środa, 21 sierpnia 2013

Witam wszystkich! :) Zaczynamy się z Gelą zastanawiać czy ktoś to jeszcze czyta, jest coraz mniej komentarzy. I niestety jeżeli będzie tak dalej, będziemy musiały zawiesić bloga. Dziękujemy x

środa, 14 sierpnia 2013

Six

-No laleczko gdzie twój bohater?-Powiedział Robinson po czym ciągnął mnie za włosy a ja wstrząsnęłam.
-O tak maleńka krzycz...
W ramach protestu zacisnęłam usta w linie. Nic nie widziałam ale mogę przysiądź że w tym momencie na twarzy Robinsona malowała się złość.
-Nie chcesz krzyczeć pierdolona suko?!-Usłyszałam dźwięk opadających spodni, już po chwili zostałam wywalona z wózka na ziemie i rozbierana przez dwie pary rąk,-to zabawimy się inaczej!!!
 Moje oczy nagle za szczypały, materiał został z nich ściągnięty , Robinson stał nade mną całkiem nagi, zaczęłam wzrokiem szukać Zacka, stał odwrócony tyłem z zaciśniętymi pięściami.
-Jeden krzyk by wystarczył ale nie dla mnie, to nawet lepiej. -
Usiadł na mnie nogi rozkładając po moich obu stronach, już miał we mnie wejść  kiedy z jego ust poleciała krew a on padł na mnie . W jego głowie znajdowała się dziura. Zaczęłam piszczeć jak tylko głośno potrafiłam, próbowałam go ze mnie zrzucić ale był dla mnie za ciężki. Wokół mnie słychać było strzelaninę i wołanie Zayna.
-już dobrze malutka jestem tu...-rozpoznałam głos Zacka.
-Zack zabierz mnie z tąd prosze...
Buchnełam płaczem, nie byłam w stanie nawet sam wstać, byłam naga i na dodatek w krwi,jedyne co chciałam to umrzeć,złapać za pistolet  który leżał na ziemi i strzelić sobie między oczy. Bałam sie spojrzeć na Zayna, bałam sie że Niall i Louis będom sie o wszystko obwiniać, bałam sie że Liam będzie mnie traktował jak trędowatą, bałam sie że Shana sie ode mnie odwróci.  Chciałam być cały czas z Zackiem i wyjechać do Irlandii do naszej babci. Mój brat wzioł mnie na ręce i zaczoł biec przed siebie jak najszybciej może, tak bardzo chciało mi sie płakać. Nagle jak spod ziemi wyrusł przed nami Zayn cały zakrwawiony, jego tważ , koszulka i dłonie pokryte były czerwoną cieczą, przez jego całe czoło przechodziła otwarta rana, w rękach trzymał pistolet skierowany prosto między oczy Zacka.
-Zostaw moją dziewczyne albo odstrzele ci łeb!-Zayn wrzasnoł na Zacka.
-Spokojnie stary!-Zaczoł Zack a ja sie w niego wtuliłam. -Nazywam sie Zachary Mc Curtnay jestem starszym bratem Melody!
-Oddawaj mi ją!
-Nie..-Wyszeptałam cicho, sama nie wiem czemu bałam sie Zayna,-Nie chce do ciebie chce zostać u Zacka...
Wiedziałam że to go zabolało ale naprawde bardzo sie go bałam, Zayn opuścił pistolet pokazując gestem dłoni żebyśmy przeszli, ale najpierw zdjoł kurtke która jakimś cudem była czysta i mnie nią okrył poczym złożył na moim czole pocałunek na co zareagowałam cichym piskiem,zauważył że sie go boje. Zack biegł ze mną dalej słyszłam że ktoś za nami biegnie , krzyczeli że mnie zgwałcą a potem  będom powoli mordowali, moje serce waliło jak opentane dotarliśmy na teren domu, nie wiedzieliśmy co zrobić gdzie sie schować.
-Wżuć mnie do wody a ty schowaj sie na którymś drzewie.-Wybełkotałam.
-Co ?! Co ty mówisz Melody, bredzisz! Utopisz sie!
-Zack zaufaj mi! Potrawie wytrzymać pod wodą do 6 minut dam rade!
-Jesteś pewna?-W oddali słyszłam że są tuż za nami.
-Tak! Zrób to!
Zack podszedł do wody i delikatnie mnie do niej wrzucił ,niestety nie przewidziałam tego że ze skręconą kostką nie dam rady wypłynąć na brzeg i już po chwili obraz przede mną stał sie czarny...

*perspektywa Shanazz*
-Smakuje ci? -Harreh wyrwał mnie z zamyśleń, gdy właśnie kończyłam jeść swój deser.
-Jest smaczne. -Uśmiechnęłam się na co on pokiwał głową na znak zadowolenia.
-Jest już późno, chodź jedziemy do domu. -Chłopak pomógł mi podnieść się z krzesła po czym ruszyliśmy marszem do samochodu. W moja twarz uderzyło zimne powietrze, Harry widząc to zaśmiał się. Po czym zaczął szukać kluczyków od auta, przez chwile ogarnęła mnie dziwna myśl by stąd uciec spojrzałam na kamienna drogę prowadząca do centrum Londynu.
-Chyba nie masz zamiaru mi znów uciec. - Jakby czytał mi w myślach, szybko odwróciłam się w jego stronę po czym wypuscilam powietrze które w sobie trzymałam.
-Wciąż rozważam ta opcje. -wzruszyłam ramionami wdrapujac się na siedzenie pasażera, po czym obserwowałam jak brunet robi to samo. Odgarnal swoje loki z czoła i odpalił auto, był cholernie przystojny. A jego zielone oczy i brązowe loki tylko to podkreślały. Moje myśli przerwał dzwonek telefonu, szybko zaczęłam szperać w torebce po czym odblokowalam zielona słuchawkę.
-Tak Zayn? -Zapytałam wiedząc ze  mogę usłyszeć wszystko.
-właśnie dotarliśmy do domu, przywieźliśmy ze sobą niesppodziewanego gościa. -Słyszałam jak jego glos przepełnia złość, zmruzylam oczy po czym odgarnelam włosy z twarzy biorąc głęboki wdech.
-Będziemy za  5minut. -Pewnie odpowiedziałam  po czym zakończyłam nasza rozmowę. Harry pytająco na mnie spojrzał po czym się odezwał, -Co się dzieje? - Ponownie odgranelam włosy. -Shanazz. -Surowo chrzaknal.
-Mamy gościa. -Jeknelam poczym spojrzałam na niego, znaczącym wzrokiem. Brunett tylko pokiwał głową po czym wrócił do patrzenia się w drogę przed nami.

*30minut później, pokój Shanazz*
-Straciłem ja. -Zayn kolejny raz zwalił rzeczy z mojej komody, szkło leżało wszędzie a pod drzwiami stal Harry na wypadek gdyby brunet zachowywał sir niepokojąco.
-Nie prawda. -Zaprzeczylam próbując go uspokoić, jego oczy były wypełnione bólem. Cierpial. -Ona musi dojść do siebie, Melody cię kocha Zayn. -Probowalam załagodzić cala sytuacje.
-Dlaczego zawsze jesteś taka pozytywna. -Warknął, przybliżając swoja twarz do mojej. Moja klatka piersiowa unosila się w gore i dol w szybkim tepie. -Jesteś taka dobra. -jeknal po czym ucałował mój policzek. -A to za bycie dobra przyjaciolka. -Uśmiechnął się po czym wyszedł z pokoju. Moje poliki zalały rumieńce, a ja zastanawiałam się chwile nad zaistniala sytuacja.
-Wyjdzie z tego, gorzej ze mną. -Harry wyrwał mnie z zamysłem podchodząc bliżej mnie.
-Słucham? -Zdezorientowana wreszcie się odezwalam.
-Zmieniasz mnie Shanazz. -Harry lekko przygwozdzil mnie do ramy łóżka. -A jedyna osoba kktora ostatnio mogła to zrobić to.. -przerwał.
-To kto? -Z zaciekawieniem spojrzałam w jego zielone tęczówki.
-nikt. -warknął łapczywie łapiąc moje nadgarstki, syknelam by okazać swoje niezadowolenie. Harry lewa ręką odgarnal moje włosy z ramienia, po czym spojrzał z grymasem na pokaznego siniaka widniacego na mojej szyi. Lekko przycisnal swoje usta do siniaka oddając przy tym uroczy ciepły pocałunek, -przepraszam. -Wyszeptał po czym zlaczyl nasze palce.
-Nie ma za co. -jeknelam uśmiechając się.
-Zadalem ci bol. -syknal. -Ale gdyby nie to, nie przekonalabym sie do ciebie. -Poglaskalam go po czole wewnetrzna strona kciuka odgarniajac przy tym jego niesforne loki.
-Chyba cię kocham. -Wyszeptał kładąc głowę w zagłębienie mojej szyi.
-Ja ciebie chyba też. -zasmialam się bawiąc się jego lokami, staliśmy chwile w uścisku. Momentalnie pisnelam gdy Harry spuscil swoja dłoń i scisnal mój pośladek. -Harry. -Surowo rzeklam na co on dalej stal nieruchomo. -Harry, muszę wsiąść prysznic. -Westchnelam na co on poluznil swój uścisk dając mi przy tym miejsce do przejścia. Delikatnie zajęłam jego ręce ze swojej talii po czym ruszyłam w stronę łazienki, porozrzucane szkło nie ułatwiało mi tego no ale cóż.
-Będę czekał na dole. -Zielono oki poinformował mnie po czym zniknął za framugą drzwi.

*perspektywa Harrego*
-Jesteście cali? -Zwróciłem sie do wszystkich którzy siedzieli w salonie, Melody leżała bezwladnie na łóżku wciąż trzymając za rękę Zacka.
-Jest spoko stary, Robins załatwiony a jego kolesie nie będą nam przeszkadzac. - Liam westchnal.
-Myślę ze najwyższą pora zebys opuścił nasz dom. -Warknalem w stronę Zacka, zaciskając pies i by nic mu nie zrobić.
-Nie. -Melody wybelkotala.
-Zamknij się. -Syknalem w jej stronę. -Sluszales? -powtorzelam na co Zack posłusznie wyszedł z domu a ja zaraz za nim, gdy znaleźliśmy się poza domem przygwozdzilem go do muru który ogradzal nasz dom.
-Nie waz się przylazic tu kolejny raz, juz raz skrzywdziłeś Melody a ja nie chce żeby to się powtórzyło. -Warknalem.
-Chce ja chronić. -Wybelkotal.
-W takim razie zapraszam za tydzien. A teraz wypierdalaj gnoju. -Odsunalem się od niego po czym pozwoliłem mu odejść, dokładnie wiem jak skrzywdził Melody gdy była mala. Nie chce by ten chuj znów skrzywdził ta dziwke.
Powoli udałem się do domu, w salonie Zayn rozmawiał z Melody wiec udałem się do pokoju Shanazz.
-Shan? -Dziewczyna wychyliła glowe zza drzwi łazienki uśmiechając się do mnie. -Uważaj na szkło. -Surowo ostrzeglem udając się na jej łóżko, dziewczyna po chwili leżała kolo mnie.
-Ładnie pachne? -Wyrwała mnie zzamyslen
-Nowe perfumy? -Ucalowalem ja w czolo. -Szampon gluptasie. -Zasmiala się przykrywając się kołdra. Szybko zdjąłem spodnie i skarpetki, po czym przeciagnalem przez szyję swoja nowa koszulkę i położyłem się obok brunetki.
-Dobranoc księżniczko. -objalem ja w talii po czym zamknąłem swoje oczy. Zanim się zorientowałem, juz byłem pogrążony w głębokim snie.

środa, 7 sierpnia 2013

Podziękowania

Dziękuje wam z całego mojego serduszka! Dziękuje w imieniu moim i Natali <3  Wyświetlenia na naszym blogu przekroczyły 1000! Jejku nawet nie moge sobie wyobrazić że ktoś czyta to co pisze, aż chce mi sie krzyczeć i skakać ze szczęścia! Jesteście kochane/ni ;*  Bardzo dziękujemy za wszystkie komentarze , nawet nie wiecie jak ja je kocham, czytam je po kilka razy, więc moje serduszko jeszcze bardziej by urosło gdyby było ich więcej ale to nic i tak was kocham <3  Nie bójcie sie blog jest nadal pisany poprostu my mamy takie crazy life i ja np. teraz weszłam na laptopa pierwszy raz od tygodnia, dlatego nie złoście sie na nas skarby kiedy żadko dodajemy rozdziały, pomysłów nam nie brakuje przynajmniej mi ;) Obiecuje że w najbliższych 10 rozdziałach będzie troche ckliwie i was myśle że zaskocze . Więc jeszcze raz DZIĘ-KU-JE-MY!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Five

*Perspektywa Melody*

Gdy się ocknęłam, nie mogłam otworzyć nawet oczu, jakiś materiał został na nich mocno zaciśnięty, a ręce skrępowane były sznurem, czułam niesamowity ból w kroczu i już wiedziałam co ze mną robili kiedy byłam nie przytomna. Od razu zachciało mi się płakać, nie mogłam ruszyć nogami, najwyraźniej były do czegoś przywiązane.
-Nie bój się , potrzymają cie tu od 3 dni do tygodnia. -Po pomieszczeniu rozniósł się cichutki kobiecy głos, kręciłam głową w poszukiwaniu osoby która do mnie przemawiała, jakby to mogło sprawić że ją zobaczę. Na moim karku poczułam delikatne drobniutkie dłonie, zostałam przeniesiona z pozycji leżącej do siedzącej.
-Pij, musisz dużo pić, będziesz silniejsza. -Do moich ust została przyłożona metalowa miska, wypiłam wszystko, chodź nawet nie wiedziałam co to.-Jesteś śliczna , dlatego ci to zrobili.-Po jej głosie od razu wiedziałam ,wiedziałam że moje przypuszczenia się sprawdziły zostałam zgwałcona.-Zwykle właśnie taki los spotyka tu blondynki, resztę wykorzystują jako służące,ale będzie dobrze, mogę zobaczyć na twoje ramie?
Pokiwałam głową na tak, bałam się w ogóle odezwać , co chwile kręciłam głową próbując coś dojrzeć, każdy najmniejszy dźwięk sprawiał że się okręcałam, dziewczyna spojrzała na ramie, po czym wydała z siebie syk jakby zauważyła najokropniejszą ranę na świecie.
-Nie bój się, ja się tobą zaopiekuje puki to jesteś, mam na imię Amanda, siedzę tu już rok, ale nie martw się wierze że z tobą będzie inaczej, pamiętaj nie okazuj emocji,to ich jeszcze bardziej rozjusza.
Po pomieszczeniu  rozniosło się głośne trzaśnięcie drzwiami, Amanda szybko się ode mnie odsunęła, jakbym parzyła, nie mogłam jej zobaczyć ale wiedziałam że musi być młoda i piękna, wiedziałam o niej tylko tyle że siedzi tu rok, ma delikatny głos,drobne dłonie i ma na imię Amanda, a mimo to czułam między nami niesamowitą więź ,nie chciałam żeby się ode mnie oddaliła. Gdy tylko to zrobiła zaczęła jej szukać, kręcąc głową we wszystkie kierunki. Ktoś szedł w moją stronę , były to chyba trzy osoby, mój słuch wyostrzył się do tego poziomu że słyszałam każdy pojedynczy najcichszy dźwięk, w końcu teraz słuch zastępował mi i wzrok.
-Widzę że się śpiąca królewna wyspała. -Wszędzie rozpoznam ten głos. Robins. -Byłaś niezła.
Po tych słowach położył ręce na moim prawym kolanie i jechał coraz bardziej w górę, chciałam się wyrywać , płakać , krzyczeć, ale w tym momencie po mojej głowie rozeszły się słowa Amandy ,,Nie okazuj emocji, to ich jeszcze bardziej rozjusza", zostałam nie wzruszona jak kamień, chyba podziałało bo szybko się ode mnie odsunął, niestety się myliłam, teraz jego ręce znalazły się na moim ramieniu, nie wiedziałam co ma zamiar zrobić , dowiedziałam się dopiero kiedy nie miłosiernie zabolało mnie ramie, mimo to nadal nie krzyczałam. Najwidoczniej miałam jakąś ranę na  ramieniu a ten chuj przyłożył do niej sól, wiedziałam że już dłużej nie wytrzymam i zaraz zacznę krzyczeć.
-Zostawcie ją! Ona wam nic nie zrobiła! -Teraz głos Amandy był ostry.
-Zamknij się szmato! Mam już się dosyć!
Wszędzie poznam ten dźwięk, to dźwięk odblokowywania pistoletu, usłyszałam cichutkie chlipanie Amandy, o Boże przenajświętszy oni chcą ją zabić! Chcą zabić dziewczynę która tylko mnie broniła.
-Żegnaj się z życiem suko.
-Nie! -Odezwałam się wreszcie, mój głos brzmiał dla mnie obco, wcześniej był delikatny, lekko piskliwy, teraz był mocny ochrypnięty, jak bym wcześniej krzyczała 2 godziny bez ustanku. -Zrobię co chcecie ale zostawcie ją! -
-No proszę, wreszcie się odezwałaś, opowiesz nam wszystko w drodze, Theo bierz ją. -
Już po Theo rozwiązał moje ręce i nogi jednak przepaska na oczach nadal została, następnie wziął mnie na ręce, chwile potem byliśmy już na dworze, posadzono mnie na wózek inwalidzki i pchano w nieznanym mi kierunku.
-A więc zadam ci kilka pytań, pierwsze jak masz na imię?
-Éléonore.-Postanowiłam  podawać wszystkie informacje mojej babci.
-No widzisz jak chcesz to potrafisz mówić, widzę że Francuzka, jak masz na nazwisko?
-Levittoux...-Wiedziałam że z nazwiskiem Mc Curtnay mógłby sobie skojarzyć mojego ojca i matkę, więc podałam nazwisko mojej babci z czasów kiedy jeszcze mieszkała we Francji.
-Jesteśmy  na miejscu, daje im 5 minut, jak nie jest nasza. Zack zostań z nią my pójdziemy się rozejrzeć. -Robins wydał polecenie.
-Dobrze szefie. -Ten głos ...To Zack! Mój brat Zack!
Moja głowa robiła kółka jak oszalała, tak bardzo chciałam go zobaczyć, kilka osób rozbiegło się w różnych kierunkach, czułam obecność tylko jednej osoby. Zacka.
-Więc. Od tej pory jesteś naszą babcią? Éléonore? -zapytał.
-Zack...to naprawde jesteś ty? -Z niedowierzaniem odezwałam się.
-Zgadza sie księżniczko. -oznajmił.
-Zostawiłeś mnie. Zostawiłeś mnie w tedy samą! Miałam zaledwie 7 lat! Pomyślałeś o tym że ktoś mógł mnie w tedy zabić!? -Uniosłam głos.
-A czy ty pomyślałaś chociaż raz o tym że zostawiłem cie w tedy żeby cie chronić?! -Krzyknął.
-jak to? -zdziwiona zmarszczyłam czoło.
-Dostałem ultimatum, albo do nich dołączę albo zabiją moją małą siostrzyczkę! Nie chciałem żeby cokolwiek ci się w tedy stało, jesteś jedyną osobą na świecie którą kocham. To nie było dla mnie łatwe, miałem zaledwie 17 lat. Musiałem odejść z rodzinnego domu zostawiając w nim moją jedyną siostrę, między nami jest 10 lat różnicy Melody ale mimo to byłaś moją najlepszą przyjaciółką. Kocham cie siostrzyczko. -Zack mocno mnie przytulił a ja już wszystko sobie przypomniałam,już wiem skąd znam Theo, był najlepszym przyjacielem Zacka.

*retrospekcja, oczami Zacka*

Godzina 23:34, wszyscy już śpią, prawie że na palcach wyszedłem z mojego pokoju, skierowałem sie w stronę pokoju mojej 7 letniej siostry Melody, na moim lewym ramieniu wisiał plecak, tak słodko spała... Boże co ja najlepszego zrobiłem, gdybym  nie wplątał się w narkotyki , moja siostra byłaby bezpieczna, ale nie dziś , kazali mi ją przynieść, nie wiem po co, boje się. Jest nadzwyczaj mała i delikatna niż reszta dzieci, boje się że ją zabiją, delikatnie wziąłem ją na ręce, na co ona przez sen zareagowała jękiem niezadowolenia. Opatuliłem ją porządnie kocykiem i jak najszybciej mogłem wybiegłem z domu w kierunku opuszczonej hurtowni, Theo już tam był. Trzymał na rękach śpiącą Lily, to on mnie w to wciągnął, najchętniej bym go teraz zabił, stanąłem koło niego bez słowa. Po chwili pojawił się przed nami Robins, najsłynniejszy diler narkotykowy.
-No proszę, spisaliście się na medal, pokażcie mi te maleństwa. -Jak na zawołanie obaj obróciliśmy nasze siostry które wygodnie sobie spały na naszych rękach, Robinson spojrzał przez chwile na Lily po czym zawiesił wzrok na Melody, patrzył się na to drobne dziecko niepokojąco długo.
-Ona. Przyjdę wrócę po nią. -Oznajmił Robins, a do moich oczu napłynęły łzy.
-Musimy ją naznaczyć. -Wyjął nóż , zasłonił rękom oczy Melody na wypadek gdyby się obudziła, mężczyzna przejechał ostrzem po jej obojczyku ,wiedziałem że małej zostanie blizna, zaczęła się drzeć
wniebogłosy.
-Zostawcie je tu. -Rzucił.
-Ale one nie znają drogi do domu. -Wyjąkał Theo, z ulgą że to nie jego siostra.
-Nie obchodzi mnie to, macie 30 sekund. -Szybko zdjąłem z mojej szyi naszyjnik z krzyżykiem i medalionem w którym znajdowały się zdjęcia moje i Melody, założyłem jej na szyje, po czym pocałowałem ją w głowę ,położyłem na zimnym betonie i odszedłem, wiedziałem że zobaczę ją znów dopiero za 10 lat.

*perspektywa Shanazz*

-Podoba mi się. -Harry wybił mnie z rytmu, gdy siedziałam i rytmicznie stukałam w swoje kolano palcem wskazującym siedząc w jego czarnym Vanie.
-Słucham? -Obróciłam się do niego.
-Mówię, że podoba mi się ta sukienka. -Uśmiechnął się po czym znów wrócił wzrokiem na drogę przed nami.
-Um, dzięki. -Niepewnie odezwałam się, po czym zaczęłam mu się przyglądać. Miał idealną wyrzeźbioną figurę, jego niesforne brązowe loki opadały na czoło a zielone oczy wpatrywały się w drogę przed nami. Miał na sobie czarny top, i kremowe obcisłe rurki jego ramiona były osłonięte skórzaną kurtką która była najwyraźniej znoszona. -Harry? -Odezwałam się po czym od razu tego pożałowałam.
-Tak? -Zwrócił się do mnie, miał takie piękne zielone oczy. -Shanazz. -Zaśmiał się widząc że mu się przyglądam.
-Co? -Otrząsnęłam się, odwracając głowę.
-Po prostu powiedz że jestem kurewsko przystojny. -Zadziorny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Chciałbyś. -Wywróciłam oczami, po czym założyłam nogę na nogę. -Jesteś po prostu Dupkiem. -Chrząknęłam tak by mnie nie usłyszał, niestety zaraz pożałowałam tych słów.
-Dupkiem który dobrze pieprzy, zresztą. Sama zobaczysz. -Życie przestało dla mnie istnieć, jedyne czego chciałam to wysiąść z tego auta jak tylko się zatrzyma. Bóg wysłuchał moich modlitw, już po chwili staliśmy przy restauracji. Harry odblokował drzwi a ja w mgnieniu oka wyskoczyłam z samochodu biegnąc jak najdalej od niego.
-Shan! -Usłyszałam krzyk za mną, Wiedziałam ze to Harry więc zaczęłam biec szybciej. Niestety, moje nogi mnie zawiodły i już po chwili leżałam na ziemi. A chłopak leżał nade mną.
-Chciałaś mi uciec? -Zaśmiał się marszcząc brwi, moje oczy zawisły na jego ustach.
-Pocałuj mnie. -Powiedziałam, a po chwili czułam jak jego gorące wargi przywierają do moich.

No i mamy piątkę :3 Chciałam was poinformować że pierwsza część tego bloga ogranicza się do 59 rozdziałów :) Także czytajcie czytajcie, a potem przerwa i następna część : D Kochamy was i prosimy o komentarze, cześć x @