piątek, 12 lipca 2013

One

*Perspektywa Melody*
Obudził mnie głośny hałas rozchodzący się po moim pokoju, przez szklane wyjście na balkon widziałam jasne światło latarki. No tak. Mój ukochany nie mógł sobie wybrać lepszej godziny niż, tak właściwie która jest godzina? Wzięłam do ręki mojego Iphona, 4:13, no tak on chyba nigdy nie śpi. Leniwie wyczłapałam się z łóżka kiedy po raz kolejny usłyszałam rzut kamieniem o moje okno, spojrzałam na siebie, byłam w sporo za dużej koszulce z Chalsea Londyn i majtkach, jakoś nie ciągnęło mnie do spania w staniku. Wzięłam głęboki oddech i otworzyłam drzwi na balkon.
-Cześć Melody.-Usłyszałam cichy szept, na dworze było tak ciemno że mimo jasnego światła latarki nie zdołałam dojrzeć ukochanego.
-Cześć Zayn.-Odpowiedziałam także szeptem, nie chciałam aby ktoś z domowników usłyszał że z kimś rozmawiam, nikt nie wiedział o mnie i o Zaynie, z wyjątkiem naszych przyjaciół i moich babć.
Tylko moim babcią mogłam zaufać,  matka mojej mamy jest wariatką i siedzi w zakładzie psychiatrycznym, co do niej mam pewność że nikomu nie powie, natomiast rodzicielka mojego ojca to spokojna staruszka której już dawno wybiła 90, dawała mi więcej miłości niż moja ,,matka".
-Co ty tu robisz o 4 rano wariacie?
-Spotkamy się jutro?-Kochałam w Zaynie to że zawsze czuł się pewnie, był wesołym, troskliwym chłopakiem, ale gdyby doszło by co do czego zabiłby, zresztą to byłby jego nie pierwszy raz.
-Nie słonko,jest u mnie Shana, nie może o nas wiedzieć, proszę Zayn nie wciągajmy jej w to, błagam.
-Niech ci będzie skarbie, ale mam cie na oku.-Wiedziałam że kiedy on mówi ,,Będę miał cie na oku"nie jest to zwykłe pisanie sms-ów czy też dzwonienie co godzinę, u niego to oznaczało jeżdżenie za mną puki sam nie uzna że dość na dziś.
-Dobranoc mój Romeo.
-Dobranoc moja Julio...
Przygryzłam dolną wargę i weszłam spowrotem, byłam cała rozpromieniona, nie musiałam go widzieć żeby czuć między nami tą więź, wiedziałam że teraz o mnie myśli. Sama nie wiem czy nasza miłość, to zauroczenie, zakochanie czy prawdziwy związek. Wiem jedno kocham tego szaleńca ponad własne życie.
___________________________________________________________________
-Panienko...Panienko Melody...
Obudził mnie przyjazny głos, wiedziałam że to na pewno nie moja mama, ona nigdy nie mówiła do mnie Melody, raczej mówiła na mnie ,,Moja młodsza kopio" lub ,,córko" , nigdy nie czułam jakiejś szczególnej więzi między nią a mną, szczerze? Wolałabym się urodzić w domu Shanazz niż w moim, jej rodzice okazywali jej mnóstwo uczucia ,a moi? Dawali mi kasę ,sprawdzali jak się uczę, kontrolowali, dawali mi nakazy i zakazy. Gdy otworzyłam oczy w moim pokoju panowała już jasność, tak jak podejrzewałam koło mojego łóżka stała pokojówka, jednak gdy tylko zauważyła że mam otwarte oczy natychmiast wyszła ze spuszczoną głową. Ranek. Moja znienawidzona część dnia, wiedziałam że za niecałą godzinę będę musiała usiąść przy stole obok mojej matki, kobiety która w świecie mody liczyła się bardziej niż projektanci, mianowicie była recenzentkom mody. Na samym szczycie stołu będzie siedział mój ojciec,jeden z największych inwestorów w Anglii, a na przeciwko mnie usiądzie najgorszy smarkacz świata, mój ,,idealny" braciszek William. Pocieszało mnie tylko to że tym razem dołączy do nas moja ukochana przyjaciółka Shanazz. Gdy wreszcie do końca się rozbudziłam wzięłam prysznic i stanęłam przed moją ogromną szafą. Wiedziałam że jeśli ubiorę się w coś nie właściwego zostanę skarcona przez matkę, ostatecznie założyłam  pudrową zwiewną sukienkę do kolan i białe pończochy. Mama uwielbia kiedy nosze pończochy, ale Zayn twierdzi że za bardzo zwracam na siebie uwagę chłopców , więc rzadko je nosze.
-Moja młodsza kopio czekamy tylko na ciebie!
Cholera, a chciałam jeszcze dać Shanazz jakieś ubrania zanim spotka się  z moją mamą, wzięłam kilka głębokich oddechów i z uśmiechem zeszła do głównej jadalni. Cała ta idealna rodzinka siedziała już na swoich miejscach, Shana  miała spuszczoną głowę w dół , już wiedziałam że moja matka skomentowała surowo jej strój, nie widziałam dokładnie w co jest ubrana, przez ten ogromny 20 osobowy stół, mimo że tyle osób zasiadało tu tylko w Boże Narodzenie. Zajęłam miejsce naprzeciw ślicznego małego blond chłopca, który na pozór wyglądał jak aniołek ale w rzeczywistości to wcielony diabeł,obok mnie siedziała Shana.
-Nie przejmuj się tą starą zołzą, po śniadaniu zabieram cie na mega zakupy, nie martw się ja za wszystko płace.-Szepnęłam cicho do przyjaciółki tak żeby nikt po za nami nie mógł tego usłyszeć.
Na śniadanie zjadłam zaledwie pół jogurtu light, od około miesiąca byłam na ścisłej diecie, gdy styknełam się ze środowiskiem mojego chłopaka, zauważyłam jak bardzo jestem gruba, wszystkie tamtejsze dziewczyny miały świetne figury. W moim pokoju przebrałam się w miętowe spodenki i biały podkoszulek,musiałam czekać na Shane jakieś 15 minut gdy wreszcie zeszła i mogłyśmy wyjść.
-Zamknij oczy.-Powiedziałam do przyjaciółki.
Prowadziłam  ją za rękę tak by bez stłuczek doszła do celu, a mianowicie do dłuuuugiej czarnej limuzyny mojego ojca którą pozwolił mi wziąć.
-Teraz otwórz!
Gdy Shana otworzyła oczy od razu zaczęła piszczeć, gdy jeszcze mieszkała w Londynie ojciec nie pozwalał mi brać limuzyny, ale teraz gdy mam już 16 lat, a w sierpniu skończę 17, pozwala mi ją brać kiedy tylko chce i gdzie chce, a ja zawsze jeżdżę w to samo miejsce. Do centrum handlowego więc Chaz, mój prywatny szofer już od razu wie gdzie jechać. Kiedy  Chaz otworzył przed nami drzwi szybko wgramoliłyśmy się do środka, limuzyna jak to limuzyna, w środku zawsze czekały na mnie świeże truskawki z bitą śmietaną lub w czekoladzie i szampan nisko alkoholowy. Po prostu żyć nie umierać! A więc Londynie Shanazz i Melody ruszają na największe zakupy swojego życia!

*Perpsektywa Shanazz*
-A więc, -Melo zaczęła. -Masz chłopaka?
-Melo! -Krzyknęłam na nią oburzona.
-No co? -Podniosła ręce w obronnym geście.
-Nie mam. -Burknęłam biorąc do buzi truskawkę którą wzięłam ze stolika, Melody uśmiechnęła się szperając w swojej torebce. Samochód się zatrzymał a my wysiadłyśmy z limuzyny która stała na parkingu przed galerią. Spojrzałam na ogromny budynek w którym było mnóstwo sklepów, Melo spojrzała na mnie znacząco. -Idziemy na lody! -Krzyknęła ciągnąc mnie w stronę lodziarni przed galerią. -Jakiego bierzesz Shan? -Blondynka spytała się mnie. -Sorbet. -Odparłam opierając się o blat.
-Przepraszam? -dziewczyna zastukała w blat a ku jej oczom pojawił się chłopak o niebieskich oczach z blond włosami postawionymi na żel spoglądnął na nią znaczącym wzrokiem. Widziałam jak wywraca oczami po czym składa zamówienie, chłopak podał mi mojego loda.
-Shanazz, ja się jeszcze muszę zastanowić nad smakami. Poczekasz na mnie w Galerii? -Pokiwałam głową odchodząc od butki z Lodami, dziewczyna po kilku minutach przyłączyła się do mnie.
-Ma na ciebie oko. -Zaśmiałam się.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. -Dziewczyna westchnęła prowadząc mnie do pierwszego lepszego sklepu z ciuchami, długo tam siedziałyśmy bez przerwy przymierzałyśmy jakieś bzdety aż w końcu podszedł do nas chłopak który tam pracował. -Pomóc? -Zapytał, zerknęłam na niego. Miał uniesione włosy do góry, niebieskie oczy i pełno tatuaży na ciele.
-Ta ... -Melody mi przerwała. -Nie trzeba! -Krzyknęła stając przede mną. -Świetnie radzimy sobie SAME. -Podkreśliła ostatnie słowo oddając mu wszystkie ciuchy które miałyśmy w koszyku. -Idziemy. -Burknęła łapiąc mnie za rękę i wyprowadzając ze sklepu.
-Mamy dzisiaj dzień, będziemy zarywać do Melody? -Zaśmiałam się.
-Nie, ale znacząco mamy dzień. Będziemy wkurwiać Melody. -Zaśmiała się idąc ze mną w stronę do sklepu z bielizną, Victoria Secrets to był jej ulubiony sklep w galerii zawsze kupowała tutaj drogą bieliznę, skierowałam się na dział ze stanikami.
-Potrzebuję gorsetu,  -Dziewczyna wymamrotała, zmarszczyłam czoło krzyżując ręce na piersi. -Melo? Czy ty mi o czymś nie powiedziałaś? -Zdziwiona jej słowami zapytałam się, dziewczyna wywróciła oczami po czym wzięła głęboki oddech. -Nie wiem o co ci chodzi Shan, o czym miałabym ci nie mówić? -Zdziwiona odgarnęła włosy z twarzy, przygryzłam wnętrze swojego Policzka bezradnie wzruszając ramionami. Gdyby nie była moją przyjaciółką zaczęłabym węszyć, ale jej mogę ufać nigdy mnie nie zawiodła i mam nadzieję że tym razem też tak będzie.
-Kurwa. -Dziewczyna spoglądnęła za siebie. -Shanazz, ja pójdę zobaczyć czy mają jakąś nową kolekcję. A ty ... Po prostu sobie oglądaj. -Uśmiechnęła się kierując się na drugi koniec sklepu. Przeglądałam sobie bieliznę już zbyt długo, Melody nie wracała a mój brzuch zaczynał się kurczyć. Byłam głodna, zresztą od śniadania już trochę minęło zaczęłam się rozglądać za moją przyjaciółką nigdzie jej nie było. Stanęłam na środku sklepu z nadzieją że blondynka zaraz do mnie podejdzie.
-Ładnie wyglądasz. -Głos za mną był bardzo niski i ochrypły, obróciłam się ku moim oczom pojawił się chłopak w czarnej skórzanej kurtce z lokami na głowie. Miał lekko wygniecione Jeansy , oraz mroczne spojrzenie w którym można było utonąć.
-Znamy się? -Szorstko odparłam.
-Nie do końca. -Burknął  wkładając dłonie do kieszeni spodni tak by jego kciuki wystawały.
-Więc nie wiem dlaczego wogóle rozmawiamy. -Odparłam kierując się w stronę wyjścia, chłopak ruszył za mną.
-Nie poczekasz na przyjaciółkę. -Zbladłam. Zatrzymałam się obracając się do niego. -Przepraszam? -Zdziwiona zaistniałą sytuacją zbliżyłam się do niego.
-Zapytałem się czy nie zaczekasz na Melody. -Powtórzył, moje ciało stało się sztywne a twarz biała. Serce zaczęło bić szybciej, ocknij się Shanazz ten koleś wie kim jest Melo.
-Kim ty wogólę jesteś?! -Krzyknęłam.
-Kimś bardzo ważnym kochanie. -Chłopak przybliżył swoją twarz do mojej. -I obiecuję ci że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. -Brunet klepnął mnie po pośladku po czym obrócił się do mnie plecami i poszedł w swoją stronę, czułam jak kolory powoli odpływały mi z twarzy. Musiałam usiąść, zauważyłam pierwszą lepszą ławkę i na niej spoczęłam. Kim ON był?

Mamy pierwszy rozdział, prosimy o szczere komentarze i mam nadzieję że Opowiadanie wam się spodoba. ~ Shawty&Gela

4 komentarze:

Mamy nadzieję że dodasz komentarz, bardzo nam na tym zależy. xxx