piątek, 8 listopada 2013

Długa przerwa

Cześć wszystkim. Nie pisałyśmy długo, i o tym doskonale wiemy. Niestety zawiesiłyśmy bloga ale mam nadzieję że w ciągu najbliższych dni, tygodni lub miesięcy zaczniemy go kontynuować. Jestem zaskoczona że mimo naszej nieobecności ktoś tu zaglądał. Na prawdę, jesteście dla nas ważni.

Tutaj macie link do mojego bloga którego prowadzę sama:

KLIK



Kochamy was i na prawdę chcemy skończyć TEGO bloga, a więc pa. xx

Macie tutaj mojego PRYWATNEGO twittera @itsfrozenx :)
Nie wiem jak Gela dawno z nią nie gadałam, ale na pewno SKOŃCZYMY tego bloga Xxoxo

niedziela, 8 września 2013

Seven

-Zack spokojnie , dam sobie sama rade, babcia ma do mnie wyjść na stacje... Tak rozumiem. Tak będe na siebie uważała. Tak tak kocham cie braciszku. No papa.
Rozłączyłam sie po czym schowałam telefon do kieszeni, już szóstą godzine spędziłam w pociągu moja babcia mieszka na obrzeżach Paryża gdzie trudno jest sie dostać, ostatnie wydarzenia zmusiły mnie do zerwania z Zaynem, zakończenia przyjaźni z Shanazz ,Niallem i Louisem. Zakończenie starego życia i rozpoczęcie nowego, razem z moją babcią na którą mówiłam matula i z cioteczką Dorothy, w sumie nie jest to moja ciotka a przyjaciółka matuli. Gdy wreszcie pociąg sie zatrzymał za moim oknem widziałam widoki jak ze snu, wszędzie rozległe pola, zielono, piękne błękitne bez chmurne niebo, na stacji stała tylko jedna osoba, malutka staruszka z laseczką, na nosie okularki, siwe włosy upiete w koczek . ubrana w niebieską sukienke i piękne perły na szyji. To była właśnie matula,wziełam dwie torby które miałam ze sobą i wyszłam z pociągu żegnając sie z dwiema kobietami które siedziały ze mną w przedziale.
-Matula!-Krzyknełam , po czym moje torby upadły na ziemie, podbiegłam do starszej kobiety i mocno ją przytuliłam.-Tak bardzo sie stenskniłam!
-Ja za tobą też moje dziecko.-Głos matuli był bez życia, jakby mówienie nie sprawiało jej dawnej radości, Kiedyś potrafiła mówić i mówić godzinami , najczęściej puki nie zesnełam z powodu puźnej godziny. Uwielbiałam jej słuchać.
-Coś sie dzieje matulu? Jesteś jakaś inna, dobrze sie czujesz?
-Starość moje dziecko, ciebie też to kiedyś dopadnie , ale narazie ciesz sie swoją młodosćią.-Pogłaskała mnie po policzku , skóra na jej rękach była pomarszczona ale mimo to wciąż gładka.-Gdzie twoje torby? No tak zawsze żucałaś rzeczy byle gdzie ważniejsze były dla ciebie, miłość rodzina i Leeroy. Zgadnij kto na ciebie czeka?
-Nie możliwe! Leeroy jeszcze żyje?!
Leeroy był szczeniakiem którego dostałam od babci na 13 urodziny rasy Shih Tzu. Kochałam go ponad życie ale kiedy urodził sie William  i okazało sie że jest uczulony na psią sierść musiałam go gdzieś oddać, naszczęście matula zgodziła sie go przygarnąć, byłam pewna że go komuś oddała albo uśpiła ale jednak.
-Oczywiście moja mała.-Matula uśmiechneła sie do mnie życzliwie.-A teraz bierz córciu swoje torby i idziemy do domu.
-Babciu ale dasz rade iść aż do domu?Przecież to aż kilometr.
-Jeszcze mam siłe żeby dojśc do własnego domu, szybciutko szybciutko bo Leeroy sam siedzi zapłacze sie psiak.
Szybko podbiegłam złapałam torby, obracając sie wpadłam na silną męskom postać.
-Bardzo pana przepraszam...-Powiedziałam speszona, ale kiedy podniosłam głowe do góry ujżałam Sive , mojego przyjaciela z dzieciństwa. - O mój Boże! Siva ! To ty?! Jestem Melody ! Przyjaźniliśmy sie jako małe dzieci! Pamiętasz mnie?!
-Przepraszam  musiała mnie pani z  kimś pomylić. -Powiedział mężczyzna poczym odszedł w swoją strone.
Na moich policzkach pojawiły sie rumieńce wstydu, złapałam za torbyi ruszyłam w strone babci., przez 2 godziny szłyśmy na wzgórze gdzie stał samotnie biały domek, ogrodzony również białym płotkiem , wokół terenu rosło 500 róż, zawsze gdy ginoł jeden członek rodziny babcia sadziła 100 róż, najpierw zginoł dziadek, na jego cześć babcia posadziła aż 200 róż, kolejna była siostrzyczka mojej mamy która miała zaledwie 3 latka,puźniej brat babci a na końcu jej tata . Po drugiej stronie był staw a wokół niego 1000 letnie drzewa które uwielbiałam, kiedyś chciano je ściąć więc ja i moja siostra cioteczna Lizy przywiązałyśmy sie do nich. Później babcia dała nam w nagrode tort czekoladowy który jadłyśmy przez 2 tygodnie jako śniadanie , obiad i kolacje.
-O mój Boże! Pięknaś ty! Jakże ty wyrosła!-Cioteczka Dorothy w przeciwieństwie do matuli nie potrafiła powiedzieć ani słowa  po angielsku, dlatego wiedziałam że będe musiała cąły mój pobyt tutaj mówić po francuzku.-Wchódź szybko i opowiadaj co dzieje sie w Angli! Jak rodzie? Jak William? Co Zackiem?
-Cioteczko Dorothy nie uwieżysz, Zack sie odnalazł, z Williamem i rodzicami wszystko w pożądku, nie wie cioteczka może kiedy Liza przyjedzie?
-Minełaś sie z nią, wczoraj od nas wyjechała, ale nie bój sie przyjedzieza dwa miesiące, nie uwieżysz! Jest przy nadzieji! Twoja babcia prababcią zostanie!
Przechodząc przez prób zostałam wytulona przez cioteczke, musiałam zjeść po kawałku każdego ciasta jakie upiekły, na kolanach cały czas trzymałam Leeroya nie miałam zamiaru go puścić, rozmawiałam z babcią i cioteczką do północy, puźniej musiało dojść do tego czego obawiałam sie cały dzień.
-Ja musze iść na chwile do toalety, zaraz wracam.-Zwróciłam sie do obu kobiet siedzących po moich obu stronach.
Pierwszy raz dzisiejszego wieczoru zdjełam pieska z moich kolan podając go cioteczce Dorothy, ruszyłam do pokoju który znajdował sie na strychu, było tam mimo pozowór bardzo ciepło, na łóżku leżało kilka walizek . Otworzyłam najmniejszą z nich,na samym dole leżało małe tekturowe pudełeczko, a w nim test ciążowy, poszłam do łazienki i postempowałam zgodnie z instrukcją mimo iż znałam ją już na pamięć. Nagle 5 minut czekania wlekło sie jak wieczność, w tym czasie zaczełam sie wypakowywać, zdążyłam wypakować już wszystko, mimo to nadal musiałam czekać jeszcze dwie minuty , chodziłam od pokoju do łazienki i tak w kółko aż wreszcie minutnik w moim telefonie zadzwonił. Bałam sie jak niewiem, mały prostokątny przedmiot, którego bałam sie bardziej niż pijanego Zayna, a ten był w tedy naprawde nie bezpieczny , jeszcze na dodatek zawsze miał przy sobie broń.  Kurwa! Kobieto nie myśl o nim! On jest rzeszłością! To co zaraz sie stanie jest przyszłością!
-Raz kozie śmierć...-Szepnełam.
Podeszłam do umywalki i chwyciłam test ciążowy, zacisnełam mocno oczy, policzyłam w myślach do 10 i je otworzyłam. Nie możliwe... Kurwa nie no poprostu nie możliwe!! Chwyciłam za opakowanie , japierdole.. Jestem w ciąży. Usunełam sie na ziemie , siedziałam z otwartą szeroką buzią i co chwile szybko mrugając oczami z niedowierzenia, schowałam twarz w dłoniach i zaczełam głośno płakać, żuciłam testem o ściane. Siedziałam w takiej pozycji i płakałam około godzine, babcia i cioteczka chyba stwierdziły że śpie więc do mnie nie przychodziły. W końcu wstałam i poszłam do pokoju, podeszłam do lusterka które rozciągało sie na całej długości ściany, kiedyś była to sala mojej babci do baletu.Podciągnełam koszulke do góry, masowałam sie rękom po brzuchu, patrzyłam na niego bokiem i przodem.
-Hej maluszku.-Mówiłam przez łzy.-Nie wiem czy jesteś chłopce czy dziewczynką.. Ale musisz wiedzieć że bardzo cie kocham, nie wiem jakiej jesteś płci ale wiem jedno. Urodze cie i będe najlepszą mamusią na świecie, będe cie kochała, będe sie tobą zajmowała, będziemy chodzili, na lody, na spacery i będe ci dawała dużo miłości. Jeszcze nie wiem co z twoim tatą,.. W sumie nawet nie jestem pewna kto nim jest ale bądź pewny że kocham cie ponad życie.
Uśmiechnełam sie sama do swojego odbicia w lustrze, pogłaskałam sie po brzuchu i obciągnełam koszulke, szybko zaczełam szukać swojej torebki , wyjełam z niej telefon, wystukałam numer Harryego i pierwszy raz bez wachania do niego zadzwoniłam.  Odebrał dopiero za 3 razem prawdopodobnie spał.
-Harry jestem w ciąży musisz mi pomóc....
************
I jak wam sie podoba?Liczymy na komentarze /Gela x.

środa, 21 sierpnia 2013

Witam wszystkich! :) Zaczynamy się z Gelą zastanawiać czy ktoś to jeszcze czyta, jest coraz mniej komentarzy. I niestety jeżeli będzie tak dalej, będziemy musiały zawiesić bloga. Dziękujemy x

środa, 14 sierpnia 2013

Six

-No laleczko gdzie twój bohater?-Powiedział Robinson po czym ciągnął mnie za włosy a ja wstrząsnęłam.
-O tak maleńka krzycz...
W ramach protestu zacisnęłam usta w linie. Nic nie widziałam ale mogę przysiądź że w tym momencie na twarzy Robinsona malowała się złość.
-Nie chcesz krzyczeć pierdolona suko?!-Usłyszałam dźwięk opadających spodni, już po chwili zostałam wywalona z wózka na ziemie i rozbierana przez dwie pary rąk,-to zabawimy się inaczej!!!
 Moje oczy nagle za szczypały, materiał został z nich ściągnięty , Robinson stał nade mną całkiem nagi, zaczęłam wzrokiem szukać Zacka, stał odwrócony tyłem z zaciśniętymi pięściami.
-Jeden krzyk by wystarczył ale nie dla mnie, to nawet lepiej. -
Usiadł na mnie nogi rozkładając po moich obu stronach, już miał we mnie wejść  kiedy z jego ust poleciała krew a on padł na mnie . W jego głowie znajdowała się dziura. Zaczęłam piszczeć jak tylko głośno potrafiłam, próbowałam go ze mnie zrzucić ale był dla mnie za ciężki. Wokół mnie słychać było strzelaninę i wołanie Zayna.
-już dobrze malutka jestem tu...-rozpoznałam głos Zacka.
-Zack zabierz mnie z tąd prosze...
Buchnełam płaczem, nie byłam w stanie nawet sam wstać, byłam naga i na dodatek w krwi,jedyne co chciałam to umrzeć,złapać za pistolet  który leżał na ziemi i strzelić sobie między oczy. Bałam sie spojrzeć na Zayna, bałam sie że Niall i Louis będom sie o wszystko obwiniać, bałam sie że Liam będzie mnie traktował jak trędowatą, bałam sie że Shana sie ode mnie odwróci.  Chciałam być cały czas z Zackiem i wyjechać do Irlandii do naszej babci. Mój brat wzioł mnie na ręce i zaczoł biec przed siebie jak najszybciej może, tak bardzo chciało mi sie płakać. Nagle jak spod ziemi wyrusł przed nami Zayn cały zakrwawiony, jego tważ , koszulka i dłonie pokryte były czerwoną cieczą, przez jego całe czoło przechodziła otwarta rana, w rękach trzymał pistolet skierowany prosto między oczy Zacka.
-Zostaw moją dziewczyne albo odstrzele ci łeb!-Zayn wrzasnoł na Zacka.
-Spokojnie stary!-Zaczoł Zack a ja sie w niego wtuliłam. -Nazywam sie Zachary Mc Curtnay jestem starszym bratem Melody!
-Oddawaj mi ją!
-Nie..-Wyszeptałam cicho, sama nie wiem czemu bałam sie Zayna,-Nie chce do ciebie chce zostać u Zacka...
Wiedziałam że to go zabolało ale naprawde bardzo sie go bałam, Zayn opuścił pistolet pokazując gestem dłoni żebyśmy przeszli, ale najpierw zdjoł kurtke która jakimś cudem była czysta i mnie nią okrył poczym złożył na moim czole pocałunek na co zareagowałam cichym piskiem,zauważył że sie go boje. Zack biegł ze mną dalej słyszłam że ktoś za nami biegnie , krzyczeli że mnie zgwałcą a potem  będom powoli mordowali, moje serce waliło jak opentane dotarliśmy na teren domu, nie wiedzieliśmy co zrobić gdzie sie schować.
-Wżuć mnie do wody a ty schowaj sie na którymś drzewie.-Wybełkotałam.
-Co ?! Co ty mówisz Melody, bredzisz! Utopisz sie!
-Zack zaufaj mi! Potrawie wytrzymać pod wodą do 6 minut dam rade!
-Jesteś pewna?-W oddali słyszłam że są tuż za nami.
-Tak! Zrób to!
Zack podszedł do wody i delikatnie mnie do niej wrzucił ,niestety nie przewidziałam tego że ze skręconą kostką nie dam rady wypłynąć na brzeg i już po chwili obraz przede mną stał sie czarny...

*perspektywa Shanazz*
-Smakuje ci? -Harreh wyrwał mnie z zamyśleń, gdy właśnie kończyłam jeść swój deser.
-Jest smaczne. -Uśmiechnęłam się na co on pokiwał głową na znak zadowolenia.
-Jest już późno, chodź jedziemy do domu. -Chłopak pomógł mi podnieść się z krzesła po czym ruszyliśmy marszem do samochodu. W moja twarz uderzyło zimne powietrze, Harry widząc to zaśmiał się. Po czym zaczął szukać kluczyków od auta, przez chwile ogarnęła mnie dziwna myśl by stąd uciec spojrzałam na kamienna drogę prowadząca do centrum Londynu.
-Chyba nie masz zamiaru mi znów uciec. - Jakby czytał mi w myślach, szybko odwróciłam się w jego stronę po czym wypuscilam powietrze które w sobie trzymałam.
-Wciąż rozważam ta opcje. -wzruszyłam ramionami wdrapujac się na siedzenie pasażera, po czym obserwowałam jak brunet robi to samo. Odgarnal swoje loki z czoła i odpalił auto, był cholernie przystojny. A jego zielone oczy i brązowe loki tylko to podkreślały. Moje myśli przerwał dzwonek telefonu, szybko zaczęłam szperać w torebce po czym odblokowalam zielona słuchawkę.
-Tak Zayn? -Zapytałam wiedząc ze  mogę usłyszeć wszystko.
-właśnie dotarliśmy do domu, przywieźliśmy ze sobą niesppodziewanego gościa. -Słyszałam jak jego glos przepełnia złość, zmruzylam oczy po czym odgarnelam włosy z twarzy biorąc głęboki wdech.
-Będziemy za  5minut. -Pewnie odpowiedziałam  po czym zakończyłam nasza rozmowę. Harry pytająco na mnie spojrzał po czym się odezwał, -Co się dzieje? - Ponownie odgranelam włosy. -Shanazz. -Surowo chrzaknal.
-Mamy gościa. -Jeknelam poczym spojrzałam na niego, znaczącym wzrokiem. Brunett tylko pokiwał głową po czym wrócił do patrzenia się w drogę przed nami.

*30minut później, pokój Shanazz*
-Straciłem ja. -Zayn kolejny raz zwalił rzeczy z mojej komody, szkło leżało wszędzie a pod drzwiami stal Harry na wypadek gdyby brunet zachowywał sir niepokojąco.
-Nie prawda. -Zaprzeczylam próbując go uspokoić, jego oczy były wypełnione bólem. Cierpial. -Ona musi dojść do siebie, Melody cię kocha Zayn. -Probowalam załagodzić cala sytuacje.
-Dlaczego zawsze jesteś taka pozytywna. -Warknął, przybliżając swoja twarz do mojej. Moja klatka piersiowa unosila się w gore i dol w szybkim tepie. -Jesteś taka dobra. -jeknal po czym ucałował mój policzek. -A to za bycie dobra przyjaciolka. -Uśmiechnął się po czym wyszedł z pokoju. Moje poliki zalały rumieńce, a ja zastanawiałam się chwile nad zaistniala sytuacja.
-Wyjdzie z tego, gorzej ze mną. -Harry wyrwał mnie z zamysłem podchodząc bliżej mnie.
-Słucham? -Zdezorientowana wreszcie się odezwalam.
-Zmieniasz mnie Shanazz. -Harry lekko przygwozdzil mnie do ramy łóżka. -A jedyna osoba kktora ostatnio mogła to zrobić to.. -przerwał.
-To kto? -Z zaciekawieniem spojrzałam w jego zielone tęczówki.
-nikt. -warknął łapczywie łapiąc moje nadgarstki, syknelam by okazać swoje niezadowolenie. Harry lewa ręką odgarnal moje włosy z ramienia, po czym spojrzał z grymasem na pokaznego siniaka widniacego na mojej szyi. Lekko przycisnal swoje usta do siniaka oddając przy tym uroczy ciepły pocałunek, -przepraszam. -Wyszeptał po czym zlaczyl nasze palce.
-Nie ma za co. -jeknelam uśmiechając się.
-Zadalem ci bol. -syknal. -Ale gdyby nie to, nie przekonalabym sie do ciebie. -Poglaskalam go po czole wewnetrzna strona kciuka odgarniajac przy tym jego niesforne loki.
-Chyba cię kocham. -Wyszeptał kładąc głowę w zagłębienie mojej szyi.
-Ja ciebie chyba też. -zasmialam się bawiąc się jego lokami, staliśmy chwile w uścisku. Momentalnie pisnelam gdy Harry spuscil swoja dłoń i scisnal mój pośladek. -Harry. -Surowo rzeklam na co on dalej stal nieruchomo. -Harry, muszę wsiąść prysznic. -Westchnelam na co on poluznil swój uścisk dając mi przy tym miejsce do przejścia. Delikatnie zajęłam jego ręce ze swojej talii po czym ruszyłam w stronę łazienki, porozrzucane szkło nie ułatwiało mi tego no ale cóż.
-Będę czekał na dole. -Zielono oki poinformował mnie po czym zniknął za framugą drzwi.

*perspektywa Harrego*
-Jesteście cali? -Zwróciłem sie do wszystkich którzy siedzieli w salonie, Melody leżała bezwladnie na łóżku wciąż trzymając za rękę Zacka.
-Jest spoko stary, Robins załatwiony a jego kolesie nie będą nam przeszkadzac. - Liam westchnal.
-Myślę ze najwyższą pora zebys opuścił nasz dom. -Warknalem w stronę Zacka, zaciskając pies i by nic mu nie zrobić.
-Nie. -Melody wybelkotala.
-Zamknij się. -Syknalem w jej stronę. -Sluszales? -powtorzelam na co Zack posłusznie wyszedł z domu a ja zaraz za nim, gdy znaleźliśmy się poza domem przygwozdzilem go do muru który ogradzal nasz dom.
-Nie waz się przylazic tu kolejny raz, juz raz skrzywdziłeś Melody a ja nie chce żeby to się powtórzyło. -Warknalem.
-Chce ja chronić. -Wybelkotal.
-W takim razie zapraszam za tydzien. A teraz wypierdalaj gnoju. -Odsunalem się od niego po czym pozwoliłem mu odejść, dokładnie wiem jak skrzywdził Melody gdy była mala. Nie chce by ten chuj znów skrzywdził ta dziwke.
Powoli udałem się do domu, w salonie Zayn rozmawiał z Melody wiec udałem się do pokoju Shanazz.
-Shan? -Dziewczyna wychyliła glowe zza drzwi łazienki uśmiechając się do mnie. -Uważaj na szkło. -Surowo ostrzeglem udając się na jej łóżko, dziewczyna po chwili leżała kolo mnie.
-Ładnie pachne? -Wyrwała mnie zzamyslen
-Nowe perfumy? -Ucalowalem ja w czolo. -Szampon gluptasie. -Zasmiala się przykrywając się kołdra. Szybko zdjąłem spodnie i skarpetki, po czym przeciagnalem przez szyję swoja nowa koszulkę i położyłem się obok brunetki.
-Dobranoc księżniczko. -objalem ja w talii po czym zamknąłem swoje oczy. Zanim się zorientowałem, juz byłem pogrążony w głębokim snie.

środa, 7 sierpnia 2013

Podziękowania

Dziękuje wam z całego mojego serduszka! Dziękuje w imieniu moim i Natali <3  Wyświetlenia na naszym blogu przekroczyły 1000! Jejku nawet nie moge sobie wyobrazić że ktoś czyta to co pisze, aż chce mi sie krzyczeć i skakać ze szczęścia! Jesteście kochane/ni ;*  Bardzo dziękujemy za wszystkie komentarze , nawet nie wiecie jak ja je kocham, czytam je po kilka razy, więc moje serduszko jeszcze bardziej by urosło gdyby było ich więcej ale to nic i tak was kocham <3  Nie bójcie sie blog jest nadal pisany poprostu my mamy takie crazy life i ja np. teraz weszłam na laptopa pierwszy raz od tygodnia, dlatego nie złoście sie na nas skarby kiedy żadko dodajemy rozdziały, pomysłów nam nie brakuje przynajmniej mi ;) Obiecuje że w najbliższych 10 rozdziałach będzie troche ckliwie i was myśle że zaskocze . Więc jeszcze raz DZIĘ-KU-JE-MY!

czwartek, 1 sierpnia 2013

Five

*Perspektywa Melody*

Gdy się ocknęłam, nie mogłam otworzyć nawet oczu, jakiś materiał został na nich mocno zaciśnięty, a ręce skrępowane były sznurem, czułam niesamowity ból w kroczu i już wiedziałam co ze mną robili kiedy byłam nie przytomna. Od razu zachciało mi się płakać, nie mogłam ruszyć nogami, najwyraźniej były do czegoś przywiązane.
-Nie bój się , potrzymają cie tu od 3 dni do tygodnia. -Po pomieszczeniu rozniósł się cichutki kobiecy głos, kręciłam głową w poszukiwaniu osoby która do mnie przemawiała, jakby to mogło sprawić że ją zobaczę. Na moim karku poczułam delikatne drobniutkie dłonie, zostałam przeniesiona z pozycji leżącej do siedzącej.
-Pij, musisz dużo pić, będziesz silniejsza. -Do moich ust została przyłożona metalowa miska, wypiłam wszystko, chodź nawet nie wiedziałam co to.-Jesteś śliczna , dlatego ci to zrobili.-Po jej głosie od razu wiedziałam ,wiedziałam że moje przypuszczenia się sprawdziły zostałam zgwałcona.-Zwykle właśnie taki los spotyka tu blondynki, resztę wykorzystują jako służące,ale będzie dobrze, mogę zobaczyć na twoje ramie?
Pokiwałam głową na tak, bałam się w ogóle odezwać , co chwile kręciłam głową próbując coś dojrzeć, każdy najmniejszy dźwięk sprawiał że się okręcałam, dziewczyna spojrzała na ramie, po czym wydała z siebie syk jakby zauważyła najokropniejszą ranę na świecie.
-Nie bój się, ja się tobą zaopiekuje puki to jesteś, mam na imię Amanda, siedzę tu już rok, ale nie martw się wierze że z tobą będzie inaczej, pamiętaj nie okazuj emocji,to ich jeszcze bardziej rozjusza.
Po pomieszczeniu  rozniosło się głośne trzaśnięcie drzwiami, Amanda szybko się ode mnie odsunęła, jakbym parzyła, nie mogłam jej zobaczyć ale wiedziałam że musi być młoda i piękna, wiedziałam o niej tylko tyle że siedzi tu rok, ma delikatny głos,drobne dłonie i ma na imię Amanda, a mimo to czułam między nami niesamowitą więź ,nie chciałam żeby się ode mnie oddaliła. Gdy tylko to zrobiła zaczęła jej szukać, kręcąc głową we wszystkie kierunki. Ktoś szedł w moją stronę , były to chyba trzy osoby, mój słuch wyostrzył się do tego poziomu że słyszałam każdy pojedynczy najcichszy dźwięk, w końcu teraz słuch zastępował mi i wzrok.
-Widzę że się śpiąca królewna wyspała. -Wszędzie rozpoznam ten głos. Robins. -Byłaś niezła.
Po tych słowach położył ręce na moim prawym kolanie i jechał coraz bardziej w górę, chciałam się wyrywać , płakać , krzyczeć, ale w tym momencie po mojej głowie rozeszły się słowa Amandy ,,Nie okazuj emocji, to ich jeszcze bardziej rozjusza", zostałam nie wzruszona jak kamień, chyba podziałało bo szybko się ode mnie odsunął, niestety się myliłam, teraz jego ręce znalazły się na moim ramieniu, nie wiedziałam co ma zamiar zrobić , dowiedziałam się dopiero kiedy nie miłosiernie zabolało mnie ramie, mimo to nadal nie krzyczałam. Najwidoczniej miałam jakąś ranę na  ramieniu a ten chuj przyłożył do niej sól, wiedziałam że już dłużej nie wytrzymam i zaraz zacznę krzyczeć.
-Zostawcie ją! Ona wam nic nie zrobiła! -Teraz głos Amandy był ostry.
-Zamknij się szmato! Mam już się dosyć!
Wszędzie poznam ten dźwięk, to dźwięk odblokowywania pistoletu, usłyszałam cichutkie chlipanie Amandy, o Boże przenajświętszy oni chcą ją zabić! Chcą zabić dziewczynę która tylko mnie broniła.
-Żegnaj się z życiem suko.
-Nie! -Odezwałam się wreszcie, mój głos brzmiał dla mnie obco, wcześniej był delikatny, lekko piskliwy, teraz był mocny ochrypnięty, jak bym wcześniej krzyczała 2 godziny bez ustanku. -Zrobię co chcecie ale zostawcie ją! -
-No proszę, wreszcie się odezwałaś, opowiesz nam wszystko w drodze, Theo bierz ją. -
Już po Theo rozwiązał moje ręce i nogi jednak przepaska na oczach nadal została, następnie wziął mnie na ręce, chwile potem byliśmy już na dworze, posadzono mnie na wózek inwalidzki i pchano w nieznanym mi kierunku.
-A więc zadam ci kilka pytań, pierwsze jak masz na imię?
-Éléonore.-Postanowiłam  podawać wszystkie informacje mojej babci.
-No widzisz jak chcesz to potrafisz mówić, widzę że Francuzka, jak masz na nazwisko?
-Levittoux...-Wiedziałam że z nazwiskiem Mc Curtnay mógłby sobie skojarzyć mojego ojca i matkę, więc podałam nazwisko mojej babci z czasów kiedy jeszcze mieszkała we Francji.
-Jesteśmy  na miejscu, daje im 5 minut, jak nie jest nasza. Zack zostań z nią my pójdziemy się rozejrzeć. -Robins wydał polecenie.
-Dobrze szefie. -Ten głos ...To Zack! Mój brat Zack!
Moja głowa robiła kółka jak oszalała, tak bardzo chciałam go zobaczyć, kilka osób rozbiegło się w różnych kierunkach, czułam obecność tylko jednej osoby. Zacka.
-Więc. Od tej pory jesteś naszą babcią? Éléonore? -zapytał.
-Zack...to naprawde jesteś ty? -Z niedowierzaniem odezwałam się.
-Zgadza sie księżniczko. -oznajmił.
-Zostawiłeś mnie. Zostawiłeś mnie w tedy samą! Miałam zaledwie 7 lat! Pomyślałeś o tym że ktoś mógł mnie w tedy zabić!? -Uniosłam głos.
-A czy ty pomyślałaś chociaż raz o tym że zostawiłem cie w tedy żeby cie chronić?! -Krzyknął.
-jak to? -zdziwiona zmarszczyłam czoło.
-Dostałem ultimatum, albo do nich dołączę albo zabiją moją małą siostrzyczkę! Nie chciałem żeby cokolwiek ci się w tedy stało, jesteś jedyną osobą na świecie którą kocham. To nie było dla mnie łatwe, miałem zaledwie 17 lat. Musiałem odejść z rodzinnego domu zostawiając w nim moją jedyną siostrę, między nami jest 10 lat różnicy Melody ale mimo to byłaś moją najlepszą przyjaciółką. Kocham cie siostrzyczko. -Zack mocno mnie przytulił a ja już wszystko sobie przypomniałam,już wiem skąd znam Theo, był najlepszym przyjacielem Zacka.

*retrospekcja, oczami Zacka*

Godzina 23:34, wszyscy już śpią, prawie że na palcach wyszedłem z mojego pokoju, skierowałem sie w stronę pokoju mojej 7 letniej siostry Melody, na moim lewym ramieniu wisiał plecak, tak słodko spała... Boże co ja najlepszego zrobiłem, gdybym  nie wplątał się w narkotyki , moja siostra byłaby bezpieczna, ale nie dziś , kazali mi ją przynieść, nie wiem po co, boje się. Jest nadzwyczaj mała i delikatna niż reszta dzieci, boje się że ją zabiją, delikatnie wziąłem ją na ręce, na co ona przez sen zareagowała jękiem niezadowolenia. Opatuliłem ją porządnie kocykiem i jak najszybciej mogłem wybiegłem z domu w kierunku opuszczonej hurtowni, Theo już tam był. Trzymał na rękach śpiącą Lily, to on mnie w to wciągnął, najchętniej bym go teraz zabił, stanąłem koło niego bez słowa. Po chwili pojawił się przed nami Robins, najsłynniejszy diler narkotykowy.
-No proszę, spisaliście się na medal, pokażcie mi te maleństwa. -Jak na zawołanie obaj obróciliśmy nasze siostry które wygodnie sobie spały na naszych rękach, Robinson spojrzał przez chwile na Lily po czym zawiesił wzrok na Melody, patrzył się na to drobne dziecko niepokojąco długo.
-Ona. Przyjdę wrócę po nią. -Oznajmił Robins, a do moich oczu napłynęły łzy.
-Musimy ją naznaczyć. -Wyjął nóż , zasłonił rękom oczy Melody na wypadek gdyby się obudziła, mężczyzna przejechał ostrzem po jej obojczyku ,wiedziałem że małej zostanie blizna, zaczęła się drzeć
wniebogłosy.
-Zostawcie je tu. -Rzucił.
-Ale one nie znają drogi do domu. -Wyjąkał Theo, z ulgą że to nie jego siostra.
-Nie obchodzi mnie to, macie 30 sekund. -Szybko zdjąłem z mojej szyi naszyjnik z krzyżykiem i medalionem w którym znajdowały się zdjęcia moje i Melody, założyłem jej na szyje, po czym pocałowałem ją w głowę ,położyłem na zimnym betonie i odszedłem, wiedziałem że zobaczę ją znów dopiero za 10 lat.

*perspektywa Shanazz*

-Podoba mi się. -Harry wybił mnie z rytmu, gdy siedziałam i rytmicznie stukałam w swoje kolano palcem wskazującym siedząc w jego czarnym Vanie.
-Słucham? -Obróciłam się do niego.
-Mówię, że podoba mi się ta sukienka. -Uśmiechnął się po czym znów wrócił wzrokiem na drogę przed nami.
-Um, dzięki. -Niepewnie odezwałam się, po czym zaczęłam mu się przyglądać. Miał idealną wyrzeźbioną figurę, jego niesforne brązowe loki opadały na czoło a zielone oczy wpatrywały się w drogę przed nami. Miał na sobie czarny top, i kremowe obcisłe rurki jego ramiona były osłonięte skórzaną kurtką która była najwyraźniej znoszona. -Harry? -Odezwałam się po czym od razu tego pożałowałam.
-Tak? -Zwrócił się do mnie, miał takie piękne zielone oczy. -Shanazz. -Zaśmiał się widząc że mu się przyglądam.
-Co? -Otrząsnęłam się, odwracając głowę.
-Po prostu powiedz że jestem kurewsko przystojny. -Zadziorny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Chciałbyś. -Wywróciłam oczami, po czym założyłam nogę na nogę. -Jesteś po prostu Dupkiem. -Chrząknęłam tak by mnie nie usłyszał, niestety zaraz pożałowałam tych słów.
-Dupkiem który dobrze pieprzy, zresztą. Sama zobaczysz. -Życie przestało dla mnie istnieć, jedyne czego chciałam to wysiąść z tego auta jak tylko się zatrzyma. Bóg wysłuchał moich modlitw, już po chwili staliśmy przy restauracji. Harry odblokował drzwi a ja w mgnieniu oka wyskoczyłam z samochodu biegnąc jak najdalej od niego.
-Shan! -Usłyszałam krzyk za mną, Wiedziałam ze to Harry więc zaczęłam biec szybciej. Niestety, moje nogi mnie zawiodły i już po chwili leżałam na ziemi. A chłopak leżał nade mną.
-Chciałaś mi uciec? -Zaśmiał się marszcząc brwi, moje oczy zawisły na jego ustach.
-Pocałuj mnie. -Powiedziałam, a po chwili czułam jak jego gorące wargi przywierają do moich.

No i mamy piątkę :3 Chciałam was poinformować że pierwsza część tego bloga ogranicza się do 59 rozdziałów :) Także czytajcie czytajcie, a potem przerwa i następna część : D Kochamy was i prosimy o komentarze, cześć x @

poniedziałek, 29 lipca 2013

Four

*perspektywa Shanazz*

-Słucham?! -Wrzasnęłam spoglądając na Zayna i Melody, -To są jakieś żarty?! -Zakłopotana podniosłam się z kanapy, podnosząc swoje włosy do góry. Melo miała spuszczoną głowę a Zayn zawiesił zdziwiony wzrok na mojej szyi jego oczy były lekko przymrużone, a usta ściśnięte w prostą linię. Szybko opuściłam włosy a chłopak się zaśmiał, dopiero wtedy blondynka podniosła wzrok na mnie i z zaciekawieniem patrzała się  nie wiedząc o co mu chodzi.
-Zabiję was. -Mruknęłam pod nosem wskazując palcem na ich dwójkę, -I nawet nie próbujcie mi w tym przeszkodzić. -Zmrużyłam oczy, spowrotem opadając na kanapę, chłopak się zaśmiał a Melody zmieszana całą sytuacją wstała by mnie przytulić. Odsunęłam się kierując do niej karcące spojrzenie, wiedziałam że zadaje jej ból. Ale jedyne o czym teraz myślałam to ogromna malinka na mojej szyi którą widział Zayn, wiedziałam że ma zamiar powiedzieć to blondynce. Skierowałam w jego stronę znaczące spojrzenie i skierowałam się do swojego tymczasowego pokoju, usiadłam na łóżku po turecku i czekałam aż sylwetka bruneta wychyli się zza drzwi. Nie musiałam czekać długo po chwili sylwetka chłopaka pojawiła się przed moimi oczyma, cicho zamknął drzwi po czym zwrócił się w moją stronę, -Chciałabym. -Przerwał mi. -Nie powiem nic Melody, ale jeżeli Harry dotknie cię wbrew twojej woli. Powiedz mi. -Włączyła się opiekuńcza strona Zayna, nie miałam pojęcia czy tak samo traktuje Melo czy może jest tylko taki w stosunku do mnie.
-Dzięki. -Niepewnie odezwałam się, przesuwając się jak najdalej od Mulata.
-Skrzywdził cię? -Chłopak zapytał.
-Jeżeli to można nazwać skrzywdzeniem. -Jęknęłam ukazując mu siniaka w zagłębieniu mojej szyi, chłopak uśmiechnął się kierując się ku drzwi. -Dobranoc. -Rzucił zostawiając mnie samą w pokoju. Bez zastanowienia wdrapałam się pod kołdrę zamykając oczy, zasnęłam.

*perspektywa Melody*

-Niall czy ty na pewno wiesz gdzie idziemy? -Spytałam
-Zaufaj mi skarbie, mój irlandzki nos mówi mi że gdzieś tu są jagody. -Odpowiedział Horan, po czym odwrócił się sprawdzając czy nadal jestem za nim.
 -A mój w 1/4 Irlandzki, 1/2 Angielski 1/4 Francuzki nos mówi mi że idziemy w złym kierunku.
-No widzisz bo to trzeba mieć 100% Irlandzki nos. -Zaśmiał się po czym wręczył mi swoją bluzę. -Masz będzie ci cieplej. - Uśmiechnęłam się do niego po czym założyłam jego bluzę nie dawno wyszliśmy z jeziora więc było mi strasznie zimno, byłam w baaaardzo skąpym stroju kąpielowym  w kolorze czarnym. Innego nie wzięłam a ten został u Zayna kiedy ostatnio razem się kąpaliśmy. Szliśmy przez cały las ,tylko po to żeby zrobić sobie piknik, Tomlinson wyszedł z wody przed nami o jakaś godzinę i przyszykował nam wszystko na jakiejś polanie, problem tylko w tym że nie wspomniał nam gdzie.
-Niaaaaalll, nogi mnie bolą, idę na bosaka a szyszki nie należą do miękkich. -Niall jęknął z wyrzutem po czym wziął mnie na barana, cieszyłam się jak małe dziecko, lubiłam być u kogoś na baranach, Zayn wolał kiedy wisiałam mu z przodu jak mała panda, mój tata żebym siedziała mu na ramionach.Ostatnią osobą która mnie nosiła na baranach był ... Harry. Na myśl o jego pocałunkach, dotyku na nowo przeszedł mnie dreszcz, potrawie wybaczyć wszystko ale jeśli ktoś mnie uderzy jest już u mnie skreślony, ale kiedy ktoś mnie pobije nienawidzę go. Łzy same napłynęły mi do oczu kiedy pomyślałam o bólu który mi zadał. Z moich rozmyśleń wyrwało bliskie spotkanie mojego tyłka z ziemią, ewidentnie dotarliśmy już na miejsce a Niall postanowił pozbyć się zbędnego balastu w mojej osobie.
-Dupek. -Powiedziałam z żalem Niall szybko ze śmiechem się do mnie odwrócił ,wyciągnął do mnie rękę i pomógł mi wstać, kiedy już otrzepałam się z piachu zauważyłam biały puchowy kocyk na którym siedział mój przyjaciel a mianowicie Louis Tomlinson, nazywany inaczej Tommo. Wokół niego znajdowało się wiele pyszności , a on sam podpierał się łokciami w pozycji leżącej, chwile potem Niall zarzucił mnie na ramie jak myślimy zdobycz i zaczął się kręcić.
-Puść mnie debilu! Puść! -Mówiłam śmiejąc się nie miłosiernie. -Proszę Niall! -
-A dasz mi buziaka? -Powiedział całkiem serio. Niall jest moim najlepszym przyjacielem nie mam nic przeciwko tuleniu go, dawaniu mu buziaków ani kąpaniu się z nim w skąpym ubraniu, znamy się dobre 2 lata, ale połowę naszej znajomości prawne zapomnieć, to w tedy zostałam pobita do nie przytomności...
 -No dobra, ale mnie postaw. Niall mnie postawił a ja ciągle się śmiejąc zarzuciłam mu ręce na szyje i dałam mu buziaka w jego śliczne usta, po czym usadowiłam się koło Tommo opierając się o jego klatkę piersiową, wzięłam w ręce miseczkę z orzechami w czekoladzie, co druga lądowała w ustach Louisa a druga w moich, Niall usiadł naprzeciwko nas opierając się o drzewo. Tomlinson spojrzał znacząco na Horana , a ten wyjął zza drzewa zgrzewkę mojego ulubionego piwa, nie pijam go za często ze względu na moją słabą głowę ale tym razem nie odmówię  Irlandczyk szukał przez chwile otwieracza, ale gdy wreszcie go znalazł otworzył 6 butelek z chmielowym napojem, wręczył po dwie każdemu z nas. Stuknęliśmy się butelkami i już po chwili wypiłam pół butelki jednym duszkiem.
 -A piwo dla nas? -Usłyszałam znajomy głos. Oboje z Louisem odwróciliśmy się do tyłu, stało za nami 8 facetów, każdy z nich bez koszulki i w czarnych spodenkach. Rozpoznałam w śród nich Robinsa, z którym spotkaliśmy się wtedy z Zaynem w galerii sztuk pięknych, mięśnie Louisa naprężyły się i chwycił moją rękę  Niall trzymał rękę na kieszeni z pistoletem.
 -Jesteście na naszym terenie i dobrze o tym wiecie! -Powiedział Robins.
 -Melody kiedy policzę do 3 zaczniesz uciekać jak najszybciej możesz, do domu. Raz. -
 -A kogo ja tu widzę dziewczyna Malika, no no powiedziałem mu że będziesz moja. - warknął Robins.
-Dwa... -Niall powoli wyciągał pistolet.
 -Zerżnę cię jak jeszcze nikt. -Robinson zbliżał się do nas i już wyciągał rękę w kierunku mojej brody.
 -Trzy! Biegnij Melody! - Jak na zawołanie wszyscy mężczyźni którzy znajdowali się w tym miejscu wyjęli broń, Louis wstał a razem z nim ja, spojrzałam na Robinsa pokazałam mu środkowy palec i ile sił w moich długich nogach biegłam przed siebie, w tle słyszałam dźwięki strzelaniny, bałam się odwrócić do tyłu , bałam się że biegną za mną. W końcu to zrobiłam, nie myliłam się biegli za mną, było ich 4, stopy zaczęły mnie palić, wiedziałam że sączy się z nich krew ponieważ w biegu nadepnęłam na butelkę z piwem Nialla, która rozbryzła  się zostawiając odłamki w mojej lewej stopie. Biegłam dalej chodź kończyły mi się siły , usłyszałam krzyk Nialla a po chwili wrzask Louisa.
 -Niall...Tommo...-Wyszeptałam cicho, po czym padłam na ziemie, z moich oczu lały się łzy. Mężczyźni byli coraz bliżej, słyszałam ich, ile sił zaczęłam się czołgać, ale nie doczołgałam się nawet 10 metrów kiedy czyjeś nogi rozstawiły się po moich obu stronach bioder, ktoś pociągnął mnie za włosy do góry, z moich ust wydobył się jęk bólu.
-Nadal masz zamiar mi uciekać mała szmato? A gdy skręcę ci twoją piękną kosteczkę nadal będziesz taka szybka-
-Nie! Nie proszę. -szlochałam.
-Zamknij się -Zostałam obrócona na plecy, tak że patrzyłam w szare bez życia oczy mężczyzny który wcześniej ciągnął mnie za włosy miał nieśmiertelnik z napisem Theo ,najwyraźniej było to jego imię,
-Proszę. -Moje słowo miała na celu skruszyć jego serce lecz w zamian za to dostałam pięściom w twarz  z mojego nosa krew lała się małymi strużkami, zawsze byłam bardzo wrażliwa, moja babcia powtarzała odkąd byłam mała, że ja nie mogę rodzić dzieci ponieważ skończyło by się to dla mnie zgonem. Bezradnie przyglądałam się jak dwaj mężczyźni trzymają moje ręce, kolejny lewą nogę a Theo trzyma w dłoniach moją stopę  policzył do trzech i wykręcił ją w nie naturalny sposób, zaczęłam nie miłosiernie krzyczeć a przed moimi oczami robiło się ciemno.
-Zayn! Zayn ratuj! -Drugi raz dostałam w twarz
-Zayn. -Stało się, ból był zbyt silny, straciłam przytomność, a moim ostatnim słowem które wypowiedziałam było Zayn.

*Perspektywa Shanazz*

-Co?! -Wrzask Zayna rozniósł się po całym salonie, zasłoniłam ręką usta by nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
-Nie mogliśmy nic zrobić, stary. Ich było po prostu za dużo. -Louis rzucił trzymając się za zranioną rękę, Niall już dawno spał jak tylko wpadł do domu po prostu wszedł do pokoju i się w nim zamknął.
-Nie wierzę, czy ty człowieku wiesz co oni jej kurwa mogą zrobić?! -Frustracja Zayna sięgnęła zenitu, Louis widząc to ulotnił się z pomieszczenia w szybkim tempie. Podeszłam do niego i stanęłam tak by zobaczył moją twarz, chłopak spojrzał na mnie po czym wtulił się w zagłębienie mojej szyi.
-Nie zdołałem jej ochronić. -Wyjąkał.
-Nigdy nie zmienimy tego co było, i przeminęło Zayn. -Pogłaskałam go po głowie po czym odsunęłam się od niego. -Ale zawsze mamy wpływ na jutrzejszy dzień. - Uśmiechnęłam się delikatnie, widząc jak Liam wchodzi do domu.
-Zayn? -Chłopak widząc nasze zakłopotanie odezwał się. -Dostałem telefon od Robinsona, nie wygląda to dobrze. -Brunet od razu obrócił się do chłopaka.
-Co mówili. -Spytał.
-Mamy ich znaleźć, a potem dobijemy targu. Oni chcą kasy stary. -Liam odpowiedział podając mu walizkę, chłopaki już po 30 minutach byli gotowi.
-Zaraz! A ja? -Zapytałam oburzona.
-Ty? -Liam się zaśmiał, a ja skrzyżowałam ręce na piersi. -Ok. Harry! -Te słowa wybiły mnie z rytmu. Liam zabiję cię, już po 5 minutach chłopak z burzą loków na głowie zszedł z góry na dół.
-Shanazz się nudzi, zabierz ją gdzieś. -Powiedział po czym zostawił mnie samą z tym, tym.
-Idź na górę i włóż coś seksownego. -Rozkazał.
-Nie. -Stanęłam przy sofie patrząc się jak zamyka drzwi suwakiem.
-Co? -Zdziwiony zbliżył się do mnie, łapiąc mój nadgarstek.
-Powiedziałam że nigdzie z tobą nie jadę. -Nie minęło 5 sekund od wypowiedzianego słowa, a ten sam ból przeszedł moje ciało. Zostałam przyciśnięta do ściany a ucisk na moim nadgarstku zwiększył się, chłopak odgarnął moje włosy po czym złożył kilka mokrych pocałunków na mojej szyi jego usta powędrowały do siniaka z wczoraj. Zaczął odnawiać malinkę którą zrobił mi podświadomie.
-Proszę. -Wyjąkałam próbując się wydostać z jego uścisku. -Proszę, Harry. -Pojedyncza łza spłynęła po mojej twarzy. -Pojadę z tobą. -Przestał.
-Słucham? -Jego usta wciąż były przywarte do siniaka.
-Powiedziałam że z tobą pojadę. -Wypuściłam powietrze które w sobie trzymałam gdy chłopak lekko odsunął się od mojego ciała.
-Masz 5 minut. -Poinformował mnie, szybko wbiegłam na górę zamykając za sobą drzwi szukałam jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Niestety.

Yeah! 4 Rozdział :) Pamiętajcie że możecie znaleźć Shanazz i Melody na Facebooku oraz Twitterze, a jeżeli chcecie założymy im także Ask.Fm :) Prosimy o szczere komentarze, i pozdrawiamy dziewczynę która nie czytając naszego bloga stwierdziła że wszystko co piszemy jest skopiowane z Dangera. Kochamy was i prosimy o komentarze. Cześć x

środa, 24 lipca 2013

Three

-Dzieńdobrek skarbie, pora wstawać.
Czułe szeptanie do mojego ucha budzi lepiej i skuteczniej niż mój budzik do którego żywię szczerą nienawiść, mimo że moje oczy były nadal zamknięte Zayn delikatnie wsadził w moją dłoń kubek z gorącom kawą.
-Nie pijam kawy. -Oznajmiłam mu, po czym otworzyłam delikatnie oczy, siedział koło mnie w samych bokserkach i uśmiechał się do mnie szeroko. -Fajnie wyglądasz .
Pierwszy raz spałam  w tym domu , było tu rankiem dość zimno, rozejrzałam się po pokoju Zayna, nigdy nie bywałam  tu dłużej jak na kilka godzin kiedy mój chłopak musiał coś zabrać , było tu dość schludnie. Nie zaskoczyło mnie nawet kiedy na szafce nocnej zauważyłam nasze zdjęcie, wyglądaliśmy tak słodko, jesteśmy już ze sobą  od ponad roku,mimo to że ja mam 17 lat a mój chłopak 22, wiek to tylko liczba.
-Ty też.
Dopiero teraz na siebie spojrzałam, miałam na sobie samą bielizne, na dodatek czarną i koszule Zayna, mimo że nie raz widzieliśmy sie z ukochanym nago, nie nawidziłam kiedy widział mój brzuch., miałam na jego punkcie nie samowite kompleksy. Zarumieniłam sie na co Zayn odpowiedział zoczystym pocałunkiem na moich ustach.

*godzina później*
-Zayn ale to chyba nie tędy jedzie sie do mojego domu, no chyba że sama nie pamiętam jak sie jedzie do.
Powiedziałam po czym dalej opychałam się gorącym tostem z masą Nutelli, musiałam się nieźle na siłować żeby przemycić moje śniadanie do samochodu Zayna. Bettie, bo tak się nazywa jego ukochany samochodzik, jest jego najdroższym skarbem zaraz po mnie, ale sądzę że gdyby tylko Nutella ubrudziła tapicerkę, długo by się do mnie  nie odzywał a potem wypominał to przez długie miesiące. Tak też stało się kiedy wylałam cole na Bettie, już myślałam że ze mną zerwie.
-No tak, ale chce cie gdzieś jeszcze zabrać.
Na samo to zdanie zaczęłam się krztusić ,a może to też dlatego że wepchnęłam całego tosta do buzi, Zayn podał mi chusteczkę żebym spokojnie mogła wypluć zawartość mojej buzi, po czym on wyrzucił to za okno. Malik bardzo rzadko mnie gdzieś  zabierał, a jeśli już to robił , to zazwyczaj był to spacer po parku, wyjście do Starbucks, lub do lodziarni.
-Wow! Kim jesteś i co zrobiłeś z moim chłopakiem!?
-Jestem zakochanym w tobie kosmitom, dostrzegłem twoją urode z Marsa i postanowiłem sie porwać.-Pocałował mnie w szyje zostawiając gęsiom skórke i mokry ślad.-I zabieram cie do galeri sztuk pięknych.
-Niech zgadne wystawiono tam kolejny obraz twojej mamy?
-Nie...  Poprostu chce cie tam zabrać.
-No to ci powiem że sobie niezły dzień wybrałeś.
-No co? Nie cieszysz sie?
-Nie no ciesze... Ale jestem tylko w twojej koszuli.
-Jest wystarczająco długa nie przejmuj sie.
Resztę drugi przesiedziałam po turecku na przednim siedzeniu Bettie i wpatrywałam się w okno, mówiąc że jestem tylko w jego koszuli miałam to na myśli prawie w 100 %, miałam na sobie także oczywiście bieliznę , ale nie posiadałam butów, nie wiem jakim cudem ja wogóle znalazłam się wczoraj w jego mieszkaniu bez butów. Wreszcie dojechaliśmy na miejsce. Musiałam poczekać aż Zayn otworzy mi drzwi, może i mogłam sobie je otworzyć sama ale Zayn lubił czuć się bohatersko, kiedy wreszcie to zrobił wyczłapałam się z jego samochodu. Zabrałam z głowy Malika jego czapke z daszkiem i wygodnie ułożyłam na swojej głowie, ten chwycił mnie rękom w tali i weszliśmy do budynku w którym znajdowała się galeria sztuki, muszę przyznać że nie które obrazy naprawdę były ciekawe i zmuszałam Zayna do zostania przy nich chodź chwile dłużej a nie które były tak wyjątkowo nudne że ledwo na nie spojrzałam i od razu szłam dalej.
-Wiesz co ja skocze do automatu po coś do picia, pewnie po tym doście chce ci sie pić.
-Ty to jesteś kochany.-Pocałowałam go .-Tylko wracaj szybko.
-A ty sie nie oddalaj,m stój przy tym obrazie.
-Jasne jasne...
Zayn na szczęście tego nie usłyszał, nie było go już koło mnie, stałam wpatrując się w przepiękny obraz, przedstawiał wysoką blondynkę ze średniej długości włosami, była obrana w suknie ślubną zabrudzoną krwią, siedziała na ziemi, a na jej kolanach trzymała głowę dość potężnego czarno włosego mężczyzny,miał na sobie ślubny garnitur a na nim kilka raz postrzałowych. Kiedy dokładnie się przyjzałam w lewym dolnym rogu dostrzegłam Patricia Malik.  Cholera! Ten obraz namalowała mama Zayna, wiedziałam, dopiero teraz kiedy dobrze się przyjrzałam dojrzałam kolczyki w ucho mężczyzny takie jak zawsze nosił mój chłopak,a na obojczyku dziewczyny spostrzegłam blizn, automatycznie spojrzałam na swój obojczyk. To moja blizna, mama Zayna namalowała jego i mnie! Poczułam na moich biodrach duże dłonie, ale nie wyczułam zapachu mięty zmieszanej z zapachem tytoniu, bo właśnie ten zapach jest charakterystyczny dla miłości mojego życia.
-Masz dla mnie to picie?-Rozpoczęłam.
-Nie, ale jeśli tak bardzo chce ci się pić mogę ci je kupić.
Do mojego ucha szeptał zupełnie obcy głos, chodź chyba wcześniej go słyszałam, ale nie mam pewności. Na moich udach były obce dłonie, które kierowały się powoli pod koszule w której byłam. Wydałam z siebie jęk przerażenia kiedy mężczyzna z jeszcze większą siłą niż to robi Zayn przygwoździł mnie do swojego ciała, stałam sztywno jak słup, nie wiedziałam co się dzieje kim był ten człowiek.Jego ręce powoli kierowały się w stronę mojego biustu a łzy z coraz większą siłą napływały do moich oczu.
-Zostaw moją dziewczynę Robins!
Już po chwili zostałam wręcz wyszarpnięta z rąk oprawcy i zasłonięta ciałem Zayna, był jak moja osobista tarcza lub ochroniarz. W tym momencie już nie był tym słodkim Zaynem z którym się wygłupiałam, teraz był Zaynem który gotowy jest zabić w obronie swojej kobiety,wszystkie jego mięśnie były naprężone, jędnom rękę trzymał na moim boku za sobą drugą na kieszeni z pistoletem.
-Spokojnie Malik, moi ludzie są tu wszędzie, a ty? Jesteś tu sam ze swoją śliczną dziewczyną, szkoda żeby taka piękna dziewczyna musiała zginąć, więc lepiej się pohamuj...
-Czego chcesz?!
-Kasy Malik, kasy. Pamiętaj jedna zasada pożyczania pieniędzy:Zawsze oddawaj je na czas, a ty miałeś to zrobić dwa dni temu, wiec pamiętaj albo kasa albo ta ślicznotka stanie się moją własność.
Puścił do mnie oczko i wyszedł. Po prostu wyszedł, a ja stałam za Zaynem ze łzami w oczach, kiedy tylko odszedł wystarczająco daleko od galerii , nie patrząc na mojego chłopaka, wybuchnęłam płaczem i wybiegłam z budynku , kierowałam się w stronę samochodu, ale jak na zawołanie lunął deszcz, już po kilku sekundach byłam cała mokra, Zayn przyszedł po chwili, otworzył samochód i ruszyliśmy w stronę mojego domu, wiedział że lepiej się teraz nie odzywać.
-Pakujesz się i o 19 widzę ciebie i Shanazz u nas pod domem z ciuchami, spakuj dużo rzeczy nie wiem na ile dni do nas przyjedziecie, musisz być bezpieczna, za wszelką cenę zrozumiałaś?
Zayn spojrzał na mnie na co ja grzecznie pokiwałam w zgodzie, kiedy zatrzymaliśmy się pod moją willą, pocałowałam Zayna i wyszłam z samochodu trzaskając drzwiami chciałam jak najszybciej być w domu. Lecz kiedy odwróciłam się do tyłu coś zwróciło moją uwagę, po drugiej stronie stał mężczyzna którego chyba znałam.
-Zack...? Zack!-Mężczyzna odwrócił się, wiedziałam że to mój starszy brat którego nie widziałam 10 lat. Lecz on zamiast do mnie podbiec wyciągnął pistolet i zaczął we mnie mierzyć.
-Zaaack!
Mój krzyk rozniósł się po całej okolicy, podejrzewam że obudziłam wszystkich mieszkańców, zacisnęłam oczy, lecz kiedy je otworzyłam Zacka nie było, był tylko moim wyobrażeniem. Tylko wyobrażeniem....

*Perspektywa Shanazz*
-Jak to wyjeżdżamy? -Zdziwiona związałam włosy w kucyka i usiadłam obok blondynki, która pakowała swoje rzeczy do walizki coś było nie tak jej ręce drżały a ona była przerażona.
-P, prostu musimy. -Wyjąkała wyrzucając moje rzeczy z szafy pakując je do torby, zdziwiona zaistniałą sytuacją złapałam ją za nadgarstki, płakała. -Melody, co się stało? - Dziewczyna spoglądnęła na mnie swoimi niebieskimi oczami.
-Przepraszam za wszystko. -Wyjąkała zamykając torbę i podając mi ją, spojrzała na zegarek po czym założyła swoje Conversy. Wzięłam głęboki oddech i zeszłam z nią na dół, zaszła do rodziców powiedzieć że jedziemy na obóz na czas nieokreślony wyszłyśmy z domu za trzydzieści piętnasta. Melo wyprowadziła nas za miasto, nie wiem czy ona zwariowała czy być może się czegoś naćpała. Ale coś nie wydaje mi się żeby to był tylko Obóz, ręce się jej trzęsły przez całą drogę do nieznanego miejsca. Aż w końcu doszłyśmy do dużego domu postawionego na poboczu miasta, wokół niego rosły drzewa a sam widok przyprawiał mnie o dreszcze. Dziewczyna śmiało wzięła mnie za rękę prowadząc do domu, nawet nie zawahała się przed wejściem. Po prostu weszła do środka wciąż trzymając mnie za rękę, odłożyła torbę rozglądając się. Pomieszczenie nie było skromne, bogato zdobiony salon, z beżowymi ścianami i brązowymi panelami Melody kazała zdjąć mi buty, więc posłusznie zsunęłam swoje trampki stając boso na zimnej podłodze. Odwróciłam się kiedy zobaczyłam bruneta który stoi naprzeciwko mnie, uśmiechnął się podając mi rękę -Jestem Zayn, a ty ślicznotko? -Zapytał.
-Shanazz. -Sucho odparłam ściskając jego dłoń, ten chłopak był przy mnie ogromny miał postawione na lakier włosy a zapach papierosów i mięty można było wyczuć od razu.
-To mój chłopak. -Melo rzuciła gdy brunet się ode mnie oddalił.
-Słucham? -Wypuściłam powietrze które w sobie trzymałam a chłopak złapał moją przyjaciółkę za rękę. -Słabo mi. -Odparłam zamykając oczy, ciarki przeszły przez moje ciało a świat zawirował.
-Chodź zaprowadzę cię do pokoju gościnnego, odświeżysz się a potem ci wszystko wytłumaczymy. -Chłopak złapał moją torbę a ja pokiwałam głową, weszłam po schodach na górę i otworzyłam brązowe drzwi które były wejściem do pokoju dla gości.
-Czekamy na ciebie na dole. -Uśmiechnął się, pokiwałam głową chwytając bluzkę na ramiączkach i czarne legginsy po czym weszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic narzucając na siebie wybrane rzeczy, związałam włosy w kucyk i wyszłam z pokoju kierując się ku zejściu do salonu. Poczułam mocne szarpnięcie, uderzyłam plecami w ścianę po czym ktoś zasłonił mi dłonią usta otworzyłam oczy i zauważyłam te zielone oczy.
-Nie krzycz. -Wydyszał, zsuwając moja ramiączko przybliżył swoje usta do mojej szyi po czym zaczął ssać wybrane przez siebie miejsce, zaczęłam się szarpać próbowałam się wyrwać z jego uścisku niestety. Moja mała i słaba postura na to nie pozwalała. Był zbyt silny, miejsce które brunet ssał zaczęło mnie boleć, lekko przygryzł je na koniec przysuwając czoło do mojego. Jego zielone oczy spojrzały na mnie, a ja wystraszona złapałam się za bolące miejsce.
-Jesteś moja ... -Wyszeptał zsuwając gumkę z moich włosów, -Lepiej żeby tego dzisiaj nie widzieli. -Uśmiechnął się zadziornie odsuwając się ode mnie i schodząc na dół, szybko się poprawiłam a w mojej głowie rozbrzmiały jego słowa, jesteś moja.

*4 godziny później, Harry, wpis z pamiętnika*

   Teraz jest moja. Tylko moja. I jeżeli ktoś ją dotknie lub skrzywdzi nie będzie żywy, nie ważne czy będzie to Malik czy ta suka, Melody. Shanazz jest moja. Teraz jest już naznaczona.

I mamy 3 rozdział :) Podoba się wam? Przepraszamy że taki krótki wpis z pamiętnika Harrego, ale chyba nie musimy się rozpisywać haha! A więc założyłyśmy dziewczyną Twittera, Ask'a, oraz Facebooka. Także możecie je śledzić na tych portalach bez problemu :)

Kontakt z Shanazz:
Twitter: @Shana_Davies

Kontakt z Melody:
Twitter: @MelodyMcCurtnay

sobota, 20 lipca 2013

Two

 *perspektywa Melody*
-Ty jesteś totalnym idiotą czy tylko udajesz?!-Naskoczyłam na Zayna gdy tylko znalazłam sie razem z nim poza sklepem, chłopak już otwierał usta żeby sie usprawiedliwić jednak ja nie dałam mu na to szansy.-Wiesz co odpowiem za ciebie. Ty jesteś idiotą! Prosiłam cie żebyśmy jej w to nie wciągali! Sama wiem jaki to ból! Myślałam że moge ci zaufać ale nie! Idziemy po lody-Niall, idziemy po ciuchy... A z resztą! Czy ty naprawde jesteś aż tak głupi! Otóż tak jesteś! Mam cie dosyć!
Z łzami w oczach jeszcze przez chwile sie na niego patrzyłam, wyglądał jakby moje słowa wogóle go nie dotyczyły, Zayn może i jest nadopiekuńczy ale czasem mnie strasznie irytuje tym że olewa moje zdanie, to jest poprostu wkurwiające. Odwróciłam sie na pięcie i weszłam do sklepu, wzrokiem szukałam Shanazz, gdy wreszcie ją znalazłam chciałam do niej iść, ale niestety, moje ciało zostało z nie wiarygodną siłą przyciągnięte do innego ciała, tak mocno że podczas zetknięcia poczułam ból w plecach. Duże silne ręce zostały zkrzyżowane na mojej klatce piersiowej by wreszcie dłonie mogły mocno trzymać moje ramiona,od razu poczułam ten odrażający zapach papierosów, z całej siły próbowałam mu sie wyrwać, ale moja w porównaniu z  jego była jak siła mrówki i słonia, nawet nie drgnełam mimo że kopałam i waliłam.
-Robie to żeby cie chronić...-Szeptanie Zayna do mojego ucha wywołało u mnie natychmiastową gęsiom skórke.- Zrozum to wreszcie kobieto, gdyby coś ci sie stało zabiłbym sie, nie pozwole żeby ktoś ci coś zrobił... Jesteś moją perełkom...
Wiedziałam że słowa Zayna są szczere, nigdy mnie nie okłamał  i to dosłownie NIGDY. Jestem z tym wariatem już ponad półtora roku i nigdy nie zostałam przez niego okłamana, nawet jeśli to miałoby mnie zranić. Chciałam sie do niego odwrócić przodem, mój chłopak chyba to wyczuł ponieważ poluźnił uścisk i mocno mnie obkręcił i z całej siły przytulił mnie do siebie co na chwile zabrało mi zdolnośc oddychania, ten chłopak nie kontroluje swojej siły. Jego duże silne ręce teraz delikatnie masowały mnie po plecach, nie byłam na tyle wysoka aby połążyć mu głowe na ramieniu ponieważ przy Zaynie wyglądam dosłownie śmiesznie nisko.
-Skarbie kocham cie...-Powiedział po czym pocałował mnie w czubek głowy.
-Ja ciebie też kocham Zayni.
Delikatnie i powoli mnie od siebie odsunął, ale tylko na kilka centymetrów, tak żeby mógł spojrzeć mi w oczy jedną rękę trzymał na moim biodrze , natomiast drugą rękom podniósł mój podbródek by po chwili złożyć na moich ustach soczysty pocałunek. Już otworzyłam usta by mu coś powiedzieć, ale zauważyłam jak Harry idzie do Shany, nie no jeszcze tego pojeba brakowało! Nie ma na tym świecie osoby której bym bardziej nienawidziła, oczywiście z racji tego że jest przyjacielem Zayn muszę udawać że go lubię. Już ruszałam w jego stronę żeby powstrzymać go przed spotkaniem z moją ukochaną przyjaciółką, gdy nagle poczułam duże silne dłonie na moich biodrach, nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się nadzy w przymierzalni, poznając się ,,dogłębniej". Sex,czyli jedna z rzeczy które Zayn kocha najbardziej, kiedyś kochaliśmy się tak często , że nawet myślałam że jest ze mną tylko dlatego,ale potem zaczęły się te jego napady zazdrości o byle co i nad opiekuńczość. Pogrążeni w rozkoszy straciliśmy totalnie rachubę czasu, kiedy wyszliśmy z przebieralni zostawiając po sobie małą prezerwatywę w rogu, okazało się że spędziliśmy tam dobrą godzinę. Modliłam się tylko w duchu, żeby Shanazz nie gadała z Harrym, żeby jej nic o mnie nie powiedział, żeby nie zauważyła mnie z Zaynem i żeby mnie o nic nie wypytywała, ale niestety nie wszystkie marzenia się spełniają. Zayn przyciągnął mnie do siebie za pośladki, zostawił na mojej szyi czerwoną malutką malinkę za uchem , pocałował mnie odszedł trzymając rękę na kieszeni w której trzymał pistolet. Skąd wiem w której? Gdy ubieraliśmy się pośpiesznie w przymierzalni wypadła mu spluwa, szybko schował ją do prawej kieszeni udając że to nie miało miejsca. Narobił mi kolejne dwa zmartwienia, wiedziałam że szli na kolejną strzelaninę, bałam się czy wyjdą z tego żywi, ale jeszcze bardziej się bałam że Shana zauważy malinkę za moim uchem... Po moim ciele jeszcze rozchodziły się drgawki po wcześniejszej fali rozkoszy, ale zignorowałam to, zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu przyjaciółki. Znalazłam ją na jednej z ławek, siedziała ze spuszczoną głową, gdy do niej podeszłam  nawet na mnie nie spojrzała, dopiero gdy lekko dotknęłam ją w ramie spojrzała na mnie, czy ona ma łzy w oczach?! Boże ona się całą trzęsie, co ten sukinsyn jej zrobił!?

*perspektywa Harrego*
-Dziewczyna jest moja. -Burknąłem klepiąc Nialla po plecach.
-Stary, właśnie otarłeś się o śmierć. -Louis przekręcił głowę w prawo, a potem w lewo.
-Pojebało cię stary?! -Zayn wparował do naszego skromnego domku w lesie.
-Nie wiem o czym mówisz. -Zadrwiłem.
-Mówię że będę miał opierdol stary, a wiesz jakie sceny urządza mi Melo gdy jest wkurwiona. -Zayn chrząknął opadając na kanapę.
-Przestańcie pierdolić. Trzeba ogarnąć sprawę z The Cumblers znowu wkroczyli na nasz teren, i z tego co wiem to znowu się podpierdalają do Zayna. -Liam krążył po pokoju a ja starałem się pozbierać myśli, Cumblersi to gang który nie ma prawa tak po protu wpieprzyć się na nasz teren mieliśmy z nimi porachunki więc wątpię żeby znów chcieli zaczynać niepotrzebną wojnę.
-Kurwa. -Zayn klną a my zwróciliśmy się w jego stronę.
-Co jest najmłodszy? -Louis zatrzepotał rzęsami jak mała dziewczynka.
-Melody dzwoni. -Pokręcił głową odbierając telefon.

*Perspektywa Zayna*
-Tak najdroższa? -Niepewnie się odezwałem.
-Czyś ty kurwa oszalał! Zajebię cię Zayn, normalnie kurwa nie żyjesz jestem tak wkurwiona że jak wpadnę zaraz do was to zobaczysz że jednak kod do broni mojego ojca nic nie daje. Jestem kurwa pewna, że wypierdolę cię w kosmos! -Wykrzyczała rozłączając się, kolory odpłynęły mi z twarzy a chłopcy gwałtowanie się zerwali chowając jakiekolwiek bronie palne do pudełek, Niall wpisał kod i biblioteczka się przesunęła. Harry i Liam pochowali wszystko i zasunęli ją powrotem, ja siedziałem i zastanawiałem się o co mogło jej chodzić. Zadawałem sobie mnóstwo pytań, aż w końcu usłyszałem trzask drzwi. Podnosząc się i obracając zobaczyłem Melody która z pistoletem w kieszeni szła w moją stronę, broń w posiadaniu tej kobiety to samo zło natychmiast ją zatrzymałem łapiąc ją za ręce.
-Puść mnie. -odezwała się próbując wyrwać nadgarstki z moich rąk. -Zayn, puść mnie! -Szarpała się mocniej ale niestety mój ucisk był zbyt mocny.
-Powiedz o co chodzi. -Odezwałem się, dziewczyna widocznie obrażona tym pytaniem w końcu wyrwała się z mojego uścisku.
-Czyli słynny Zayn Malik nie wie o co chodzi? No tak, bo bez powodu uprawiałeś ze mną seks w przebieralni? Niech zgadnę! A może święty Harry Styles cię o to poprosił?! Na prawdę kochałeś się ze mną ze względu na niego?! -Dziewczyna stała przede mną a z jej oczu zaczęły wypływać łzy, jestem chujem teraz to wiem. Tylko ja potrafię doprowadzić swoją dziewczynę do łez, i to z tak błahego powodu. -Czy ty na prawdę myślisz że jestem tak głupia? Prosiłam cię. Prosiłam cię kurwa żebyś nie wciągał w to Shanaz! Wiesz w jakim ona jest teraz stanie?! Przestała mówić. Zresztą co cię to obchodzi, prawda? -Zadrwiła ze mnie.
-Nie przeciągaj struny. -Burknąłem widząc co robi ze swoją ręką, ta dziewczyna nie tylko była szalona ale także totalnie wstawiona alkohol było czuć na kilometr.
-Przestań pierdolić Malik, teraz to już nie ma znaczenia. Gdzie jest ten chuj? -Dziewczyna wbiegła po schodach na górę, a ja zaraz za nią trzeba tej kobiecie zabrać broń! Melo wbiegła do pokoju Harrego obijając się o ściany.
-Ty pierdolony dupku. -Wyburczała kierując broń w jego stronę, chłopak widząc dziewczynę od razu wstał podnosząc ręce do góry.
-Melody, chyba nie chcesz tego żałować. -Przekręcił głowę w lewą stronę a ja próbowałem bezszelestnie podejść do dziewczyny.
-Jedyne czego mogę żałować to fakt że zaprosiłam Shanazz do siebie do Londynu, a twój pogrzeb będę oglądać z uśmiechem na twarzy. -Blondynka odblokowała broń, Harry popatrzał się na mnie zdecydowanym wzrokiem. Gdy byłem już zdecydowanie blisko podbiegłem wyrywając jej broń z ręki.
-No stary masz refleks, -Hazz wskazał na mnie siadając na kanapę, blondynka w tym czasie zaczęła się śmiać zdezorientowani tym wszystkim spojrzeliśmy na siebie. Po czym na nią.
-Idioci, myśleliście że tak po prostu przyjdę tu do was z pistoletem? -Zaśmiała się rozpinając rozporek od swoich spodni.
-Na seks ci się zebrało? -Harry się zaśmiał, ale po chwili uśmiech znikł mu z twarzy. Melody wyciągnęła ze swoich spodni malutki pistolet.
-Melo kochanie odłóż to. -Przybliżyłem się do niej.
-Pojebało? Będę się głośno śmiać na waszym pogrzebie. -Blondynka nacisnęła spust a ja zaśmiałem się widząc jak Liam podchodzi i odbiera jej pistolet, a Niall mocno uciska ją w granicach Talii.

*2 godziny później*
-Ja ... przepraszam. - Melody kolejny raz wybuchła płaczem siedząc na moich kolanach, dość długi czas zajęło mi zgarnięcie jej w całość. A gdy mi się udało wreszcie wytrzeźwiała i wybuchła płaczem.
-Ciiii, wszystko okej. -Głaskałem ją po głowie przytulając do swojego torsu.
-Byłam piana, nie wiedziałam co robię. -Otarła łzy odsuwając się ode mnie.
-Dalej jesteś, teraz tylko trochę wytrzeźwiałaś. -Zaśmiałem się całując ją w czoło, blondynka oburzona tymi słowami skrzyżowała ręce na piersi. -Ja po prostu byłam w stanie ... -Zastanawiała się chwilę po czym naburmuszona zrezygnowała.
-Kocham cię we wszystkich stanach. -Pocałowałem czubek jej nosa i odłożyłem ją powrotem na łóżko, dziewczyna wlazła pod pierzynę przesuwając się by zrobić mi miejsce. Położyłem się obok niej obejmując mój najdroższy skarb, -Kocham cię. -Wyszeptałem jej do ucha magiczne dwa słowa.
-Ja ciebie te skarbie, ale musisz mnie przed 6 odwieść do domu. Akurat wtedy wszyscy śpią. -Splotła nasze palce uśmiechając się.
-Kolejny dzień, kolejne zasuwaj stary! -Wziąłem głęboki oddech a melody zaśmiała się zamykając oczy, właśnie tego było mi trzeba. Spokojny sen z moją ukochaną.

MAMY ROZDZIAŁ! Przepraszamy że tak długo, no ale wiecie ... my mamy takie CRAZY LIFE. haha! Prosimy was o komentarze, no i oczywiście w trzecim rozdziale zobaczycie wpis Harrego z jego Pamiętnika! Tak moi drodzy :) BĘDZIE SIĘ DZIAŁO : DD ~ Gela&Shawty


piątek, 12 lipca 2013

One

*Perspektywa Melody*
Obudził mnie głośny hałas rozchodzący się po moim pokoju, przez szklane wyjście na balkon widziałam jasne światło latarki. No tak. Mój ukochany nie mógł sobie wybrać lepszej godziny niż, tak właściwie która jest godzina? Wzięłam do ręki mojego Iphona, 4:13, no tak on chyba nigdy nie śpi. Leniwie wyczłapałam się z łóżka kiedy po raz kolejny usłyszałam rzut kamieniem o moje okno, spojrzałam na siebie, byłam w sporo za dużej koszulce z Chalsea Londyn i majtkach, jakoś nie ciągnęło mnie do spania w staniku. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi na balkon.
-Cześć Melody.-Usłyszałam cichy szept, na dworze było tak ciemno że mimo jasnego światła latarki nie zdołałam dojrzeć ukochanego.
-Cześć Zayn.-Odpowiedziałam także szeptem, nie chciałam aby ktoś z domowników usłyszał że z kimś rozmawiam, nikt nie wiedział o mnie i o Zaynie, z wyjątkiem naszych przyjaciół i moich babć.
Tylko moim babcią mogłam zaufać,  matka mojej mamy jest wariatką i siedzi w zakładzie psychiatrycznym, co do niej mam pewność że nikomu nie powie, natomiast rodzicielka mojego ojca to spokojna staruszka której już dawno wybiła 90, dawała mi więcej miłości niż moja ,,matka".
-Co ty tu robisz o 4 rano wariacie?
-Spotkamy się jutro?-Kochałam w Zaynie to że zawsze czuł się pewnie, był wesołym, troskliwym chłopakiem, ale gdyby doszło by co do czego zabiłby, zresztą to byłby jego nie pierwszy raz.
-Nie słonko,jest u mnie Shana, nie może o nas wiedzieć, proszę Zayn nie wciągajmy jej w to, błagam.
-Niech ci będzie skarbie, ale mam cie na oku.-Wiedziałam że kiedy on mówi ,,Będę miał cie na oku"nie jest to zwykłe pisanie sms-ów czy też dzwonienie co godzinę, u niego to oznaczało jeżdżenie za mną puki sam nie uzna że dość na dziś.
-Dobranoc mój Romeo.
-Dobranoc moja Julio...
Przygryzłam dolną wargę i weszłam spowrotem, byłam cała rozpromieniona, nie musiałam go widzieć żeby czuć między nami tą więź, wiedziałam że teraz o mnie myśli. Sama nie wiem czy nasza miłość, to zauroczenie, zakochanie czy prawdziwy związek. Wiem jedno kocham tego szaleńca ponad własne życie.
___________________________________________________________________
-Panienko...Panienko Melody...
Obudził mnie przyjazny głos, wiedziałam że to na pewno nie moja mama, ona nigdy nie mówiła do mnie Melody, raczej mówiła na mnie ,,Moja młodsza kopio" lub ,,córko" , nigdy nie czułam jakiejś szczególnej więzi między nią a mną, szczerze? Wolałabym się urodzić w domu Shanazz niż w moim, jej rodzice okazywali jej mnóstwo uczucia ,a moi? Dawali mi kasę ,sprawdzali jak się uczę, kontrolowali, dawali mi nakazy i zakazy. Gdy otworzyłam oczy w moim pokoju panowała już jasność, tak jak podejrzewałam koło mojego łóżka stała pokojówka, jednak gdy tylko zauważyła że mam otwarte oczy natychmiast wyszła ze spuszczoną głową. Ranek. Moja znienawidzona część dnia, wiedziałam że za niecałą godzinę będę musiała usiąść przy stole obok mojej matki, kobiety która w świecie mody liczyła się bardziej niż projektanci, mianowicie była recenzentkom mody. Na samym szczycie stołu będzie siedział mój ojciec,jeden z największych inwestorów w Anglii, a na przeciwko mnie usiądzie najgorszy smarkacz świata, mój ,,idealny" braciszek William. Pocieszało mnie tylko to że tym razem dołączy do nas moja ukochana przyjaciółka Shanazz. Gdy wreszcie do końca się rozbudziłam wzięłam prysznic i stanęłam przed moją ogromną szafą. Wiedziałam że jeśli ubiorę się w coś nie właściwego zostanę skarcona przez matkę, ostatecznie założyłam  pudrową zwiewną sukienkę do kolan i białe pończochy. Mama uwielbia kiedy nosze pończochy, ale Zayn twierdzi że za bardzo zwracam na siebie uwagę chłopców , więc rzadko je nosze.
-Moja młodsza kopio czekamy tylko na ciebie!
Cholera, a chciałam jeszcze dać Shanazz jakieś ubrania zanim spotka się  z moją mamą, wzięłam kilka głębokich oddechów i z uśmiechem zeszła do głównej jadalni. Cała ta idealna rodzinka siedziała już na swoich miejscach, Shana  miała spuszczoną głowę w dół , już wiedziałam że moja matka skomentowała surowo jej strój, nie widziałam dokładnie w co jest ubrana, przez ten ogromny 20 osobowy stół, mimo że tyle osób zasiadało tu tylko w Boże Narodzenie. Zajęłam miejsce naprzeciw ślicznego małego blond chłopca, który na pozór wyglądał jak aniołek ale w rzeczywistości to wcielony diabeł,obok mnie siedziała Shana.
-Nie przejmuj się tą starą zołzą, po śniadaniu zabieram cie na mega zakupy, nie martw się ja za wszystko płace.-Szepnęłam cicho do przyjaciółki tak żeby nikt po za nami nie mógł tego usłyszeć.
Na śniadanie zjadłam zaledwie pół jogurtu light, od około miesiąca byłam na ścisłej diecie, gdy styknełam się ze środowiskiem mojego chłopaka, zauważyłam jak bardzo jestem gruba, wszystkie tamtejsze dziewczyny miały świetne figury. W moim pokoju przebrałam się w miętowe spodenki i biały podkoszulek,musiałam czekać na Shane jakieś 15 minut gdy wreszcie zeszła i mogłyśmy wyjść.
-Zamknij oczy.-Powiedziałam do przyjaciółki.
Prowadziłam  ją za rękę tak by bez stłuczek doszła do celu, a mianowicie do dłuuuugiej czarnej limuzyny mojego ojca którą pozwolił mi wziąć.
-Teraz otwórz!
Gdy Shana otworzyła oczy od razu zaczęła piszczeć, gdy jeszcze mieszkała w Londynie ojciec nie pozwalał mi brać limuzyny, ale teraz gdy mam już 16 lat, a w sierpniu skończę 17, pozwala mi ją brać kiedy tylko chce i gdzie chce, a ja zawsze jeżdżę w to samo miejsce. Do centrum handlowego więc Chaz, mój prywatny szofer już od razu wie gdzie jechać. Kiedy  Chaz otworzył przed nami drzwi szybko wgramoliłyśmy się do środka, limuzyna jak to limuzyna, w środku zawsze czekały na mnie świeże truskawki z bitą śmietaną lub w czekoladzie i szampan nisko alkoholowy. Po prostu żyć nie umierać! A więc Londynie Shanazz i Melody ruszają na największe zakupy swojego życia!

*Perpsektywa Shanazz*
-A więc, -Melo zaczęła. -Masz chłopaka?
-Melo! -Krzyknęłam na nią oburzona.
-No co? -Podniosła ręce w obronnym geście.
-Nie mam. -Burknęłam biorąc do buzi truskawkę którą wzięłam ze stolika, Melody uśmiechnęła się szperając w swojej torebce. Samochód się zatrzymał a my wysiadłyśmy z limuzyny która stała na parkingu przed galerią. Spojrzałam na ogromny budynek w którym było mnóstwo sklepów, Melo spojrzała na mnie znacząco. -Idziemy na lody! -Krzyknęła ciągnąc mnie w stronę lodziarni przed galerią. -Jakiego bierzesz Shan? -Blondynka spytała się mnie. -Sorbet. -Odparłam opierając się o blat.
-Przepraszam? -dziewczyna zastukała w blat a ku jej oczom pojawił się chłopak o niebieskich oczach z blond włosami postawionymi na żel spoglądnął na nią znaczącym wzrokiem. Widziałam jak wywraca oczami po czym składa zamówienie, chłopak podał mi mojego loda.
-Shanazz, ja się jeszcze muszę zastanowić nad smakami. Poczekasz na mnie w Galerii? -Pokiwałam głową odchodząc od butki z Lodami, dziewczyna po kilku minutach przyłączyła się do mnie.
-Ma na ciebie oko. -Zaśmiałam się.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. -Dziewczyna westchnęła prowadząc mnie do pierwszego lepszego sklepu z ciuchami, długo tam siedziałyśmy bez przerwy przymierzałyśmy jakieś bzdety aż w końcu podszedł do nas chłopak który tam pracował. -Pomóc? -Zapytał, zerknęłam na niego. Miał uniesione włosy do góry, niebieskie oczy i pełno tatuaży na ciele.
-Ta ... -Melody mi przerwała. -Nie trzeba! -Krzyknęła stając przede mną. -Świetnie radzimy sobie SAME. -Podkreśliła ostatnie słowo oddając mu wszystkie ciuchy które miałyśmy w koszyku. -Idziemy. -Burknęła łapiąc mnie za rękę i wyprowadzając ze sklepu.
-Mamy dzisiaj dzień, będziemy zarywać do Melody? -Zaśmiałam się.
-Nie, ale znacząco mamy dzień. Będziemy wkurwiać Melody. -Zaśmiała się idąc ze mną w stronę do sklepu z bielizną, Victoria Secrets to był jej ulubiony sklep w galerii zawsze kupowała tutaj drogą bieliznę, skierowałam się na dział ze stanikami.
-Potrzebuję gorsetu,  -Dziewczyna wymamrotała, zmarszczyłam czoło krzyżując ręce na piersi. -Melo? Czy ty mi o czymś nie powiedziałaś? -Zdziwiona jej słowami zapytałam się, dziewczyna wywróciła oczami po czym wzięła głęboki oddech. -Nie wiem o co ci chodzi Shan, o czym miałabym ci nie mówić? -Zdziwiona odgarnęła włosy z twarzy, przygryzłam wnętrze swojego Policzka bezradnie wzruszając ramionami. Gdyby nie była moją przyjaciółką zaczęłabym węszyć, ale jej mogę ufać nigdy mnie nie zawiodła i mam nadzieję że tym razem też tak będzie.
-Kurwa. -Dziewczyna spoglądnęła za siebie. -Shanazz, ja pójdę zobaczyć czy mają jakąś nową kolekcję. A ty ... Po prostu sobie oglądaj. -Uśmiechnęła się kierując się na drugi koniec sklepu. Przeglądałam sobie bieliznę już zbyt długo, Melody nie wracała a mój brzuch zaczynał się kurczyć. Byłam głodna, zresztą od śniadania już trochę minęło zaczęłam się rozglądać za moją przyjaciółką nigdzie jej nie było. Stanęłam na środku sklepu z nadzieją że blondynka zaraz do mnie podejdzie.
-Ładnie wyglądasz. -Głos za mną był bardzo niski i ochrypły, obróciłam się ku moim oczom pojawił się chłopak w czarnej skórzanej kurtce z lokami na głowie. Miał lekko wygniecione Jeansy , oraz mroczne spojrzenie w którym można było utonąć.
-Znamy się? -Szorstko odparłam.
-Nie do końca. -Burknął  wkładając dłonie do kieszeni spodni tak by jego kciuki wystawały.
-Więc nie wiem dlaczego wogóle rozmawiamy. -Odparłam kierując się w stronę wyjścia, chłopak ruszył za mną.
-Nie poczekasz na przyjaciółkę. -Zbladłam. Zatrzymałam się obracając się do niego. -Przepraszam? -Zdziwiona zaistniałą sytuacją zbliżyłam się do niego.
-Zapytałem się czy nie zaczekasz na Melody. -Powtórzył, moje ciało stało się sztywne a twarz biała. Serce zaczęło bić szybciej, ocknij się Shanazz ten koleś wie kim jest Melo.
-Kim ty wogólę jesteś?! -Krzyknęłam.
-Kimś bardzo ważnym kochanie. -Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej. -I obiecuję ci że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. -Brunet klepnął mnie po pośladku po czym obrócił się do mnie plecami i poszedł w swoją stronę, czułam jak kolory powoli odpływały mi z twarzy. Musiałam usiąść, zauważyłam pierwszą lepszą ławkę i na niej spoczęłam. Kim ON był?

Mamy pierwszy rozdział, prosimy o szczere komentarze i mam nadzieję że Opowiadanie wam się spodoba. ~ Shawty&Gela