niedziela, 8 września 2013

Seven

-Zack spokojnie , dam sobie sama rade, babcia ma do mnie wyjść na stacje... Tak rozumiem. Tak będe na siebie uważała. Tak tak kocham cie braciszku. No papa.
Rozłączyłam sie po czym schowałam telefon do kieszeni, już szóstą godzine spędziłam w pociągu moja babcia mieszka na obrzeżach Paryża gdzie trudno jest sie dostać, ostatnie wydarzenia zmusiły mnie do zerwania z Zaynem, zakończenia przyjaźni z Shanazz ,Niallem i Louisem. Zakończenie starego życia i rozpoczęcie nowego, razem z moją babcią na którą mówiłam matula i z cioteczką Dorothy, w sumie nie jest to moja ciotka a przyjaciółka matuli. Gdy wreszcie pociąg sie zatrzymał za moim oknem widziałam widoki jak ze snu, wszędzie rozległe pola, zielono, piękne błękitne bez chmurne niebo, na stacji stała tylko jedna osoba, malutka staruszka z laseczką, na nosie okularki, siwe włosy upiete w koczek . ubrana w niebieską sukienke i piękne perły na szyji. To była właśnie matula,wziełam dwie torby które miałam ze sobą i wyszłam z pociągu żegnając sie z dwiema kobietami które siedziały ze mną w przedziale.
-Matula!-Krzyknełam , po czym moje torby upadły na ziemie, podbiegłam do starszej kobiety i mocno ją przytuliłam.-Tak bardzo sie stenskniłam!
-Ja za tobą też moje dziecko.-Głos matuli był bez życia, jakby mówienie nie sprawiało jej dawnej radości, Kiedyś potrafiła mówić i mówić godzinami , najczęściej puki nie zesnełam z powodu puźnej godziny. Uwielbiałam jej słuchać.
-Coś sie dzieje matulu? Jesteś jakaś inna, dobrze sie czujesz?
-Starość moje dziecko, ciebie też to kiedyś dopadnie , ale narazie ciesz sie swoją młodosćią.-Pogłaskała mnie po policzku , skóra na jej rękach była pomarszczona ale mimo to wciąż gładka.-Gdzie twoje torby? No tak zawsze żucałaś rzeczy byle gdzie ważniejsze były dla ciebie, miłość rodzina i Leeroy. Zgadnij kto na ciebie czeka?
-Nie możliwe! Leeroy jeszcze żyje?!
Leeroy był szczeniakiem którego dostałam od babci na 13 urodziny rasy Shih Tzu. Kochałam go ponad życie ale kiedy urodził sie William  i okazało sie że jest uczulony na psią sierść musiałam go gdzieś oddać, naszczęście matula zgodziła sie go przygarnąć, byłam pewna że go komuś oddała albo uśpiła ale jednak.
-Oczywiście moja mała.-Matula uśmiechneła sie do mnie życzliwie.-A teraz bierz córciu swoje torby i idziemy do domu.
-Babciu ale dasz rade iść aż do domu?Przecież to aż kilometr.
-Jeszcze mam siłe żeby dojśc do własnego domu, szybciutko szybciutko bo Leeroy sam siedzi zapłacze sie psiak.
Szybko podbiegłam złapałam torby, obracając sie wpadłam na silną męskom postać.
-Bardzo pana przepraszam...-Powiedziałam speszona, ale kiedy podniosłam głowe do góry ujżałam Sive , mojego przyjaciela z dzieciństwa. - O mój Boże! Siva ! To ty?! Jestem Melody ! Przyjaźniliśmy sie jako małe dzieci! Pamiętasz mnie?!
-Przepraszam  musiała mnie pani z  kimś pomylić. -Powiedział mężczyzna poczym odszedł w swoją strone.
Na moich policzkach pojawiły sie rumieńce wstydu, złapałam za torbyi ruszyłam w strone babci., przez 2 godziny szłyśmy na wzgórze gdzie stał samotnie biały domek, ogrodzony również białym płotkiem , wokół terenu rosło 500 róż, zawsze gdy ginoł jeden członek rodziny babcia sadziła 100 róż, najpierw zginoł dziadek, na jego cześć babcia posadziła aż 200 róż, kolejna była siostrzyczka mojej mamy która miała zaledwie 3 latka,puźniej brat babci a na końcu jej tata . Po drugiej stronie był staw a wokół niego 1000 letnie drzewa które uwielbiałam, kiedyś chciano je ściąć więc ja i moja siostra cioteczna Lizy przywiązałyśmy sie do nich. Później babcia dała nam w nagrode tort czekoladowy który jadłyśmy przez 2 tygodnie jako śniadanie , obiad i kolacje.
-O mój Boże! Pięknaś ty! Jakże ty wyrosła!-Cioteczka Dorothy w przeciwieństwie do matuli nie potrafiła powiedzieć ani słowa  po angielsku, dlatego wiedziałam że będe musiała cąły mój pobyt tutaj mówić po francuzku.-Wchódź szybko i opowiadaj co dzieje sie w Angli! Jak rodzie? Jak William? Co Zackiem?
-Cioteczko Dorothy nie uwieżysz, Zack sie odnalazł, z Williamem i rodzicami wszystko w pożądku, nie wie cioteczka może kiedy Liza przyjedzie?
-Minełaś sie z nią, wczoraj od nas wyjechała, ale nie bój sie przyjedzieza dwa miesiące, nie uwieżysz! Jest przy nadzieji! Twoja babcia prababcią zostanie!
Przechodząc przez prób zostałam wytulona przez cioteczke, musiałam zjeść po kawałku każdego ciasta jakie upiekły, na kolanach cały czas trzymałam Leeroya nie miałam zamiaru go puścić, rozmawiałam z babcią i cioteczką do północy, puźniej musiało dojść do tego czego obawiałam sie cały dzień.
-Ja musze iść na chwile do toalety, zaraz wracam.-Zwróciłam sie do obu kobiet siedzących po moich obu stronach.
Pierwszy raz dzisiejszego wieczoru zdjełam pieska z moich kolan podając go cioteczce Dorothy, ruszyłam do pokoju który znajdował sie na strychu, było tam mimo pozowór bardzo ciepło, na łóżku leżało kilka walizek . Otworzyłam najmniejszą z nich,na samym dole leżało małe tekturowe pudełeczko, a w nim test ciążowy, poszłam do łazienki i postempowałam zgodnie z instrukcją mimo iż znałam ją już na pamięć. Nagle 5 minut czekania wlekło sie jak wieczność, w tym czasie zaczełam sie wypakowywać, zdążyłam wypakować już wszystko, mimo to nadal musiałam czekać jeszcze dwie minuty , chodziłam od pokoju do łazienki i tak w kółko aż wreszcie minutnik w moim telefonie zadzwonił. Bałam sie jak niewiem, mały prostokątny przedmiot, którego bałam sie bardziej niż pijanego Zayna, a ten był w tedy naprawde nie bezpieczny , jeszcze na dodatek zawsze miał przy sobie broń.  Kurwa! Kobieto nie myśl o nim! On jest rzeszłością! To co zaraz sie stanie jest przyszłością!
-Raz kozie śmierć...-Szepnełam.
Podeszłam do umywalki i chwyciłam test ciążowy, zacisnełam mocno oczy, policzyłam w myślach do 10 i je otworzyłam. Nie możliwe... Kurwa nie no poprostu nie możliwe!! Chwyciłam za opakowanie , japierdole.. Jestem w ciąży. Usunełam sie na ziemie , siedziałam z otwartą szeroką buzią i co chwile szybko mrugając oczami z niedowierzenia, schowałam twarz w dłoniach i zaczełam głośno płakać, żuciłam testem o ściane. Siedziałam w takiej pozycji i płakałam około godzine, babcia i cioteczka chyba stwierdziły że śpie więc do mnie nie przychodziły. W końcu wstałam i poszłam do pokoju, podeszłam do lusterka które rozciągało sie na całej długości ściany, kiedyś była to sala mojej babci do baletu.Podciągnełam koszulke do góry, masowałam sie rękom po brzuchu, patrzyłam na niego bokiem i przodem.
-Hej maluszku.-Mówiłam przez łzy.-Nie wiem czy jesteś chłopce czy dziewczynką.. Ale musisz wiedzieć że bardzo cie kocham, nie wiem jakiej jesteś płci ale wiem jedno. Urodze cie i będe najlepszą mamusią na świecie, będe cie kochała, będe sie tobą zajmowała, będziemy chodzili, na lody, na spacery i będe ci dawała dużo miłości. Jeszcze nie wiem co z twoim tatą,.. W sumie nawet nie jestem pewna kto nim jest ale bądź pewny że kocham cie ponad życie.
Uśmiechnełam sie sama do swojego odbicia w lustrze, pogłaskałam sie po brzuchu i obciągnełam koszulke, szybko zaczełam szukać swojej torebki , wyjełam z niej telefon, wystukałam numer Harryego i pierwszy raz bez wachania do niego zadzwoniłam.  Odebrał dopiero za 3 razem prawdopodobnie spał.
-Harry jestem w ciąży musisz mi pomóc....
************
I jak wam sie podoba?Liczymy na komentarze /Gela x.