opuszczonej hurtowni, Theo już tam był. Trzymał na rękach śpiącą Lily, to on mnie w to wciągnął, najchętniej bym go teraz zabił, stanąłem koło niego bez słowa. Po chwili pojawił się przed nami Robins, najsłynniejszy diler narkotykowy.
-No proszę, spisaliście się na medal, pokażcie mi te maleństwa. -Jak na zawołanie obaj obróciliśmy nasze siostry które wygodnie sobie spały na naszych rękach, Robinson spojrzał przez chwile na Lily po czym zawiesił wzrok na Melody, patrzył się na to drobne dziecko niepokojąco długo.
-Ona. Przyjdę wrócę po nią. -Oznajmił Robins, a do moich oczu napłynęły łzy.
-Musimy ją naznaczyć. -Wyjął nóż , zasłonił rękom oczy Melody na wypadek gdyby się obudziła, mężczyzna przejechał ostrzem po jej obojczyku ,wiedziałem że małej zostanie blizna, zaczęła się drzeć
wniebogłosy.
-Zostawcie je tu. -Rzucił.
-Ale one nie znają drogi do domu. -Wyjąkał Theo, z ulgą że to nie jego siostra.
-Nie obchodzi mnie to, macie 30 sekund. -Szybko zdjąłem z mojej szyi naszyjnik z krzyżykiem i medalionem w którym znajdowały się zdjęcia moje i Melody, założyłem jej na szyje, po czym pocałowałem ją w głowę ,położyłem na zimnym betonie i odszedłem, wiedziałem że zobaczę ją znów dopiero za 10 lat.

*perspektywa Shanazz*

-Podoba mi się. -Harry wybił mnie z rytmu, gdy siedziałam i rytmicznie stukałam w swoje kolano palcem wskazującym siedząc w jego czarnym Vanie.
-Słucham? -Obróciłam się do niego.
-Mówię, że podoba mi się ta sukienka. -Uśmiechnął się po czym znów wrócił wzrokiem na drogę przed nami.
-Um, dzięki. -Niepewnie odezwałam się, po czym zaczęłam mu się przyglądać. Miał idealną wyrzeźbioną figurę, jego niesforne brązowe loki opadały na czoło a zielone oczy wpatrywały się w drogę przed nami. Miał na sobie czarny top, i kremowe obcisłe rurki jego ramiona były osłonięte skórzaną kurtką która była najwyraźniej znoszona. -Harry? -Odezwałam się po czym od razu tego pożałowałam.
-Tak? -Zwrócił się do mnie, miał takie piękne zielone oczy. -Shanazz. -Zaśmiał się widząc że mu się przyglądam.
-Co? -Otrząsnęłam się, odwracając głowę.
-Po prostu powiedz że jestem kurewsko przystojny. -Zadziorny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Chciałbyś. -Wywróciłam oczami, po czym założyłam nogę na nogę. -Jesteś po prostu Dupkiem. -Chrząknęłam tak by mnie nie usłyszał, niestety zaraz pożałowałam tych słów.
-Dupkiem który dobrze pieprzy, zresztą. Sama zobaczysz. -Życie przestało dla mnie istnieć, jedyne czego chciałam to wysiąść z tego auta jak tylko się zatrzyma. Bóg wysłuchał moich modlitw, już po chwili staliśmy przy restauracji. Harry odblokował drzwi a ja w mgnieniu oka wyskoczyłam z samochodu biegnąc jak najdalej od niego.
-Shan! -Usłyszałam krzyk za mną, Wiedziałam ze to Harry więc zaczęłam biec szybciej. Niestety, moje nogi mnie zawiodły i już po chwili leżałam na ziemi. A chłopak leżał nade mną.
-Chciałaś mi uciec? -Zaśmiał się marszcząc brwi, moje oczy zawisły na jego ustach.
-Pocałuj mnie. -Powiedziałam, a po chwili czułam jak jego gorące wargi przywierają do moich.

No i mamy piątkę :3 Chciałam was poinformować że pierwsza część tego bloga ogranicza się do 59 rozdziałów :) Także czytajcie czytajcie, a potem przerwa i następna część : D Kochamy was i prosimy o komentarze, cześć x @

poniedziałek, 29 lipca 2013

Four

*perspektywa Shanazz*

-Słucham?! -Wrzasnęłam spoglądając na Zayna i Melody, -To są jakieś żarty?! -Zakłopotana podniosłam się z kanapy, podnosząc swoje włosy do góry. Melo miała spuszczoną głowę a Zayn zawiesił zdziwiony wzrok na mojej szyi jego oczy były lekko przymrużone, a usta ściśnięte w prostą linię. Szybko opuściłam włosy a chłopak się zaśmiał, dopiero wtedy blondynka podniosła wzrok na mnie i z zaciekawieniem patrzała się  nie wiedząc o co mu chodzi.
-Zabiję was. -Mruknęłam pod nosem wskazując palcem na ich dwójkę, -I nawet nie próbujcie mi w tym przeszkodzić. -Zmrużyłam oczy, spowrotem opadając na kanapę, chłopak się zaśmiał a Melody zmieszana całą sytuacją wstała by mnie przytulić. Odsunęłam się kierując do niej karcące spojrzenie, wiedziałam że zadaje jej ból. Ale jedyne o czym teraz myślałam to ogromna malinka na mojej szyi którą widział Zayn, wiedziałam że ma zamiar powiedzieć to blondynce. Skierowałam w jego stronę znaczące spojrzenie i skierowałam się do swojego tymczasowego pokoju, usiadłam na łóżku po turecku i czekałam aż sylwetka bruneta wychyli się zza drzwi. Nie musiałam czekać długo po chwili sylwetka chłopaka pojawiła się przed moimi oczyma, cicho zamknął drzwi po czym zwrócił się w moją stronę, -Chciałabym. -Przerwał mi. -Nie powiem nic Melody, ale jeżeli Harry dotknie cię wbrew twojej woli. Powiedz mi. -Włączyła się opiekuńcza strona Zayna, nie miałam pojęcia czy tak samo traktuje Melo czy może jest tylko taki w stosunku do mnie.
-Dzięki. -Niepewnie odezwałam się, przesuwając się jak najdalej od Mulata.
-Skrzywdził cię? -Chłopak zapytał.
-Jeżeli to można nazwać skrzywdzeniem. -Jęknęłam ukazując mu siniaka w zagłębieniu mojej szyi, chłopak uśmiechnął się kierując się ku drzwi. -Dobranoc. -Rzucił zostawiając mnie samą w pokoju. Bez zastanowienia wdrapałam się pod kołdrę zamykając oczy, zasnęłam.

*perspektywa Melody*

-Niall czy ty na pewno wiesz gdzie idziemy? -Spytałam
-Zaufaj mi skarbie, mój irlandzki nos mówi mi że gdzieś tu są jagody. -Odpowiedział Horan, po czym odwrócił się sprawdzając czy nadal jestem za nim.
 -A mój w 1/4 Irlandzki, 1/2 Angielski 1/4 Francuzki nos mówi mi że idziemy w złym kierunku.
-No widzisz bo to trzeba mieć 100% Irlandzki nos. -Zaśmiał się po czym wręczył mi swoją bluzę. -Masz będzie ci cieplej. - Uśmiechnęłam się do niego po czym założyłam jego bluzę nie dawno wyszliśmy z jeziora więc było mi strasznie zimno, byłam w baaaardzo skąpym stroju kąpielowym  w kolorze czarnym. Innego nie wzięłam a ten został u Zayna kiedy ostatnio razem się kąpaliśmy. Szliśmy przez cały las ,tylko po to żeby zrobić sobie piknik, Tomlinson wyszedł z wody przed nami o jakaś godzinę i przyszykował nam wszystko na jakiejś polanie, problem tylko w tym że nie wspomniał nam gdzie.
-Niaaaaalll, nogi mnie bolą, idę na bosaka a szyszki nie należą do miękkich. -Niall jęknął z wyrzutem po czym wziął mnie na barana, cieszyłam się jak małe dziecko, lubiłam być u kogoś na baranach, Zayn wolał kiedy wisiałam mu z przodu jak mała panda, mój tata żebym siedziała mu na ramionach.Ostatnią osobą która mnie nosiła na baranach był ... Harry. Na myśl o jego pocałunkach, dotyku na nowo przeszedł mnie dreszcz, potrawie wybaczyć wszystko ale jeśli ktoś mnie uderzy jest już u mnie skreślony, ale kiedy ktoś mnie pobije nienawidzę go. Łzy same napłynęły mi do oczu kiedy pomyślałam o bólu który mi zadał. Z moich rozmyśleń wyrwało bliskie spotkanie mojego tyłka z ziemią, ewidentnie dotarliśmy już na miejsce a Niall postanowił pozbyć się zbędnego balastu w mojej osobie.
-Dupek. -Powiedziałam z żalem Niall szybko ze śmiechem się do mnie odwrócił ,wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wstać, kiedy już otrzepałam się z piachu zauważyłam biały puchowy kocyk na którym siedział mój przyjaciel a mianowicie Louis Tomlinson, nazywany inaczej Tommo. Wokół niego znajdowało się wiele pyszności , a on sam podpierał się łokciami w pozycji leżącej, chwile potem Niall zarzucił mnie na ramie jak myślimy zdobycz i zaczął się kręcić.
-Puść mnie debilu! Puść! -Mówiłam śmiejąc się nie miłosiernie. -Proszę Niall! -
-A dasz mi buziaka? -Powiedział całkiem serio. Niall jest moim najlepszym przyjacielem nie mam nic przeciwko tuleniu go, dawaniu mu buziaków ani kąpaniu się z nim w skąpym ubraniu, znamy się dobre 2 lata, ale połowę naszej znajomości prawne zapomnieć, to w tedy zostałam pobita do nie przytomności...
 -No dobra, ale mnie postaw. Niall mnie postawił a ja ciągle się śmiejąc zarzuciłam mu ręce na szyje i dałam mu buziaka w jego śliczne usta, po czym usadowiłam się koło Tommo opierając się o jego klatkę piersiową, wzięłam w ręce miseczkę z orzechami w czekoladzie, co druga lądowała w ustach Louisa a druga w moich, Niall usiadł naprzeciwko nas opierając się o drzewo. Tomlinson spojrzał znacząco na Horana , a ten wyjął zza drzewa zgrzewkę mojego ulubionego piwa, nie pijam go za często ze względu na moją słabą głowę ale tym razem nie odmówię  Irlandczyk szukał przez chwile otwieracza, ale gdy wreszcie go znalazł otworzył 6 butelek z chmielowym napojem, wręczył po dwie każdemu z nas. Stuknęliśmy się butelkami i już po chwili wypiłam pół butelki jednym duszkiem.
 -A piwo dla nas? -Usłyszałam znajomy głos. Oboje z Louisem odwróciliśmy się do tyłu, stało za nami 8 facetów, każdy z nich bez koszulki i w czarnych spodenkach. Rozpoznałam w śród nich Robinsa, z którym spotkaliśmy się wtedy z Zaynem w galerii sztuk pięknych, mięśnie Louisa naprężyły się i chwycił moją rękę  Niall trzymał rękę na kieszeni z pistoletem.
 -Jesteście na naszym terenie i dobrze o tym wiecie! -Powiedział Robins.
 -Melody kiedy policzę do 3 zaczniesz uciekać jak najszybciej możesz, do domu. Raz. -
 -A kogo ja tu widzę dziewczyna Malika, no no powiedziałem mu że będziesz moja. - warknął Robins.
-Dwa... -Niall powoli wyciągał pistolet.
 -Zerżnę cię jak jeszcze nikt. -Robinson zbliżał się do nas i już wyciągał rękę w kierunku mojej brody.
 -Trzy! Biegnij Melody! - Jak na zawołanie wszyscy mężczyźni którzy znajdowali się w tym miejscu wyjęli broń, Louis wstał a razem z nim ja, spojrzałam na Robinsa pokazałam mu środkowy palec i ile sił w moich długich nogach biegłam przed siebie, w tle słyszałam dźwięki strzelaniny, bałam się odwrócić do tyłu , bałam się że biegną za mną. W końcu to zrobiłam, nie myliłam się biegli za mną, było ich 4, stopy zaczęły mnie palić, wiedziałam że sączy się z nich krew ponieważ w biegu nadepnęłam na butelkę z piwem Nialla, która rozbryzła  się zostawiając odłamki w mojej lewej stopie. Biegłam dalej chodź kończyły mi się siły , usłyszałam krzyk Nialla a po chwili wrzask Louisa.
 -Niall...Tommo...-Wyszeptałam cicho, po czym padłam na ziemie, z moich oczu lały się łzy. Mężczyźni byli coraz bliżej, słyszałam ich, ile sił zaczęłam się czołgać, ale nie doczołgałam się nawet 10 metrów kiedy czyjeś nogi rozstawiły się po moich obu stronach bioder, ktoś pociągnął mnie za włosy do góry, z moich ust wydobył się jęk bólu.
-Nadal masz zamiar mi uciekać mała szmato? A gdy skręcę ci twoją piękną kosteczkę nadal będziesz taka szybka-
-Nie! Nie proszę. -szlochałam.
-Zamknij się -Zostałam obrócona na plecy, tak że patrzyłam w szare bez życia oczy mężczyzny który wcześniej ciągnął mnie za włosy miał nieśmiertelnik z napisem Theo ,najwyraźniej było to jego imię,
-Proszę. -Moje słowo miała na celu skruszyć jego serce lecz w zamian za to dostałam pięściom w twarz  z mojego nosa krew lała się małymi strużkami, zawsze byłam bardzo wrażliwa, moja babcia powtarzała odkąd byłam mała, że ja nie mogę rodzić dzieci ponieważ skończyło by się to dla mnie zgonem. Bezradnie przyglądałam się jak dwaj mężczyźni trzymają moje ręce, kolejny lewą nogę a Theo trzyma w dłoniach moją stopę  policzył do trzech i wykręcił ją w nie naturalny sposób, zaczęłam nie miłosiernie krzyczeć a przed moimi oczami robiło się ciemno.
-Zayn! Zayn ratuj! -Drugi raz dostałam w twarz
-Zayn. -Stało się, ból był zbyt silny, straciłam przytomność, a moim ostatnim słowem które wypowiedziałam było Zayn.

*Perspektywa Shanazz*

-Co?! -Wrzask Zayna rozniósł się po całym salonie, zasłoniłam ręką usta by nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
-Nie mogliśmy nic zrobić, stary. Ich było po prostu za dużo. -Louis rzucił trzymając się za zranioną rękę, Niall już dawno spał jak tylko wpadł do domu po prostu wszedł do pokoju i się w nim zamknął.
-Nie wierzę, czy ty człowieku wiesz co oni jej kurwa mogą zrobić?! -Frustracja Zayna sięgnęła zenitu, Louis widząc to ulotnił się z pomieszczenia w szybkim tempie. Podeszłam do niego i stanęłam tak by zobaczył moją twarz, chłopak spojrzał na mnie po czym wtulił się w zagłębienie mojej szyi.
-Nie zdołałem jej ochronić. -Wyjąkał.
-Nigdy nie zmienimy tego co było, i przeminęło Zayn. -Pogłaskałam go po głowie po czym odsunęłam się od niego. -Ale zawsze mamy wpływ na jutrzejszy dzień. - Uśmiechnęłam się delikatnie, widząc jak Liam wchodzi do domu.
-Zayn? -Chłopak widząc nasze zakłopotanie odezwał się. -Dostałem telefon od Robinsona, nie wygląda to dobrze. -Brunet od razu obrócił się do chłopaka.
-Co mówili. -Spytał.
-Mamy ich znaleźć, a potem dobijemy targu. Oni chcą kasy stary. -Liam odpowiedział podając mu walizkę, chłopaki już po 30 minutach byli gotowi.
-Zaraz! A ja? -Zapytałam oburzona.
-Ty? -Liam się zaśmiał, a ja skrzyżowałam ręce na piersi. -Ok. Harry! -Te słowa wybiły mnie z rytmu. Liam zabiję cię, już po 5 minutach chłopak z burzą loków na głowie zszedł z góry na dół.
-Shanazz się nudzi, zabierz ją gdzieś. -Powiedział po czym zostawił mnie samą z tym, tym.
-Idź na górę i włóż coś seksownego. -Rozkazał.
-Nie. -Stanęłam przy sofie patrząc się jak zamyka drzwi suwakiem.
-Co? -Zdziwiony zbliżył się do mnie, łapiąc mój nadgarstek.
-Powiedziałam że nigdzie z tobą nie jadę. -Nie minęło 5 sekund od wypowiedzianego słowa, a ten sam ból przeszedł moje ciało. Zostałam przyciśnięta do ściany a ucisk na moim nadgarstku zwiększył się, chłopak odgarnął moje włosy po czym złożył kilka mokrych pocałunków na mojej szyi jego usta powędrowały do siniaka z wczoraj. Zaczął odnawiać malinkę którą zrobił mi podświadomie.
-Proszę. -Wyjąkałam próbując się wydostać z jego uścisku. -Proszę, Harry. -Pojedyncza łza spłynęła po mojej twarzy. -Pojadę z tobą. -Przestał.
-Słucham? -Jego usta wciąż były przywarte do siniaka.
-Powiedziałam że z tobą pojadę. -Wypuściłam powietrze które w sobie trzymałam gdy chłopak lekko odsunął się od mojego ciała.
-Masz 5 minut. -Poinformował mnie, szybko wbiegłam na górę zamykając za sobą drzwi szukałam jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Niestety.

Yeah! 4 Rozdział :) Pamiętajcie że możecie znaleźć Shanazz i Melody na Facebooku oraz Twitterze, a jeżeli chcecie założymy im także Ask.Fm :) Prosimy o szczere komentarze, i pozdrawiamy dziewczynę która nie czytając naszego bloga stwierdziła że wszystko co piszemy jest skopiowane z Dangera. Kochamy was i prosimy o komentarze. Cześć x