czwartek, 1 sierpnia 2013

Five

*Perspektywa Melody*

Gdy się ocknęłam, nie mogłam otworzyć nawet oczu, jakiś materiał został na nich mocno zaciśnięty, a ręce skrępowane były sznurem, czułam niesamowity ból w kroczu i już wiedziałam co ze mną robili kiedy byłam nie przytomna. Od razu zachciało mi się płakać, nie mogłam ruszyć nogami, najwyraźniej były do czegoś przywiązane.
-Nie bój się , potrzymają cie tu od 3 dni do tygodnia. -Po pomieszczeniu rozniósł się cichutki kobiecy głos, kręciłam głową w poszukiwaniu osoby która do mnie przemawiała, jakby to mogło sprawić że ją zobaczę. Na moim karku poczułam delikatne drobniutkie dłonie, zostałam przeniesiona z pozycji leżącej do siedzącej.
-Pij, musisz dużo pić, będziesz silniejsza. -Do moich ust została przyłożona metalowa miska, wypiłam wszystko, chodź nawet nie wiedziałam co to.-Jesteś śliczna , dlatego ci to zrobili.-Po jej głosie od razu wiedziałam ,wiedziałam że moje przypuszczenia się sprawdziły zostałam zgwałcona.-Zwykle właśnie taki los spotyka tu blondynki, resztę wykorzystują jako służące,ale będzie dobrze, mogę zobaczyć na twoje ramie?
Pokiwałam głową na tak, bałam się w ogóle odezwać , co chwile kręciłam głową próbując coś dojrzeć, każdy najmniejszy dźwięk sprawiał że się okręcałam, dziewczyna spojrzała na ramie, po czym wydała z siebie syk jakby zauważyła najokropniejszą ranę na świecie.
-Nie bój się, ja się tobą zaopiekuje puki to jesteś, mam na imię Amanda, siedzę tu już rok, ale nie martw się wierze że z tobą będzie inaczej, pamiętaj nie okazuj emocji,to ich jeszcze bardziej rozjusza.
Po pomieszczeniu  rozniosło się głośne trzaśnięcie drzwiami, Amanda szybko się ode mnie odsunęła, jakbym parzyła, nie mogłam jej zobaczyć ale wiedziałam że musi być młoda i piękna, wiedziałam o niej tylko tyle że siedzi tu rok, ma delikatny głos,drobne dłonie i ma na imię Amanda, a mimo to czułam między nami niesamowitą więź ,nie chciałam żeby się ode mnie oddaliła. Gdy tylko to zrobiła zaczęła jej szukać, kręcąc głową we wszystkie kierunki. Ktoś szedł w moją stronę , były to chyba trzy osoby, mój słuch wyostrzył się do tego poziomu że słyszałam każdy pojedynczy najcichszy dźwięk, w końcu teraz słuch zastępował mi i wzrok.
-Widzę że się śpiąca królewna wyspała. -Wszędzie rozpoznam ten głos. Robins. -Byłaś niezła.
Po tych słowach położył ręce na moim prawym kolanie i jechał coraz bardziej w górę, chciałam się wyrywać , płakać , krzyczeć, ale w tym momencie po mojej głowie rozeszły się słowa Amandy ,,Nie okazuj emocji, to ich jeszcze bardziej rozjusza", zostałam nie wzruszona jak kamień, chyba podziałało bo szybko się ode mnie odsunął, niestety się myliłam, teraz jego ręce znalazły się na moim ramieniu, nie wiedziałam co ma zamiar zrobić , dowiedziałam się dopiero kiedy nie miłosiernie zabolało mnie ramie, mimo to nadal nie krzyczałam. Najwidoczniej miałam jakąś ranę na  ramieniu a ten chuj przyłożył do niej sól, wiedziałam że już dłużej nie wytrzymam i zaraz zacznę krzyczeć.
-Zostawcie ją! Ona wam nic nie zrobiła! -Teraz głos Amandy był ostry.
-Zamknij się szmato! Mam już się dosyć!
Wszędzie poznam ten dźwięk, to dźwięk odblokowywania pistoletu, usłyszałam cichutkie chlipanie Amandy, o Boże przenajświętszy oni chcą ją zabić! Chcą zabić dziewczynę która tylko mnie broniła.
-Żegnaj się z życiem suko.
-Nie! -Odezwałam się wreszcie, mój głos brzmiał dla mnie obco, wcześniej był delikatny, lekko piskliwy, teraz był mocny ochrypnięty, jak bym wcześniej krzyczała 2 godziny bez ustanku. -Zrobię co chcecie ale zostawcie ją! -
-No proszę, wreszcie się odezwałaś, opowiesz nam wszystko w drodze, Theo bierz ją. -
Już po Theo rozwiązał moje ręce i nogi jednak przepaska na oczach nadal została, następnie wziął mnie na ręce, chwile potem byliśmy już na dworze, posadzono mnie na wózek inwalidzki i pchano w nieznanym mi kierunku.
-A więc zadam ci kilka pytań, pierwsze jak masz na imię?
-Éléonore.-Postanowiłam  podawać wszystkie informacje mojej babci.
-No widzisz jak chcesz to potrafisz mówić, widzę że Francuzka, jak masz na nazwisko?
-Levittoux...-Wiedziałam że z nazwiskiem Mc Curtnay mógłby sobie skojarzyć mojego ojca i matkę, więc podałam nazwisko mojej babci z czasów kiedy jeszcze mieszkała we Francji.
-Jesteśmy  na miejscu, daje im 5 minut, jak nie jest nasza. Zack zostań z nią my pójdziemy się rozejrzeć. -Robins wydał polecenie.
-Dobrze szefie. -Ten głos ...To Zack! Mój brat Zack!
Moja głowa robiła kółka jak oszalała, tak bardzo chciałam go zobaczyć, kilka osób rozbiegło się w różnych kierunkach, czułam obecność tylko jednej osoby. Zacka.
-Więc. Od tej pory jesteś naszą babcią? Éléonore? -zapytał.
-Zack...to naprawde jesteś ty? -Z niedowierzaniem odezwałam się.
-Zgadza sie księżniczko. -oznajmił.
-Zostawiłeś mnie. Zostawiłeś mnie w tedy samą! Miałam zaledwie 7 lat! Pomyślałeś o tym że ktoś mógł mnie w tedy zabić!? -Uniosłam głos.
-A czy ty pomyślałaś chociaż raz o tym że zostawiłem cie w tedy żeby cie chronić?! -Krzyknął.
-jak to? -zdziwiona zmarszczyłam czoło.
-Dostałem ultimatum, albo do nich dołączę albo zabiją moją małą siostrzyczkę! Nie chciałem żeby cokolwiek ci się w tedy stało, jesteś jedyną osobą na świecie którą kocham. To nie było dla mnie łatwe, miałem zaledwie 17 lat. Musiałem odejść z rodzinnego domu zostawiając w nim moją jedyną siostrę, między nami jest 10 lat różnicy Melody ale mimo to byłaś moją najlepszą przyjaciółką. Kocham cie siostrzyczko. -Zack mocno mnie przytulił a ja już wszystko sobie przypomniałam,już wiem skąd znam Theo, był najlepszym przyjacielem Zacka.

*retrospekcja, oczami Zacka*

Godzina 23:34, wszyscy już śpią, prawie że na palcach wyszedłem z mojego pokoju, skierowałem sie w stronę pokoju mojej 7 letniej siostry Melody, na moim lewym ramieniu wisiał plecak, tak słodko spała... Boże co ja najlepszego zrobiłem, gdybym  nie wplątał się w narkotyki , moja siostra byłaby bezpieczna, ale nie dziś , kazali mi ją przynieść, nie wiem po co, boje się. Jest nadzwyczaj mała i delikatna niż reszta dzieci, boje się że ją zabiją, delikatnie wziąłem ją na ręce, na co ona przez sen zareagowała jękiem niezadowolenia. Opatuliłem ją porządnie kocykiem i jak najszybciej mogłem wybiegłem z domu w kierunku opuszczonej hurtowni, Theo już tam był. Trzymał na rękach śpiącą Lily, to on mnie w to wciągnął, najchętniej bym go teraz zabił, stanąłem koło niego bez słowa. Po chwili pojawił się przed nami Robins, najsłynniejszy diler narkotykowy.
-No proszę, spisaliście się na medal, pokażcie mi te maleństwa. -Jak na zawołanie obaj obróciliśmy nasze siostry które wygodnie sobie spały na naszych rękach, Robinson spojrzał przez chwile na Lily po czym zawiesił wzrok na Melody, patrzył się na to drobne dziecko niepokojąco długo.
-Ona. Przyjdę wrócę po nią. -Oznajmił Robins, a do moich oczu napłynęły łzy.
-Musimy ją naznaczyć. -Wyjął nóż , zasłonił rękom oczy Melody na wypadek gdyby się obudziła, mężczyzna przejechał ostrzem po jej obojczyku ,wiedziałem że małej zostanie blizna, zaczęła się drzeć
wniebogłosy.
-Zostawcie je tu. -Rzucił.
-Ale one nie znają drogi do domu. -Wyjąkał Theo, z ulgą że to nie jego siostra.
-Nie obchodzi mnie to, macie 30 sekund. -Szybko zdjąłem z mojej szyi naszyjnik z krzyżykiem i medalionem w którym znajdowały się zdjęcia moje i Melody, założyłem jej na szyje, po czym pocałowałem ją w głowę ,położyłem na zimnym betonie i odszedłem, wiedziałem że zobaczę ją znów dopiero za 10 lat.

*perspektywa Shanazz*

-Podoba mi się. -Harry wybił mnie z rytmu, gdy siedziałam i rytmicznie stukałam w swoje kolano palcem wskazującym siedząc w jego czarnym Vanie.
-Słucham? -Obróciłam się do niego.
-Mówię, że podoba mi się ta sukienka. -Uśmiechnął się po czym znów wrócił wzrokiem na drogę przed nami.
-Um, dzięki. -Niepewnie odezwałam się, po czym zaczęłam mu się przyglądać. Miał idealną wyrzeźbioną figurę, jego niesforne brązowe loki opadały na czoło a zielone oczy wpatrywały się w drogę przed nami. Miał na sobie czarny top, i kremowe obcisłe rurki jego ramiona były osłonięte skórzaną kurtką która była najwyraźniej znoszona. -Harry? -Odezwałam się po czym od razu tego pożałowałam.
-Tak? -Zwrócił się do mnie, miał takie piękne zielone oczy. -Shanazz. -Zaśmiał się widząc że mu się przyglądam.
-Co? -Otrząsnęłam się, odwracając głowę.
-Po prostu powiedz że jestem kurewsko przystojny. -Zadziorny uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Chciałbyś. -Wywróciłam oczami, po czym założyłam nogę na nogę. -Jesteś po prostu Dupkiem. -Chrząknęłam tak by mnie nie usłyszał, niestety zaraz pożałowałam tych słów.
-Dupkiem który dobrze pieprzy, zresztą. Sama zobaczysz. -Życie przestało dla mnie istnieć, jedyne czego chciałam to wysiąść z tego auta jak tylko się zatrzyma. Bóg wysłuchał moich modlitw, już po chwili staliśmy przy restauracji. Harry odblokował drzwi a ja w mgnieniu oka wyskoczyłam z samochodu biegnąc jak najdalej od niego.
-Shan! -Usłyszałam krzyk za mną, Wiedziałam ze to Harry więc zaczęłam biec szybciej. Niestety, moje nogi mnie zawiodły i już po chwili leżałam na ziemi. A chłopak leżał nade mną.
-Chciałaś mi uciec? -Zaśmiał się marszcząc brwi, moje oczy zawisły na jego ustach.
-Pocałuj mnie. -Powiedziałam, a po chwili czułam jak jego gorące wargi przywierają do moich.

No i mamy piątkę :3 Chciałam was poinformować że pierwsza część tego bloga ogranicza się do 59 rozdziałów :) Także czytajcie czytajcie, a potem przerwa i następna część : D Kochamy was i prosimy o komentarze, cześć x @

2 komentarze:

Mamy nadzieję że dodasz komentarz, bardzo nam na tym zależy. xxx